Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tarty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tarty. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 marca 2011

TU I TAM nr 9. Śniadanie dla Ciebie. Po mojej stronie nieba.



TU i TAM. Dwie kuchnie, dwa wirtualne światy, duża odległość i wiele wspólnego. Kulinarna pasja, radość gotowania, smakowania i tworzenia. Tak w skrócie można określić powody, które są impulsem naszych kulinarnych spotkań jednocześnie w dwóch kuchniach. Na jeden temat, choć po swojemu-  u Amber - w Kuchennymi drzwiami i u mnie, w Kucharni.
Dziewiąty raz  stanęłyśmy w gotowości, aby wspólnie bawić się w sercach naszych domów i  tym razem przygotować śniadanie. Temat wybrałam ja, a Amber z radością go podjęła. Z  radością tym większą, że to śniadanie szczególne, bo Amber przygotowała je dla mnie, a ja dla Niej.
Zapraszamy!


"Po tej stronie nieba na śniadanie jem bułkę z konfiturą ze szczęścia, a kawę mi słodzą uśmiechem anioły. Na kuchennym stole mam kwiaty w wazonie - pachnące radością tulipany. Wychodzę na taras i kocem wspomnień się otulam. Wdycham w nozdrza miłość zmieszaną z powietrzem. A raz na jakiś czas wiatr - podróżnik, wplata mi we włosy marzenia, szepcąc przy tym do ucha: wszystko zależy od Ciebie. Po mojej stronie nieba…"
  

... po mojej stronie nieba obudził się słoneczny, wiosenny dzień. Wszystko zależy ode mnie. Bywa, że to dość uciążliwa świadomość. Jednak tym razem pełna radości i podekscytowania. Szykuję śniadanie. Wyjątkowe. Dla wyjątkowego Gościa. Tyle już czasu się znamy, tyle słów, żartów i trosk podzieliłyśmy, a jeszcze ani razu nie zjadłam z Amber śniadania. Pora najwyższa to nadrobić. Śniadanie to początek, to otwarcie dnia, to dla mojego Gościa ważna rzecz, bo jak sama mówi "śniadanie nastraja mnie na cały dzień."


Przyznam, że ja ze śniadaniami jestem nieco, a może nawet bardzo, na bakier. A to wszystko dlatego, że jestem niepoprawnym typem nocnego podjadacza. Nic nie poradzę (i nie mam zresztą zamiaru) na to, że naprawdę głodna robię się dopiero późno wieczór. Poranne myśli krążą zatem niemal wyłącznie wokół filiżanki dobrej kawy, potem drugiej, a często i trzeciej. Apetyt na śniadanie budzi się zwykle znacznie później, ale nie raz przesypia i cały dzień. Zupełnie inaczej jest w weekendy. Wtedy śniadanie jest wspólne, obfite i wyjątkowe, a kawa stanowi jedynie istotny dodatek, a nie danie główne. 


Dla Amber jednak śniadanie to "zastrzyk dobrej energii na cały dzień". Wiem, że jest dla niej ważne i zawsze je celebruje. Co w takim razie ucieszy mojego Gościa? Pierwszą myślą były francuskie rogaliki, które z kolei są moim śniadaniowym faworytem. Postanowiłam jednak Kuchennymi Drzwiami zajrzeć do Amber i poszukać wskazówek. Znalazłam jej majowe śniadanie - jajka z łososiem na grzance (klik), które nazwała optymistycznym, bo " żółty kolor działa na mnie energetyzująco, a jajka są pyszne w każdej postaci". BINGO! 



Będzie zatem klasycznie, choć w nieco innej formie. Zamiast rogalików i grzanek, chrupiąca tarta na francuskim cieście. A na niej wiosenna łąka, bo wiem jak bardzo Amber czeka na wiosnę, na zieleń, na kwiaty i na słońce, które tak bardzo kocha. Będą zatem jajka przepiórcze - żółte jak oczka stokrotek, pomidorki czerwone jak pierwsze tulipany, a to wszystko na trawce ze szczypiorku i listków bazylii, pod którymi, jak ostatni śnieg, rozpływa się pyszny twarożek. Do tego oczywiście kawa. Lekko, świeżo, chrupiąco i bardzo słonecznie, nie tylko po mojej stronie nieba. Mam nadzieję, że to wiosenne śniadanie "na trawie" nastroi Amber i Was wszystkich pełną optymizmu energią na cały dzień. 

Zanim jednak sięgniecie po pierwszy kawałek, mam dla Was trochę śniadaniowej teorii. Czy wiecie, że jest sześć typów śniadań? Jest śniadanie proste kontynentalne, wiedeńskie, wiedeńskie wzmocnione (serem i wędlinami), angielskie (tzw. breakfast) i typu angielskiego (czyli lunch) oraz myśliwskie. Mnie najbardziej zaintrygowało to ostatnie, bo nigdy wcześniej o nim nie słyszałam i pewnie nieprędko, jeśli w ogóle, takie zjem. Jest rzeczywiście  dla prawdziwych "myśliwych" - zresztą poczytajcie sami z czego się składa! Bigos po myśliwsku, pieczeń z sarny, jelenia lub dzika, kiełbaski pieczone, pasztet z zająca, dodatki: pieczywo, pomidory, ogórki, masło, ketchup, do tego napoje: kawa, herbata, soki, wody mineralne oraz napoje alkoholowe: wódki, krupnik... Mam nadzieję, że Amber nie liczy dziś na taki zestaw! 


Jeśli już wybierzecie swój typ śniadania, nie zapomnijcie o nakryciu do stołu. Ja robię to zwykle spontanicznie, w zależności od pory roku, nastroju, a nawet pogody - zmieniam nakrycia, podstawki, kwiaty. A jednak prawidłowe nakrycie stołu do śniadania nie ma nic wspólnego ze spontanicznością. Dlaczego? Kierują nim sztywne i precyzyjne zasady, którymi koniecznie chcę się z Wami podzielić. Znalazłam je, podobnie jak informacje o rodzajach śniadań, na jednym z hotelarskich portali. Ciekawa jestem czy ktoś z Was w domowych warunkach aż tak precyzyjnie przestrzega śniadaniowej etykiety? Ja od razu przyznaję, że nie, choć oczywiście wiem, po której stronie kłaść sztućce. Jednak, podobnie jak przy gotowaniu, działam "na oko" i nie używam linijki do odmierzania odległości :)  


"Czynności wykonywane do nakrywania stołów do śniadań prostych: 
a) talerzyk śniadaniowy 1.5 cm od krawędzi stołowej, emblematem w stronę konsumenta
b) sztućce: z prawej strony nóż ostrzem w stronę talerza
c) z prawej strony talerza w odległości 1cm ustawia się spodek od filiżanki
d) łyżeczki do kawy lub herbaty układa się na spodeczkach, ukośnie, trzonkiem w prawo
e) ogrzane filiżanki podajemy jednocześnie z przyniesieniem napoju do śniadania
f) nad talerzykiem ustawiamy przyprawy, wazonik z kwiatami, popielniczkę
Jeżeli przewiduje się podanie jaj, wówczas nakrycie uzupełniamy:
*podstawkami pod kieliszki do jaj, które ustawia się po lewej stronie talerzyków śniadaniowych, w odległości 2 cm od nich
*łyżeczkami do jaj ułożonymi na spodeczkach, również trzonkami w prawo
Jeżeli w skład śniadania wchodzą wędliny i sery, to wówczas:
*z lewej strony talerzyków śniadaniowych układa się widelec częścią wypukłą do stołu i nóż z prawej strony talerza
*talerzyki, noże i widelce powinny być ułożone w jednakowej odległości od brzegu stołu (tj.1-2 cm)" *


WIOSENNA TARTA NA ŚNIADANIE

1 opakowanie ciasta francuskiego
1 opakowanie kremowego twarożku ( u mnie Philadelphia)
garść siekanego szczypiorku
garść listków bazylii
6 (lub więcej) jajek przepiórczych
5-6 pomidorków koktajlowych 
1 łyżka śmietany
sól morska, pieprz do smaku


Ciasto francuskie ułożyć na papierze do pieczenie i zagiąć wszystkie krawędzie, tak by powstały wyższe boki o szerokości ok. 1 cm. Środek nakłuć widelcem i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni, żeby ciasto podpiekło się na złoty kolor. Na podpieczonym cieście rozsmarować  twarożek rozrobiony ze śmietaną. 


Posypać szczypiorkiem i listkami bazylii, ułożyć połówki pomidorków i nałożyć jajka przepiórcze. Pomidorki i jajka posypać z wierzchu solą morską i pieprzem. Wstawić do piekarnika i piec dalej w temperaturze ok. 200 stopni przez ok. 5 minut, tak by jajka lekko się ścięły. Podawać od razu pokrojone na dowolne porcje. Smacznego i słonecznego dnia!

* informacje o śniadaniach cytuję z tej strony (klik)

** inspiracją do tego śniadania był przepis na Lazy Monday Morning Breakfast Galette znaleziony na tej stronie (klik) 

piątek, 3 września 2010

Prosta droga do szczęścia. Z płatkami brzoskwiń.




Musiałam wspiąć się na wysoką górę.
Bez przygotowania.
Bez przewodnika.
Bez zastanowienia.
Musiałam ją pokonać. Wyrosła przede mną na drodze, a na mojej mapie nie było innej ścieżki.
Zebrałam siły i wspięłam się na szczyt. 
Pokonałam górę.
Kolejną.
Oby jedną z ostatnich.
Oby dalej mapa życia wyznaczała łagodniejsze i bardziej malownicze trasy.


Schodząc poczułam wszechobecny ciężar wspinaczki. 
Pewnie przed Wami też wyrastają nagle takie góry, które trzeba pokonać, by iść dalej.
Co robicie po zejściu?
Jak odpoczywacie? Co Was uspokaja i wycisza?
Co stawia na nogi, by potem ruszyć w dalszą drogę i pokonywać kolejne góry?
Ja ogrzewam się ciepłem domu, otulam najsłodszym zapachem mojego Synka i zapadam w łagodnym głosie W. 
Szukam wytchnienia w najprostszych i powtarzanych niczym mantra czynnościach. To one porządkują wszystko i przywracają uśmiech.


I muszę jeszcze poczuć zapach ciasta. Domowego.
Rozgrzać się ciepłą falą powietrza uwalnianą po otwarciu drzwi piekarnika. 
Nawdychać docierającym we wszystkie kąty słodkim aromatem. 
Napatrzeć na małe i duże ręce sięgające po kolejny kawałek. 
I zjeść pierwszą porcję jeszcze na ciepło, by ogrzała zmysły. 


Ostatnia góra była wyjątkowo wysoka. Musiałam więc sięgnąć po najłatwiejszy przepis, by droga do szczęścia była jak najkrótsza. By wystarczyło wyciąć kółka, pokroić brzoskwinie, posypać cukrem i upiec. I zjeść jeszcze na ciepło, koniecznie z lodami. 
Te brzoskwiniowe tarty to najłatwiejsza droga na skróty, by nacieszyć się końcówką lata, cudownie ciepłym kolorem brzoskwiń, chrupiącym spodem z ciasta, a przede wszystkim by jak najszybciej zapomnieć o tej pokonanej górze. Niech zostanie daleko w tyle. 


BRZOSKWINIOWE MINI-TARTY NA CIEŚCIE FRANCUSKIM

/6 sztuk/
1 opakowanie gotowe ciasta francuskiego
3-4 brzoskwinie (użyłam świeżych, można też użyć z puszki)
cukier puder do posypania
kilka malin (opcjonalnie)
ulubione lody (ja użyłam domowych karmelowych)


Piekarnik nagrzać do temperatury 190 stopni. Z ciasta francuskiego wyciąć okrągłe spodu o średnicy 13 cm. Podpiec je w piekarniku (używam funkcji Zarumienianie) przez 3-5 minut. 
Jeśli używacie świeżych brzoskwiń, należy sparzyć je wrzątkiem i obrać ze skórki. Następnie pokroić na cienkie plasterki i układać na podpieczonych spodach. Posypać cukrem pudrem - w trakcie pieczenia lekko się skarmelizuje. 


Wstawić do piekarnika i piec przez ok. 10-15 minut, aż spody ładnie się zrumienia, a brzoskwinie lekko podpieką. 
Po wyjęciu z piekarnika ponownie posypać cukrem pudrem. Można ozdobić malinami. Na jeszcze ciepłe tart nakładać gałkę ulubionych lodów. Jeść na ciepło. Smacznego!

czwartek, 29 lipca 2010

Czekolada i truskawki. Z radości.

W. miał pomysł. Zapisał go - zawsze zapisuje. Wszędzie pełno jego zeszytów, notesów, karteczek. Twórczy bałagan, w którym ja się gubię, a On odnajduje. Ale niech tak będzie. Ten nieporządek  jest dla mnie ostoją. To mój bezpieczny horyzont. Gdyby zniknęły karteczki, papiery, nieustannie kupowane notesy, świat by się zachwiał. W głębi duszy celebruję więc ten papierowy nieład, choć kobieca natura czasami chciałaby ułożyć wszystko równiutko i prościutko. 


Pomysł był ciekawy, bardzo. W. zrobił plan. Wyznaczył cel i termin. Podziwiałam jego determinację i zapał. I wiedzę. I ponownie zrozumiałam dlaczego skrzętnie zbiera wszystkie ciekawe artykuły prasowe i dlaczego  w jego gabinecie niczym drapacze chmur piętrzą się coraz to wyższe stosy gazet (nasz dom to istna twierdza prasy  i czasopism, które W. niezmiennie i do upadłego chroni przed wrogim skupem makulatury).
Skończył w wyznaczonym terminie. Zebrał razem wszystkie słowa jakimi opisał swój  pomysł. Zapisał i wysłał.  I czekał. 


Ktoś inny przeczytał i wysłał do W. odpowiedź. Dobrą wiadomość. 
Bo W. zawsze chciał wydać książkę. Ale pewnie nie marzył o tym, że zostanie wydana  ... w dniu jego urodzin!
Bardzo się cieszę. Trzymam w ręku książkę i wiem o niej wszystko - wiem kiedy zrodził się pomysł, skąd się wziął, jak zamieniał się w słowa, jak pięknie rozpromieniła się twarz W. kiedy dotarła dobra wiadomość. 


W. ma jedną słabość - jest ciemna, gorzka i da się łamać w zgrabne kosteczki. Czekolada. Owijam radość w czekoladę, tak będzie mu najbardziej smakowała. Okrągła, mocno czekoladowa tarta. Najlepiej smakuje z truskawkami i bitą śmietaną. I kiedy jemy ją razem.  I kiedy W. opowiada o kolejnym pomyśle ... 


TARTA CZEKOLADOWA 
/bez pieczenia/

SPÓD
100 g orzechów pekan (można zastąpić włoskimi)
100 g herbatników czekoladowych
1 łyżka kakao 
3 łyżeczki drobnego brązowego cukru
1 łyżka rumu (dałam 3:)
30 g stopionego masła
40 gorzkiej czekolady, stopionej w kąpieli wodnej


Formę na tartę o średnicy 23 cm lekko natłuścić. Wszystkie składniki zmiksować krótkimi pulsami po 30 sekund na jednolite kruche ciasto. Wyłożyć nim dno i boki formy. Schłodzić w lodówce aż stwardnieje.


NADZIENIE
200 g ciemnej czekolady dobrej jakości 
125 ml śmietany 30% 
250 ml śmietany kremówki, ubitej
30 g masła

W rondlu o grubym dnie mieszać na małym ogniu czekoladę, masło i śmietanę, aż czekolada się i masło się stopią i powstanie gładka masa. Zdjąć z ognia, ubić i lekko ostudzić. Metalową łyżką wmieszać ubitą śmietanę (zostawić odrobinę do dekoracji)  na gładką masę, przelać na ciasto. Chłodzić w lodówce, aż masa stężeje. 
Gotową tartę udekorować bitą śmietaną i truskawkami.


* przepis cytuję za książką DESERY wydawnictwa Konemann.

piątek, 9 lipca 2010

Czerwone korale. Z domu do domu.


Dwa domy. Oddzielone krótką ścieżką, mostkiem, rzeczką i drogą. W każdym domu gospodyni i gospodarz. Domownicy odwiedzają się. Pomagają przy zbiorach, kopaniu ziemniaków, remontach i naprawach. Spotykają na targu, odwiedzają w ogródku. Gospodynie z chusteczkami na głowie wspominają dawne czasy. Zimą siadają w kuchni i wspominają po kolei wszystkich, którzy byli im bliscy. Co roku wspomnienia są coraz dłuższe...
Z domu za drogą trzy razy w tygodniu gospodyni przynosi bańkę świeżego mleka, a w piątki twaróg i śmietanę. Z domu przy rzeczce gospodyni odwdzięcza się domowymi zaprawami i dobrą radą w niejednej potrzebie. Tak żyją w zgodzie rozdzieleni coraz ruchliwszą drogą, ale wciąż związani latami wspomnień i nie nazwanej głośno przyjaźni.


I przychodzą "nowe czasy", jak mówi jedna z gospodyń. Dom nad rzeczką  zostaje zmuszony do oddania znacznej części pola pod budowę szybszej drogi. Gospodyni żegna na zawsze cudowne łany kukurydzy, długie grządki ziemniaków, uginające się od owoców śliwy i jabłonie. Dom za drogą traci najsilniejsze ręce do pomocy i zamyka wrota większości gospodarstwa. Zostają kury i pies, który jeszcze niedawno pomagał zapędzać owce do zagrody.
Ale nowe czasy nie dadzą rady starym więzom uplecionym z mocnych nici niesienia pomocy, serdeczności, szczerej radości obdarowania, sąsiedzkiego wsparcia i dobrego słowa. Z domu do domu. Na zawsze. Przez pokolenia. 


 Jestem piątym pokoleniem domu przy drodze. Wiem, że ścieżka między naszymi domami nigdy nie zarośnie - pokonujemy ją niezmiennie od zeszłego stulecia. Pokonuję ją z synem, by odprowadził dziewczynkę po radosnym popołudniu zabaw.  Młoda gospodyni drepce nią szybciutko, bo siatka z laskami  dojrzałego rabarbaru i domowymi jajkami z każdym krokiem staje się coraz cięższa. Już niedługo chłopczyk i dziewczynka  będą razem pokonywać dalszą drogę, do szkoły. Cieszę się, że rozpoczną ją razem, że oprócz wspólnych zabaw i spraw łączy ich coś ponadczasowego, coś co prowadzi z domu do domu, coś co w nowych czasach jest bogactwem coraz rzadziej spotykanym. 


Przedwczoraj z domu przy drodze dotarł kolejny cudowny prezent. Czerwone korale. Dojrzałe i soczyste grona czerwonej porzeczki wyglądają jak piękne klejnoty. Gospodyni wie, że tęsknię za pamiętanymi z dzieciństwami krzakami porzeczek. Wie, że te czerwone korale ucieszą mnie bardziej niż sznur pereł. Dziękuję! 
Historia tych porzeczek w moim domu wygląda tak - przesypuję je do misy, stawiam na stole i podziwiam. Zachwycam się pół dnia kolorem, kształtem i samą myślą, że mogę z nimi zrobić tak wiele! Zjeść surowe, zamienić w orientalny chutney, zamknąć w słoiczkach jako słodką galaretkę i na pewno upiec tartę. Kruchą, słodką, z kuleczkami porzeczek tryskającymi na podniebieniu wciąż kwaskowatym sokiem. Poezja! 



TARTA Z CZERWONYMI PORZECZKAMI

SKŁADNIKI
Na kruchy spód
220 g mąki
110 g zimnego masła
50 g cukru
1 żółtko
szczypta soli

Mąkę wsypać do miski. Dodać pokrojone na drobne kawałki masło oraz pozostałe składniki. Zagnieść gładkie ciasto. Zawinąć w folię i wstawić do lodówki przynajmniej na 1 godzinę (ja przygotowałam wieczorem i wstawiłam do lodówki na całą noc). 
Piekarnik nagrzać do temperatury 180 stopni. Schłodzone ciasto rozwałkować i przełożyć do wysmarowanej masłem formy na tartę. U mnie ciasta starczyło na wyklejenie 1 formy o średnicy 23 cm i 4 małych tartaletek o średnicy 9 cm. Ciasto włożyć do piekarnika i podpiekać ok. 10 minut. Po wyjęciu lekko przestudzić i nałożyć nadzienie.


NA PORZECZKOWE NADZIENIE
400 g czerwonych porzeczek
2 jajka * 
4-5 łyżek brązowego cukru * (użyłam Muscovado, dzięki czemu masa nabrała karmelowego koloru i smaku - pycha!)
100 ml śmietany kremówki*

Obrane porzeczki dokładnie opłukać. Jajka wbić do miski, dodać cukier i śmietanę i dokładnie wymieszać. Porzeczki rozłożyć na podpieczonym spodzie, zalać śmietaną i włożyć do piekarnika na ok. 20 minut, do momentu aż masa się zetnie i lekko zrumieni. Ponieważ z podanych proporcji na ciasto wyszły mi jeszcze 4 tartaletki, zwiększyłam ilość składników w masie śmietanowej - dałam 3 jajka, 200 ml śmietany i 8 łyżek cukru. Ilość porzeczek bez zmian. 


Przepis pochodzi ze strony Delicious Days.

niedziela, 20 czerwca 2010

Zamiast gimnastyki. Dla zmęczonych i zapracowanych smakoszy. Cebula.


Pewnie nie zabrzmi to zbyt poprawnie, ale nie znoszę gimnastyki. Nigdy nie było moim udziałem poranne wstawanie 15 minut wcześniej, by poćwiczyć i rozruszać mięśnie. Dotąd nie mogę w pełni zrozumieć popularności wszystkich fitness klubów, aerobiku i innych zajęć, na których grupa dbających o kondycję osób zgadza się dobrowolnie na, moim zdaniem, nieludzkie zmęczenie. Na samą myśl o tym, że miałabym moje ciało poddać skłonom, wygięciom, brzuszkom, podskokom czy innym akrobacjom już czuję się wykończona. Wniosek z tego jeden - jestem leniem i nie wstydzę się do tego przyznać. No cóż. Tłumaczę to sobie tak -  jedni się ruszają i dbają o kondycję, drudzy siedzą i piszą o jedzeniu; ideały potrafią łączyć oba zajęcia. Ideałem nie jestem, ba! strasznie daleko mi do niego, ale niedawno zupełnie przypadkowo dowiedziałam się o istnieniu pewnej substancji, jak dla mnie magicznej, która okazuje się być złotym środkiem dla wszystkich zmęczonych, zestresowanych i tak jak ja, nie gimnastykujących się.


"Kwercetyna, przeciwutleniacz występujący w skórce czerwonej cebuli, jabłek, jagód i winogron, znacznie zwiększa wytrzymałość u osób, które regularnie nie ćwiczą (International Journal of Sports Nutrition and Exercise Metabolism). Badacze (...) wykazali, że kwercetyna zwalcza zmęczenie. Uważają oni, że ich odkrycie ułatwi życie nie tylko sportowcom, ale również zwykłym ludziom, borykającym się na co dzień ze stresem i znużeniem.
Naturalne właściwości biologiczne kwercetyny, włączając w to działanie antyutleniające i przeciwzapalne, a także wspomaganie układu odpornościowego (...) to doskonałe rozwiązanie dla tych, którzy uważają, że brak im czasu na gimnastykę." *
Choć mojego lenistwa nie powinna tłumaczyć niechęć do sportu, a zdrowy rozsądek powinien nakazać choć minimalną dawkę ćwiczeń, to przyznam, że odkrycie działania kwercetyny satysfakcjonuje mnie na tyle, że jak na razie nie zanosi się na drastyczne zmiany w moim trybie życie. Wprawdzie w moim wypadku nie chodzi o brak czasu, a zwyczajną niechęć do gimnastyki, to zamierzam korzystać z dobrodziejstw kwercetyny mając nadzieję, że zapracowanie, zmęczenie i niejednokrotnie stres uda się pokonać np. uwielbianą przeze mnie czerwoną cebulą.  


Posuwając się dalej w moim lenistwie, połączę ją z gotowym ciastem francuskim, bo i w tej kwestii nadal nie mogę się zmusić do własnoręcznego wykonania. Jedynym wysiłkiem będzie krojenie cebuli, ale zasłużenie przecież zapłaczę przy niej nad moim nie wygimnastykowanym ciałem. Później już tylko będę się relaksować w oparach octu balsamicznego, miodu i tymianku, które zamienią cebulę w konfiturę. Wycinanie tartinek, nakładanie farszu i krojenie ulubionego koziego sera nie zajmie mi więcej niż 5 minut i będzie czystą przyjemnością. Czas pieczenia wystarczy w zupełności, by przygotować najprostszą sałatę  i nakryć do stołu. Zaraz potem przyjdzie pora, by delektować się naszymi ulubionymi smakami, a świadomość, że ich zjadanie zwalcza jednocześnie objawy zmęczenia z pewnością zakończy się kolejnym długim i beztroskim popołudniem na tarasie. 


Uwaga! Nie myślcie, że namawiam do niezdrowego trybu życia. Nie chcę też tym wpisem absolutnie urazić osób , które świadomie i chętnie dbają o swoją kondycję. Ja po prostu naprawdę nie lubię gimnastyki!  


MINI TARTY Z KONFITURĄ Z CZERWONEJ CEBULI, KOZIM SEREM I ORZESZKAMI PINIOWYMI


SKŁADNIKI
NA 8 MINI-TART
2 płaty gotowego ciasta francuskiego
3-4 średniej wielkości czerwone cebule
ocet balsamiczny
miód
tymianek (suszony lub świeży)
sól, pieprz do smaku
kozi ser pleśniowy
garść orzeszków piniowych
oliwa z oliwek


Cebulę pokroić w cienkie półksiężyce. Na patelni rozgrzać oliwę, wrzucić na nią cebulę. Po kilku minutach dodać ocet balsamiczny, miód, tymianek oraz sól i pieprz. Nie podaję dokładnych ilości, gdyż w przypadku tej konfitury zawsze działam na wyczucie. Dodajcie tyle, by smak Wam odpowiadał i zachował równowagę między słodyczą miodu i ostrością octu balsamicznego. Mieszając co chwilę dusić do momentu aż cebula stanie się pięknie szklista - zajmuje to ok. godziny. 


Dobrze schłodzone ciasto francuskie rozłożyć i wyciąć 8 spodów - ja użyłam wycinarki o średnicy 12,5 cm. Na każdym z nich wycinarką o mniejszej średnicy (u mnie 9,5cm) zaznaczyć (uwaga! nie wycinać, a jedynie zrobić lekkie wgłębienie) wokół brzegu krawędzie - dzięki temu w trakcie pieczenia boki tart uniosą się lekko do góry tworząc naturalne wgłębienie dla nadzienia. Jeśli nie macie wycinarek o takich wymiarach (moje kupiłam w Tesco i chyba nadal są tam dostępne - komplet składa się z 6 wycinarek o średnicy od 5 cm do 12,5 cm) użyjcie miseczki lub szerszej szklanki, na pewno znajdzie się sposób:)  


Na środek każdej tarty nakładać konfiturę z cebuli, na nią plaster (solidny!) koziego sera i jeśli macie świeża gałązkę tymianku.  Dodatkowo udekorować uprażonymi orzeszkami piniowymi. Zapiekać w temperaturze ok. 200 stopni do momentu aż ciasta pięknie się zezłoci. Smacznego!
* Autor: Anna Błońska, www.kopalniawiedzy.pl


środa, 16 czerwca 2010

STRAWBERRY FIELDS FOREVER

"Więc choć, zabiorę Cię na pola truskawkowe, gdzie wszystko jest bajką  i niczym nie trzeba się przejmować! " *


Wam też się pewnie zdarzają. Przychodzą nagle. Oczywiście niezapowiedziane. I jeszcze przyjaźnią się z chmurami. Zasłaniają słońce. Odbierają uśmiech. W swej okrutności posuwają się do najgorszego - kradną kolory! I nagle wszystko wokół robi się szare, smutne i do niczego!  Złe dni. Gorsze chwile. Kiepskie nastroje. 
Dziś ich celem jestem ja. Wpadły nie wiadomo skąd. Poprzestawiały  wszystko i wszystkich dokoła. Igrają z nerwami. Chcą bym mówiła podniesionym głosem. Ba! Krzyczała! I  tupała! I miała o wszystko pretensje! A one sobie to wszystko zbiorą razem i ulepią ze mnie wstrętną i wściekłą osóbkę!  

Ale ja się nie dam! Nie będzie im łatwo! Mam swoje sposoby i zamierzam ich użyć! Jakie pytacie? Oczywiście te kuchenne! Na każdy zły nastrój, kiepski dzień czy gorszą chwilę najlepszym polem walki jest kuchnia. Tam moi wrogie nie mają szans. Bo czy można się złościć wybierając z kobiałki najdorodniejsze truskawki? Zagniatając cudownie maślane kruche ciasto? Ubijając słodką śmietanę? Układając na kremie truskawkowe pole? 
Ha! Zniknęły! Poddały się bez walki! I dobrze im tak! 
Teraz z radością i uśmiechem odkroję sobie największy kawałek i będę celebrować to najsmaczniejsze zwycięstwo! 
A Wy jak sobie z nimi dajecie radę? Jakie macie sposoby? 


TARTA TRUSKAWKOWA STRAWBERRY FIELDS FOREVER**

SKŁADNIKI

Na kruche ciasto
300 g mąki (użyłam krupczatki)
150 g masła
100 g drobnego cukru
1 jajko
Na krem 
250 g serka mascarpone
200 g śmietanki kremówki
80 g cukru pudru
200 g truskawek
2 łyżki wody różanej
2-3 łyżki soku z cytryny
kilka listków świeżej mięty

Wszystkie składniki na ciasto dokładnie zagnieść i schładzać w lodówce ok. 30 minut. 
Śmietanę ubić na sztywno, delikatnie połączyć z serkiem mascarpone, cukrem, wodą różaną i sokiem z cytryny (ilość wody różanej lub soku z cytryny można zmniejszyć lub zwiększyć, to zależy od Waszych preferencji smakowych). 
Piekarnik rozgrzać do ok. 180 stopni. Schłodzone ciasto rozwałkować i przełożyć do formy na tartę, ja użyłam podłużnej (można ją zastąpić dużą keksówką). Wstawić do piekarnika i piec ok. 15-20 minut, aż ładnie zbrązowieje. Wyjąć i wystudzić. 
Gotowy krem rozprowadzić na wystudzonym spodzie. Na wierzchu ułożyć truskawki. Ozdobić listkami mięty. Schłodzać w lodówce przez kilka godzin. 
I jeść - cudownie poprawia nastrój!
Dzięki użyciu mąki krupczatki tarta jest niezwykle krucha. Aromat wody różanej wspaniale otula smak truskawek, a dodatek cytryny i mięty przynosi  cudowną rześkość. Najlepiej smakuje mocno schłodzona!
*Beata Pawlikowska, tłumaczenie fragmentu piosenki The Beatles Strawberry Fields Forever

** inspiracją był przepis Usagi, spód wykonałam zgodnie z jej przepisem, ale mąkę zwykłą zastąpiłam krupczatką. Do wykonania kremu także wprowadziłam swoje zmiany. 

*** Ten przepis to moja propozycja do akcji Olgi Smile Sezon truskawkowy 

Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails