Wiecie już, że kocham maj.
I bzy.
I bezy.
I karmel.
I kawę.
I długo by jeszcze wymieniać.
I bardzo, ale to bardzo kocham rabarbar.
Od kompotu, przez dżemy, po placki, tarty i crumble - nigdzie mi się nie nudzi i nigdy nie mam go dość.
Pierwszym rabarbarowym wspomnieniem jest babciny kompot. Gotowany niemal przez całe lato, z goździkami, skórką cytrynową i kawałkami jabłka. Schłodzony, stał zawsze w kuchni w wielkim garnku, a ja uwielbiałam wypijać go wprost z chochli. Cudowne rabarbarowe orzeźwienie spływało kroplami po brodzie ... Ukochana chochla z charakterystycznym wgłębieniem leży w mojej kuchennej szafce do dziś. Przetrwała, podobnie jak miłość do kompotu rabarbarowego, który dziś znowu chłodzi się w lodówce.
Właściwie wszystko zaczęło się od rabarbaru. Od dzieciństwa uwielbiałam kwaśne smaki i to właśnie rabarbar towarzyszył mi podczas mojej kuchennej inicjacji. Pierwszym ciastem jakie upiekłam był placek z rabarbarem - duży, puchaty, z zatopionymi kawałkami owoców, obsypany cukrem pudrem.
Byłam wówczas dumną posiadaczką dopiero co założonego zeszytu z przepisami. W całej mojej klasie IV B jeszcze tylko moja przyjaciółka miała podobny. Oprócz kilku podyktowanych przez Mamę przepisów, większość stron wyklejona była recepturami wycinanymi z ówczesnej Kobiety i Życia. Myślę sobie, że chyba jednak początkowo stawiałam na ilość, a nie na moje skromne umiejętności, bo na ponad czterdziestu kartkach królują niemal wyłącznie sztufady, pasztety i pikle.
Zeszyt musiał przejawiać jednak jakąś wartość, w każdym razie musiała ją dostrzec moja Mama, bo po pewnym czasie przejęła go we władanie i trzyma w swej kuchni do dziś. Powiem więcej, nie tylko trzyma, ale i wykorzystuje. A przez lata wzbogaciła go o dziesiątki kolejnych przepisów wyciętych, spisanych lub dostarczonych przez znajome osoby.
Przepis na placek rabarbarowy był jednym z pierwszych, jakie wpisałam do zeszytu i, jak już wiecie, pierwszym z jaki zmierzyłam się sam na sam. Dokładnie zaplanowałam ten "pojedynek". Chcąc sprawdzić swoje umiejętności, a jednocześnie uniknąć podpowiadania, zaglądania przez ramię lub co najgorsze wyręczania, przystąpiłam do dzieła w sobotnie popołudnie, gdy Mama zaliczała funkcjonującą wówczas tzw. pracującą sobotę.
Myślę sobie, że było to chyba najdroższe ciasto jakie upiekłam. Bo mimo, iż rabarbar był z ogródka, jajka i masło od zaprzyjaźnionych sąsiadów, to koszt rachunku telefonicznego przewyższył z pewnością kwotę najbardziej wyszukanych dodatków. Czerwona linia do pracy Mamy został uruchomiona już na samym początku. Każdy etap, a także niezliczone momenty między tymi etapami, konsultowałam z Mamą. Pamiętajcie, że były to czasy telefonów z tarczą, więc wybranie sześciu kolejnych cyfr trochę trwało - o funkcji redial nikt jeszcze chyba wtedy w Polsce nie słyszał. Tak więc było to też najdłużej pieczone ciasto w moim dorobku.
A jednak mimo, iż rozbiłam Mamie pół dnia pracy, a sama z opuchniętym od dzwonienia palcem doprowadziłam przejętą we władanie kuchnię do stanu UWAGA! NIE WCHODZIĆ- REMONT!, to jednak ciasto się udało, a ja po raz pierwszy poczułam tą trudną do opisania radość, satysfakcję, po prostu szczęście, jakie przeżywam odtąd za każdym razem wyjmując z piekarnika pachnące domowe ciasto lub chleb.
Po pierwszej próbie nabrałam pewności, że następnym razem dam radę bez udziału telefonu i pomocy Mamy, i tak też było. Choć jeśli chodzi o gotowanie, sprawy potoczyły się zupełnie inaczej, ale to już temat na inny wpis...
Dziś mam dla Was przepis na rabarbar tak prosty, że żadna rozpoczynająca pieczenie osoba nie będzie musiała sięgać po telefon do mamy lub przyjaciela. Przepis nie tylko prosty, ale i bardzo szybki. Cieniutkie, chrupiące prostokąty ciasta filo obłożone cieniutko krojonymi plastrami rabarbaru. Opruszone cukrem pudrem chrupią rozkosznie i znikają w mgnieniu oka. Dajcie się namówić na taki rabarbarowy wypiek - prosty, bez żadnej filozofii, ale koniecznie na filo:)
RABARBAR NA CIEŚCIE FILO
1 opakowanie gotowego mrożonego ciasta filo
3-4 łyżki stopionego masła
3 łaski rabarbaru
3-4 łyżki cukru trzcinowego
cukier puder do posypania
Rabarbar obrać z włókien, a następnie podzielić na podłużne kawałki. Każdy z nich pokroić na możliwie jak najcieńsze plasterki. Rozłożyć na folii i obsypać lekko cukrem, aby rabarbar puścił sok i delikatnie zmiękł. Dzięki temu po upieczeniu będzie delikatniejszy, a nadmierna ilość soku nie zaszkodzi chrupkości ciasta.
Ciasto filo rozmrozić, a następnie rozdzielić na arkusze. Każdy z nich posmarować stopionym masłem i ponownie nałożyć na siebie. Z tak przygotowanego ciasta wyciąć prostokąty lub kwadraty - kształt zależy od Was:) . Na każdy nałożyć plastry rabarbaru i posypać odrobiną cukru trzcinowego. Wstawić do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 stopni i piec ok. 10-15 minut, do momentu aż ciasto ładnie się zrumieni. Świetnie smakuje na ciepło opruszone cukrem pudrem.

















































