czwartek, 19 marca 2015

Biały bez i limonka - Somersby ElderfloweLime - nowy wynalazek Lorda *



Już jest! 
W tym roku przyszła przed czasem.
Nowa, zielona, wyczekiwana, pachnąca i tętniąca życiem.


Wiosna, oczywiście. 
Uwielbiam ją za wszystko. 
Za kolor, za zapach, za smak, za dźwięk. 
Za zieleń pachnącą świeżością i za radosny szum strumienia.


Jak zawsze bawimy się w chowanego.
Ona się kryje, a ja szukam - pierwszych śladów wiosny. 
Zazwyczaj wygrywam. 
Kępka krokusów, białe dzwonki przebiśniegów - przecież widać je z daleka. 
Ale bywa, że mnie zaskoczy i podsunie coś zupełnie niespodziewanego. 
Coś co uwielbiam, ale zawsze muszę na to czekać znacznie dłużej.


Biały bez. 
Bujne krzaki bzu oplatają mój ogród niczym ogromny wianek. 
Gdy kwitnie,  powietrze pachnie szczęściem - rześkim, cytrusowym, kwiatowym, trudnym do opisania zapachem, który dzięki kuchennej magii udaje się zamienić w równie cudowny smak.
Próbowaliście?


Na drobne, delikatne baldachy białego bzu czekam z prawdziwym wytęsknieniem. 
Marzę, by zachłysnąć się ich pierwszym zapachem i przypudrować nos żółtym pyłkiem.
Jak zatem opisać szczęście, gdy szukając pierwszych, niewinnych śladów wiosny natrafiam na biały bez – kwintesencję kwitnącej, rozbuchanej natury?


Trafia w moje ręce i cały jest wiosną #Somersby #EldeflowerLime - nowy smak Lorda, który połączył wyrafinowany smak bzu z orzeźwiająca nutą limonki. Czy można chcieć więcej?!


Oczywiście, że tak. Oczywiście, że ma się ochotę na więcej. I oczywiście, że to idealny pretekst na pierwszy wiosenny piknik. 
Zabiorę ukochany kosz i zaproszę przyjaciół. 
Rozsiądziemy się na trawie i będziemy upajać aromatem bzu, rześką limonką i błogim szumem, z jakim #Somersby #EldeflowerLime spływa wprost do podstawianych szklanek.
Taka wiosna o smaku bzu, to jakby już lato blisko.... Rozmarzyłam się?!


Ale jak tu nie marzyć o lecie, przyjęciach w ogrodzie i beztroskich wędrówkach, gdy pod nosem i na podniebieniu czuje się zapach bzu i smak limonki, a pewien sprytny gadżet aż woła "gdziekolwiek idziesz, zabierz Somersby z sobą" ?!
Ja już spakowałam moje #Somersby #EldeflowerLime (obowiązkowo schłodzone) i ruszam na spotkanie na trawie. Wam też polecam!
Ze wszystkich smaków Somersby ta wersja z bzem i limonką smakuje mi najbardziej. Jest cudownie orzeźwiająca, nie za słodka i naprawdę czuć w niej bez, a to dla mnie najważniejsze! 

*wpis sponsorowany, powstał przy współpracy z Carlsberg Polska przy promocji nowego smaku marki Somersby. Napój zawiera 4,5% alkoholu i przeznaczony jest wyłącznie dla osób pełnoletnich.

piątek, 6 marca 2015

Czekolada - zaskakujące połączenia smakowe - warsztaty Akademii Smaku Bosch



Czekolada. 
To słowo, które przyciąga jak magnes. 
Równie wielką moc działania ma Piotr Chylarecki, mistrz cukiernictwa i kreator niezwykłych czekoladowych dzieł. 


Czy mogłam się więc oprzeć zaproszeniu na lutowe spotkanie w Akademii Smaku Bosch, skoro tematem była czekolada - a ściślej "Zaskakujące połączenia smakowe", a prowadzącym Piotr Chylarecki w duecie z Pawłem Kibartem?!


Wszystkie spotkania i warsztaty Akademii Smaku Bosch odbywają się w pięknie zaaranżowanym i świetnie wyposażonym Centrum Domowych Inspiracji . 
Lutowemu spotkaniu patronował KUPIEC,  Wawel, Bonduelle, Frisco.pl i oczywiście gospodarz, czyli Akademia Smaku Bosch. 


Spotkanie rozpoczęliśmy od czekoladowego wstępu, czyli nauki testowania smaku i rodzaju czekolady i odpowiedniego dobrania dodatków potrzebnych do stworzenia udanego deseru czekoladowego. Była to bardzo cenna i ciekawa lekcja. 

Kolejnym etapem, na który wszyscy najbardziej czekali było oczywiście gotowanie. Atmosferę skutecznie podkręciło niebywale intrygujące menu, w którym czekolada naprawdę użyta została w sposób niekonwencjonalny. 

Podzieleni na cztery zespoły przygotowaliśmy: 
- wędzoną pierś z gęsi z sorbetem z buraka z czekoladą gorzką z pomarańczami

- krem z kalafiora z serem gorgonzola i chipsem z gorzkiej czekolady

- pierś z kaczki z sosem z gorzkiej czekolady, chilli, marakui i imbiru podaną ze smażonymi warzywami 

- brownie z kaszą gryczaną, musem czekoladowym i kremem śmietankowym podane z orzechami laskowymi prażonymi w karmelu

Co tu dużo mówić - każde nowe wcielenie czekolady było dla mnie smakowym doznaniem i ogromną inspiracją. Każda z propozycji miała ogromny potencjał i z pewnością wrócę niebawem do podobnych czekoladowych eksperymentów. 



Tak jak się spodziewałam już po pierwszym zerknięciu na menu, niekwestionowanym fawortem zostało brownie z kaszą gryczaną przygotowaną z cytrusową nutą w taki sposób, że do dziś śni mi się po nocach - ale to standard w przypadku kreacji Piotra Chylareckiego. 



Spotkanie w Akademii Smaku Bosch jak zawsze obfitowało w mnóstwo ciekawych informacji, doskonałych produktów i dań oraz niezliczoną ilość uśmiechów i sympatycznych spotkań z blogerkami i blogerem, czyli Krainą Sosny. 

Organizatorom i sponsorom bardzo dziękuję za zaproszenie i możliwość udziału w czekoladowej podróży przez smaki, a Wam polecam śledzenie kalendarza kolejnych spotkań Akademii Smaku Bosch - klik. 

* zdjęcia zamieszczam dzięki uprzejmości Akademii Smaku Bosch.

piątek, 27 lutego 2015

Trudna miłość. Dżem z marchewki z pomarańczą i kardamonem w kolejnym TU i TAM




Nie wiedzieć czemu, wzbudza tak skrajne emocje. 
Dlaczego?
Kolor ma przecież optymistyczny.
Kształt nie przeraża, podobnie jak obróbka, będąca w porównaniu z karczochem, czystą formalnością. 
Czy chodzi zatem o smak albo sposób podania?
A może wszystkiemu winne są złe wspomnienia?
Koniec zimy to dobry czas na odczarowanie marchewki. 
Razem z Amber z Kuchennymi Drzwiami chcemy Wam pokazać, że trudna miłość do marchewki może przerodzić się w czystą rozkosz!
Zapraszamy na nasze kolejne spotkanie w cyklu TU I TAM, którego bohaterką została daucus carota - po prostu marchewka.


Piotrze!
Nawet człowieka absolutnie skrytego, człowieka o wnętrzu ciemniejszym niźli belgijska gorzka czekolada, dopadają chwile absolutnej szczerości. To czas, gdy nie można już w sobie dusić skrywanej latami słabości, moment absolutnie konfesyjny, o jakim tylko marzą początkujący spowiednicy (...). Jestem właśnie w takim stanie, lecz nie przerywaj lektury, nie będą to wynurzenia z gatunku tych, że zawsze wieczorem przebieram się potajemnie w damską skórzaną bieliznę (...). Nic z tych rzeczy, chciałbym Ci jedynie donieść, że bardzo, bardzo lubię marchewkę. 


Dlaczegóż to potrzebowałeś chwili aż tak szczególnej - spytasz z troską - by wyznać rzecz równie błahą i normalną? Spieszę z odpowiedzią: wydaje mi się, że jedzenie marchewki przez dorosłych ludzi uchodzi  w naszym kraju za czynność wstydliwą. 
Marchwiane papki podaje się, owszem, niemowlętom, by ukoić ich rozdygotane trzewia, dzieciom robi się przerażające marchwiane zupki, by ładnie rosły, a dorosłym wciskana jest surówka z marchwi w ramach restauracyjnych zestawów obowiązkowych. I to wszystko, nie licząc jeszcze obecności marchwi w zupach jarzynowych. A ja marchew kocham. 


Czym byłaby wołowina po burgundzku bez wielości marchwianych krążków, czym bez marchwi byłaby włoska minestra, jak bez marchwi wyobrazić sobie kuskus, jagnięce ragout, ossobuco i wiele innych, równie wspaniałych rzeczy?! 
Kończę, bo muszę coś dosłownie schrupać. 

Twój Robert Von Karotex Makłowicz *


Robercie!

Rzeczywiście, to prawda, że okazywanie słabości do marchewki graniczy z publiczną sodomią ale pragnę Cię zapewnić, Drogi Przyjacielu, że jestem z Tobą. Też lubię marchew, ale jest to miłość trudna. 
Przez większość życia marchewki nie znosiłem i do dziś nie toleruję jej w talerzu rosołu (w rosole - tak, ale nie na talerzu). 
Uważam też, że to kiepski pomysł, żeby ją dodawać do wielu zup, bo wtedy robią się nieprzyjemnie słodkawe. Sałatki jarzynowe także stanowczo wolę bez marchwi. 
Ale sok! Parę lat temu oszalałem na jego punkcie i teraz prawie każdy dzień zaczynam od wysokiej szklanki z kilogramem upłynnionych marchwianych korzeni (...). Lubię też tartą, soczystą marchew z cytryną. Pyszna jest młoda marchewka duszona w maśle i glazurowana.
Idę skrobać na jutro.

Bikont Nafaszerowany Witaminami *

P.S. Ale już risotto marchewkowe - wierz mi, próbowałem - całkowicie odpada. Sufletu też bym nie ryzykował. 



I co Wy na to - pod którym listem się podpiszecie?
Doprawdy tyle kontrowersji co marchewka nie wzbudza chyba żadne inne warzywo (może oprócz szpinaku?).  Ja pokochałam ją dopiero jako dorosła osoba, kilka lat temu, a mimo to ta miłość  jest naprawdę trudna - nadal wyławiam marchewkę z rosołu. Zachwycam się jednak jej nietypowymi wcieleniami - im dziwniejsze, tym bardziej mnie ekscytuje. 


Polecam Wam te marchewkowe wpisy - może i Wam posmakują tak bardzo, jak mnie? 

A co ekscytującego można zrobić z marchewki w środku zimy? Na przykład pyszny, aromatyczny ... marchewkowy dżem. Pomyślałam, że warto na przekór porze roku zabrać się za przygotowanie przetworów, których kolor i smak podziała jak prawdziwy energetyczny zastrzyk. 

MARCHEWKOWY DŻEM Z POMARAŃCZĄ I KARDAMONEM
Dżem jest po prostu przepyszny. Cytrusowo-pomarańczowa nuta orzeźwia, a kardamon dodaje nieco egzotycznego aromatu. Idealny na drożdżowe ciasto! Do pokochania nawet przez tych, którym się zdaje, że nie lubią marchewki.

500 g marchewki
300 g cukru 
1 pomarańcza (skórka i sok)
sok z 2 cytryn
skórka z 1 cytryny
kardamon - do smaku


Marchewki obrać i zetrzeć na grubej tarce. Przełożyć do rondelka i zalać taką ilością wody, aby je nakryła. Gotować do miękkości, a następnie zmiksować. Masę przełożyć na sitko i odcisnąć nadmiar wody.
Masę przełożyć do rondelka, dodać cukier, sok i skórki z cytrusów oraz mielony kardamon. Zamieszać i trzymać na średnim ogniu aż nieco zgęstnieje. Gorący dżem przełożyć do słoików i zapasteryzować (trzymam 10 minut w piekarniku nagrzanym do 90 stopni). 


* Cytuję  fragmenty rozdziału "Trudna miłość do marchewki" z książki "Dialogi języka z podniebieniem - Bikont do Makłowicza, Makłowicz do Bikonta", wyd. Znak. Cytowany fragment pojawił się już w innym marchewkowym poście, ale pomyślałam, że podobnie jak marchewkowe kontrowersje, jest po prostu ponadczasowy i idealnie odda słowami to, co czuje większość z nas.

niedziela, 15 lutego 2015

Jerozolima, Ottolenghi, Semolina cake - ciasto z czerwonych pomarańczy, nie tylko na niedzielę



Znalazłam je w wielkim zakurzonym kufrze na strychu.
To było wiele lat temu.
Teraz niektóre z nich mają już ponad sto lat.
Rysunki.


Niezwykłe mechanizmy, projekty, przekroje.
Precyzyjne, staranne, z oceną nauczyciela na odwrocie.
Z datą i nazwiskiem, TYM nazwiskiem, od którego wszystko pochodzi i na którym tak często spoczywają myśli tak wielu z moich bliskich.
Przetrwały stulecie. 


Wtulone w ciemności wielkiego kufra między drobinkami kurzu wciąż pewnie kryją skrawki tajemnic, jakich nie poznamy i ulotne myśli autora, za którym zawsze będziemy tęsknić.
Lubię do nich wracać.



Przekładać ich grube karty, które wciąż znaczą palce kurzem.
Lubię myśleć, że to ten sam kurz, który cichutko opadał przez te wszystkie lata i teraz w jednej jego drobinie zamknięta jest cała epoka, a ja jestem jej maleńką częścią.

Dziś w końcu to zrobiłam.
Wybrałam jeden, wyjątkowy, bo kulinarny.
Zawisł w mojej kuchni, tej, która powstała na miejscu kufra, starych szaf i pełnych tajemnic skrzyń.
I pewnie jest zaskoczony, że wybrałam dla niego taką okazałą ramkę i pozwoliłam zerkać z góry  na wszystko co robię w kuchni. Obserwuje mnie przeszłość, a ja zaglądam do niej nieustannie.


Teraz jesteśmy z sobą "twarzą w twarz" .
To ekscytujące, trudne do opisania uczucie.
Czas znów zatoczył koło. I zaczyna kreślić kolejne ... 


W przeszłość zanurzył się też Ottolengi w swej wyjątkowej książce. Podróżując ścieżkami pamięci i smaków pokazuje niezwykłe potrawy i opisuje ich fascynujące pochodzenie. Zatracam się między stronami tej książki i za każdym razem wychodzę upojona Jerozolimą. To zdecydowanie moja ulubiona książka kucharska. Wiem, że "zjem ją w całości" gotując niemal wszystkie pokazane tu dania. Na początek wybrałam ciasto, które właściwie przygotował mój Syn. Wspólne popołudnia z książką i ciastem to nasze małe rytuały.  Tak jak rytuałem o tej porze roku jest kupowanie kolejnych kilogramów czerwonych pomarańczy. To ich sezon, czas znów zatoczył koło.


Jeśli więc nadejdzie niedziela, a w Waszej kuchni znajdą się czerwone pomarańcze i ochota na leniwe popołudnie z ciastem, wybierzcie ten przepis i upieczcie je z Bliską osobą. Takie chwile będą zawsze smakowały szczęściem i przetrwają wszystko. Jak rysunki w kufrze. 


CIASTO Z SEMOLINY Z KOKOSEM I CZERWONYMI POMARAŃCZAMI 
/składniki na jedną keksówką , przepis cytuję za Y. Ottolenghi z moimi drobnymi zmianami/

Od dawna planowałam upieczenie ciasta z semoliny, jednak zawsze główną przeszkodą był ... brak semoliny. Postanowiłam tym razem po prostu użyć kaszy manny i efekt okazał się doskonały. Ciasto jest niezwykle aromatyczne i cudownie wilgotne - długo utrzymuje świeżość i z każdym dniem staje się smaczniejsze. Ogromnym plusem jest sam sposób przygotowania - nie wymaga miksera, ubijania, etc. - składniki po prostu miesza się w misce. Polecam podać je z kleksem gęstego jogurtu greckiego zmieszanego z odrobiną wody z kwiatów pomarańczy, kawałkami czerwonych pomarańczy i grubo siekanymi pistacjami. Smakuje egzotycznie, kwiatowo-owocowo, po prostu cudownie!  


180 ml oleju słonecznikowego
240 ml soku pomarańczowego (użyłam świeżo wyciskanego z czerwonych pomarańczy - polecam Moro z Lidla)
160 g dżemu z pomarańczy z drobno siekaną skórką (użyłam marmolady pomarńczowej z Lidla)
4 średnie jajka
otarta skórka z 1 pomarańczy
70 g drobnego cukru do wypieków
70 g wiórków kokosowych
90 g mąki pszennej
180 g semoliny (zastąpiłam kaszą manną)
2 łyżki zmielonych migdałów
2 łyżeczki proszku do pieczenia

Na syrop:
200 g drobnego cukru do wypieków
140 ml wody
1 łyżka wody z kwiatów pomarańczy 
Do podania: 
jogurt grecki 
kawałki czerwonych pomarańczy
2 łyżki siekanych pistacji 


W misce wymieszać olej, sok i dżem z pomarańczy, jajka i skórkę pomarańczową - dżem powinien się rozpuścić i połączyć z resztą. W drugiej misce połączyć wszystkie suche składniki, a następnie dodać je do miski z mokrymi. Wymieszać aż powstanie jednolita, dość płynna masa. 
Piekarnik rozgrzać do temperatury 180 stopni (160 stopni z termoobiegiem). Podłużną keksówkę wyłożyć papierem do pieczenia i przelać do niej ciasto. Piec przez ok. 50 minut, do momentu tzw. suchego patyczka. 
Kiedy ciasto się piecze, przygotować syrop. Składniki przełożyć do rondelka i zagotować. Gorącym syropem polać ciasto zaraz po wyjęciu z piekarnika - należy to robić etapami, pozwalając na to, aby syrop stopniowo wsiąkał w ciasto. 
Przestudzone ciasto podawać z kleksem jogurtu, kawałkami pomarańczy i siekanymi pistacjami. 


Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails