sobota, 25 kwietnia 2015

Idealny tort czekoladowy z karmelem, solą morską i prażonym sezamem. I konkurs dla kochających czekoladę.



Zastanawialiście się kiedyś nad magią czekolady?
Niby nic wielkiego - płaska ciemna tabliczka,
a jednak moc, jaką w sobie kryje potrafi zdziałać cuda.


Nie znam osoby, której czekolada przynajmniej raz w życiu nie wprawiła w stan absolutnego szczęścia i ekstazy.
I choć smak i ilość zjadanych kostek na pewno są kwestią indywidualną, zmysłowość czekolady, samo brzmienie tego słowa, to jak jego sylaby delikatnie roztapiają się na podniebieniu, są bez wątpienia jednym z największych dobrodziejstw ludzkości.


Są wśród nas tacy, dla których czekolada jest jak powietrze - nie może jej zabraknąć.
Są i tacy, dla których jest kołem ratunkowym - zawsze muszą mieć jej zapas, na wypadek gdyby ....
Jest też typ, który żyje wedle wyjątkowego czekoladowego kalendarza - każde ważne święto uznaje za udane wyłącznie wtedy, gdy jego częścią jest - tak, czekolada!



Pewnie wiecie też, że zdarzają się (i to wcale nie rzadko) jednostki bezproblemowo łączące wszystkie te trzy cechy.
Nie jest tajemnicą, że zaliczam się do nich ja i rzecz jasna mój W., który czekoladę kocha niemalże tak samo, jak mnie (czytaj: do szaleństwa;) 
Czy więc z okazji imienin mogłam przygotować dla niego szarlotkę?


Wybrałam tort. Czekoladowy. Oczywiście.
Przełożyłam musem z najlepszych czekolad. To także oczywiste.
Podarowałam W. idealny tort czekoladowy.
Bez zbędnych słów i nadmiaru ozdób. 
Zamiast bukietu, kilka białych kwiatów jabłoni.
Czekolada broni się sama.
Tym bardziej, jeśli to czekolada, której jakość i smak nigdy mnie nie zawiodły.


Tort wypełniły warstwy aksamitnego musu, do którego wykorzystałam czekolady Lindt Excellence z karmelem i solą morską oraz nowość - Lindt Excellence z ziarnami prażonego sezamu. Obydwa smaki idealnie się z sobą komponują, nie są za słodkie, kryształki karmelu i soli morskiej cudownie rozpływają się na podniebieniu, a ziarna sezamu przyjemnie chrupią.


Ten tort jest rajem dla czekoladoholików, na właściwą drogę sprowadzi też tych, którym wydawało się, że jakimś cudem można żyć bez czekolady - otóż powiadam Wam - nie można! Jeśli macie ochotę podajcie ten tort w wersji "light" - nie pieczcie ciasta, ale koniecznie zróbcie sam  mus - powstanie wykwintny, uzależniający deser!  To czekoladowe niebo - dajcie się do niego porwać! Wiosna bez czekolady nie może być udana!

Tort podarowałam W., ale mam także coś dla Was! Pod przepisem znajdziecie konkurs, w którym nagrodą są aż trzy zestawy najlepszych czekoladowych pyszności od Lindt


IDEALNY TORT CZEKOLADOWY Z KARMELEM, SOLĄ MORSKĄ I PRAŻONYM SEZAMEM
Tort dla prawdziwych koneserów czekolady. Wilgotny, mocno czekoladowy, najlepiej smakuje kolejnego dnia. Pamiętajcie, aby do przygotowania musu użyć czekolad najlepszej jakości - polecam oczywiście czekolady Lindt.

Na ciasto: 
1 3/4 szklanki mąki
1  szklanki cukru 
3/4 szklanki ciemnego kakao
2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
2 jajka
1 szklanki maślanki
1 szklanki mocnej kawy
1/2 szklanki oleju roślinnego dodatkowo ok 1/2 słoika konfitury morelowej

 Do misy miksera przełożyć wszystkie składniki sypkie. Dodać do nich jajka, maślankę, kawę i olej. Wymieszać całość na średnich obrotach. Gdy składniki połączą się, przelać masę do natłuszczonej i obsypanej mąką formy o średnicy 20 cm. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 175 stopni i piec przez ok. 35 minut, do momentu tzw. "suchego patyczka". 
Po upieczeniu dokładnie wystudzić, a najlepiej odstawić na noc i przygotować tort kolejnego dnia. Ciasto podzielić na blaty ( u mnie wyszły cztery). Każdy z nich posmarować warstwą konfitury morelowej, a następnie przełożyć jednym z musów czekoladowych - u mnie na przemian mus z karmelem/solą morską i mus z prażonym sezamem. Odłożyć cześć musu do obłożenia boków i wierzchu tortu. Udekorować wedle uznania - u mnie za dekorację posłużyły wiosenne kwiaty.


Na mus z karmelem i solą morską 
1  łyżeczka żelatyny
2 łyżeczki zimnej wody
6 łyżek mleka
2 jajka
360  ml śmietany kremówki 30%
3 łyżki cukru

Czekoladę stopić w kąpieli wodnej razem z mlekiem. Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie, a gdy napęcznieje przełożyć do jeszcze ciepłej masy czekoladowej i dokładnie wymieszać. Lekko przestudzić, wbić jajka i dokładnie połączyć. Śmietanę wraz z cukrem ubić na sztywno, a następnie delikatnie wymieszać z masą czekoladową. Odstawić na chwilę do przestudzenia.


Na mus z prażonym sezamem
1  łyżeczka żelatyny
2 łyżeczki zimnej wody
6 łyżek mleka
2 jajka
360  ml śmietany kremówki 30%
3 łyżki cukru

Czekoladę stopić w kąpieli wodnej razem z mlekiem. Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie, a gdy napęcznieje przełożyć do jeszcze ciepłej masy czekoladowej i dokładnie wymieszać. Lekko przestudzić, wbić jajka i dokładnie połączyć. Śmietanę wraz z cukrem ubić na sztywno, a następnie delikatnie wymieszać z masą czekoladową. Odstawić na chwilę do przestudzenia.


Zapraszam Was do wiosennego, czekoladowego konkursu, w którym do zdobycia są aż trzy zestawy czekoladowych pyszności od Lindt: Lindt Excellence Touch of Sea Salt, Lindt Excellence 70% Cacao i Lindt Excellence Orange Intense oraz dwa opakowania pralinek - Lindor Mix & Cocos Cornet 175g i Lindor Assorted Kanne 250g.
Co trzeba zrobić, aby zostać właścicielem tych słodkości?
W komentarzu pod tym postem napiszcie do jakiego dania/deseru najchętniej użylibyście jednej z czekolad Lindt Excellence. Wybiorę autorów trzech - moim zdaniem najciekawszych - propozycji. 
Na Wasze wpisy czekam przez cały tydzień, do 1 maja 2015, do godz. 23.59
Wyniki ogłoszę do 3 maja, w tym poście.
Uwaga! Proszę o pozostawienie swojego adresu mailowego! 
Wysyłka nagród wyłącznie na terenie Polski.  

niedziela, 19 kwietnia 2015

Korrida smaków - warsztaty w Kuchni Lidla


Kuchnie Hiszpanii i Portugalii należą do moich ulubionych, nie tylko dlatego, że w jednym z tych krajów spędziłam miesiąc miodowy.  Bogactwo ryb, owoców morza, doskonałych warzyw, sezonowanych szynek i wyśmienitych serów to właściwie wszystko, czego mi potrzeba do pełni kulinarnego szczęścia. Jedyne, czego czasami brak to inspiracji i odpowiednich produktów. 

Na szczęście są (śmiem twierdzić, że uwielbiane przez mnóstwo osób) tematyczne tygodnie Lidla, dzięki którym mamy dostęp nawet do tych najbardziej wyszukanych i nieznanych produktów (od jutra rusza tam właśnie Tydzień Hiszpański i Portugalski - klik ). Mnie spotkała dodatkowa niespodzianka - zaproszenie na prawdziwą Korridę Smaków - czyli warsztaty kulinarne Kuchni Lidla prowadzone przez Karola Okrasę w warszawskim studiu CookUp. 

Gorrrący klimat Półwyspu Iberysjkiego czuć było już od samego wejścia, gdzie na wszystkich uczestników czekały rześkie lemoniady, plastry arbuzów, melonów i całe stragany  owoców i warzyw. Dekoracja wnętrza idealnie podkreślała południowy klimat, którego kwintesencją były czekające przy kuchennych blatach produkty. Od dorodnych krewetek, kalmarów, dorszy, przez ostre papryczki, szafran, ryż, szynkę, po pęczki uwielbianej przez Karola Okrasę .... kolendry - wszystko świeże i doskonałej jakości czekało tylko na znak mistrza, by trafić na wielkie patelnie do paelli czy też do ceramicznych form z ognistą zapiekanką z dorsza. 


Studiem CookUp zawładnęły cudowne aromaty i spora doza emocji, zwłaszcza wtedy, gdy okazało się, iż część dań będzie podlegała ocenie prowadzącego, a nagrodą będzie .... szynka jamon serrano - cała noga! 



Atmosfera, sposób prowadzenia warsztatów, wiedza prowadzącego -  wszystko na najwyższym poziomie. Nasze podniebienia zostały bardzo smacznie i ostro rozpieszczone, a głowy zapełnione pomysłami na wykorzystanie wielu produktów, z jakimi dzięki uprzejmości Lidla wróciliśmy do domu i z tymi, jakie znajdują się w najnowszej  hiszpańsko-portugalskiej ofercie sieci. 


W Kuchni Lidla pod okiem Karola Okrasy przygotowaliśmy: 

Sałatkę z melona, arbuza, szynki serrano z octem sherry, serkiem burgos oraz dymką (na zdjęciu sałatka w moim wykonaniu) 


Paellę z krewetkami, kurczakiem, kalmarami, choriso, karczochami i szafranem (na zdjęciu wersja przygotowana przez moją grupę) oraz krewetki z z fuet z maślanym sosem.


Zapiekankę z dorsza z owocami morza 


Dziękuję Lidl za zaproszenie na warsztaty i możliwość gotowania w tak sympatycznym miejscu i w tak doborowym gronie.

niedziela, 29 marca 2015

Idealne makaroniki z ... siemienia lnianego. Flax macarons.

David Lebovitz pisze: " Monsieur Laduree przełożył dwie bezy kremem i narodziły się paryskie makaroniki; ten delikatny przysmak pozostał niezmieniony od niemal stu pięćdziesięciu lat i wcale nie musi się zmieniać. Nie oznacza to wcale, że klasyki nie można odświeżać. Często cieszy zaskoczenie nowy smakiem i doznaniem". 


Klasyczna mała czarna.
Klasyka gatunku.
Ład, skład i porządek. 
Wszystko jak trzeba, bez odchyleń, standardowo ... klasycznie.

Czy nie masz czasem ochoty na małe szaleństwo?
Nie kusi Cię zrobienie kroku dalej?
Jedna więcej szczypta pieprzu? Odwrócenie kolejności? Zmiana ról?
Ciekawość co jest po drugiej stronie lustra i czy parmezan w lodach może smakować tak samo dobrze jak na pizzy? 


W oazie spokoju i utartych ścieżek klasyka bywa najkrótszą drogą do nudy. 
A nuda w kuchni to coś nie-do-pomyślenia!
To związek bez przyszłości i smacznych perspektyw. 
Nawet w tak poszanowanych "rodzinach" jak .... makaroniki.


Oczywiście, w ich przypadku klasyka ma swoje nieustanne "5 minut" -  kto bowiem choć raz próbował upiec makaroniki, ten wie, ja bardzo wiele zależy od zasad, których nie wolno zaniedbać. Tu posłuszeństwo to do znudzenia powtarzane zaklęcie. I zdawać, by się mogło, że nic tego klasycznego rytuału nie jest w stanie zachwiać....
Czy, aby na pewno?


Gdy kolejne pokolenia cukierników i amatorów odprawiają czary nad makaronikowymi humorami, gdzieś w odległej, zupełnie niepozornej kuchni, pewna młodziutka studentka wpada na pomysł "makaronikowej rewolucji" i bez większego wahania wykreśla z przepisu mielone migdały wpisując w ich miejsce ...  siemię lniane. 
Jakby tego było mało, pisze otwarcie, że lekceważy sezonowanie białek, nie zwraca uwagi na ich temperaturę, nie ubija piany na klasyczne "wierzchołki" i w dodatku nie przesiewa sypkich składników. A to ci dopiero! 

Nie wiem czy Francja już o tym wie, ale ja sprawdziłam ten amerykański spisek i co tu dużo mówić - działa! Klasyczne makaroniki według zupełnie nieklasycznego przepisu są po prostu idealne! Nie wiem, jak to działa, ale działa bez zarzutu i smakuje DOSKONALE!  Smak siemienia jest cudownie orzechowy, tajemniczy, kuszący. Makaroniki cudownie się ciągną i przy jedzeniu nie można się zatrzymać na rozsądnej liczbie. 


Cokolwiek myślicie o klasyce i bez względu na to, jaką wagę przywiązujecie do tradycji, namawiam Was do spróbowania tego "zbuntowanego" przepisu. Może zachęci Was do innych rewolucji, nie tylko tych kuchennych - w końcu wiosna, to początek nowego :)


MAKARONIKI Z SIEMIENIA LNIANEGO - FLAX MACARONS
/przepis cytuję za The Pancake Princess - klik/ 

To pewne, jak 2 x 2, że na widok takiego przepisu po prostu musiałam go sprawdzić. Sam fakt, że ktoś - w dodatku Amerykanka - rzuciła "rękawicę" francuskim makaronikom aż przyprawił mnie o dreszcz emocji, tym bardziej, iż dotychczas sama surowo przestrzegałam makaronikowych przykazań (o pieczeniu makaroników pisałam w tym poście - klik). Sprawdzanie tego przepisu było jedną z najbardziej ekscytujących przygód w kuchni - z nonszalancją zbagatelizowałam niemal wszystko to, co powinnam zrobić, a efekt okazał się idealny. Spróbujcie sami! 


14 g cukru kryształu
112,5 g cukru pudru
62,5 g zmielonego siemienia lnianego
50 g białek

Blachę wyłożyć papierem do pieczenia.W młynku lub przy pomocy blendera zmiksować razem cukier puder i siemię lniane. W osobnej misce zacząć ubijać białka na średnich obrotach do momentu aż zaczną powoli tworzyć się "wierzchołki". Powoli dosypywać cukier kryształ nie przerywając ubijania aż piana zacznie nabierać sztywności. Dosypać cukier puder z siemieniem i przy pomocy łopatki delikatnie wymieszać z pianą - ruchem nabierającym masę z dna i delikatnie podchodzącym do góry, przy jednoczesnym obracaniu miski drugą ręką. Masa jest gotowa, gdy wszystkie składniki są dobrze połączone, a sama masa nie jest zbyt sztywna, ani zbyt płynna (przypomina gęsty lukier). 
Tak przygotowaną masę przełożyć do rękawa cukierniczego z okrągłą końcówką i wyciskać niewielkie porcje ciasta zachowując min. 2 cm odstępu (ciasto rozleje się nieco na boki). Aby makaroniki zachowały odpowiedni kształt, najlepiej użyć specjalnej silikonowej podkładki lub wcześniej samemu przygotować szablon rysując na pergaminie szablon z kołami wybranej średnicy. 
Makaroniki odstawić do obsuszenia na jedną godzinę - to ważny etap, dzięki któremu wierzch obsycha i w trakcie pieczenia powstają wokół niego charakterystyczne falbanki. 
Piekarnik nagrzać do temperatury 170 stopni i piec makaroniki przez ok. 10-12 minut. Po wyjęciu z piekarnika odstawić do całkowitego wystudzenia, a następnie przełożyć ulubionym kremem (u mnie kawowy). Makaroniki najlepiej smakują po 1-2 dniach, ale doprawdy ciężko się powstrzymać i czekać tak długo.

*cytat pochodzi z książki "Cztery strony smaku, czyli cały świat na widelcu", Wydawnictwo Dolnośląskie.



*   *  *
Do kogo trafi książka Donny Hay "Szybko, świeżo, prosto"? 
Wybór był bardzo trudny, bowiem zasypaliście mnie opowieściami!
Dziękuję wszystkim osobom, które podzieliły się ze mną swoimi wspomnieniami o pierwszych krokach w kuchni. Nie wszystkie były sukcesem, wiele miało prawo skończyć się tragicznie, ale bez względu na efekt, najważniejsze, że większość z Was się nie poddała!
Miałam wielki dylemat przy wyborze - i nawet dodatkowy egzemplarz zaoferowany przez wydawnictwo Albatros (dziękuję!)  nie do końca ułatwił mi zadanie. 
Ostatecznie zdecydowałam, że książki Donny otrzymają:

Magda z crust&dust - za budującą postawę rodziców 
Anka Gmurczyk - za herbatę i cudownie beztroskie zaskoczenie "nie wiedziałam, że woda wrze" 
Lidien - za sernik na zimno ... z piekarnika

Gratuluję i proszę o kontakt mailowy.

niedziela, 22 marca 2015

Idealna babka cytrynowo- jogurtowa. Szybko, świeżo, prosto - Donna Hay, recenzja i konkurs.



Rzadko mi się zdarza, że nie wiem od czego zacząć.
W obliczu piękna dech zawsze mi zapiera.
Tak jest właśnie teraz, gdy trzymam w ręce polskie wydanie "Szybko, świeżo, prosto" autorstwa uwielbianej na całym globie Donny Hay. Pięknie wydana książka z ponad 160 przepisami na świeże i proste dania na każdą okazję ukazała się właśnie dzięki wydawnictwu Albatros. 


Kto z nas choćby raz nie zainspirował się jednym z cudownych przepisów autorstwa Donny lub choć nie westchnął nad jednym z pięknych zdjęć, jakie zawsze dokumentują jej potrawy?

Donna Hay, australijska ikona gotowania, to marka sama w sobie - sygnuje piękny magazyn kulinarny, sklep pełen kuchennych gadżetów, programy telewizyjne, książki.  Dla mnie jest kulinarną boginią głównie za sprawą absolutnie genialnych deserów - tu przemawia przeze mnie niepoprawny łasuch, ale uwierzcie, że jej wytrawne danie są równie doskonałe. 


Książka została podzielona na trzy tytułowe działy - Szybko, Świeżo i Prosto, a każdy z nich na dwie części "Słodko" i "Słono". Bardzo fajny to układ i cieszy, że nie powiela utartego w wielu książkach kulinarnych podziału na pory roku.
Jak wiadomo "je się oczami" i Donna o tym doskonale wie, dlatego każda strona książki jest prawdziwą ucztą. To zasługa oczywiście nietuzinkowych przepisów, ale także przepięknych zdjęć autorstwa Williama Meppema

Ogromnie podoba mi się brak jakichkolwiek gadżetów stylizacyjnych - króluje niebywała prostota formy, co daje rezultat całkowitego skupienia uwagi na potrawie - to ona jest bohaterem. Ten olśniewający efekt udaje się także uzyskać dzięki lekkim, jasnym, pastelowym kolorom - tak charakterystycznym dla Donny. 


Przepisy, zgodnie z tym co mówi tytuł, są naprawdę proste i szybkie i mnóstwo w nich świeżości. Nie znalazłam ani jednego, który trudno byłoby odtworzyć w domowych warunkach przez osobę średnio obeznaną z kuchnią, a to kolejny duży plus. 

Ciekawym dodatkiem są końcowe "mini-rozdziały" poświęcone stylizacji potraw i pomysłom nietypowego ich serwowania. Jest także glosariusz oraz podstawowy przelicznik miar i wag, a zatem wszystko co trzeba wiedzieć, aby zacząć z powodzeniem wykorzystywać pomysły Donny.


Tak jak napisałam na początku - nie tylko nie umiałam znaleźć słów zachwytu nad książką, ale i zdecydować, który z przepisów sprawdzić jako pierwszy. Z drugiego dylematu wyręczył mnie mój 11,5-letni Syn otwierając książkę "na chybił-trafił" na stronie z cytrynowo-jogurtową babką. 

Po niespełna godzinie w domu unosił się obezwładniający zapach domowego ciasta, które na pewno podbije też Wasze serca. Jest bardzo proste w wykonaniu - składniki tylko miesza się w misce, długo pozostaje świeże (wiem to, dzięki sprytnie zakamuflowanemu kawałkowi, który ukradkiem schowałam przed resztą domowników), wilgotne, aromatyczne - idealne! Postanowiliśmy, że dołączy do naszych wielkanocnych wypieków, a że do Wielkanocy jeszcze daleko ;), dziś Synek upiekł jeszcze jedno! 

Pod przepisem na babkę znajdziecie szczegóły konkursu, w którym dzięki uprzejmości wydawnictwa Albatros mam dla Was 2 egzemplarze "Szybko, świeżo, prosto" Donny Hay.


BABKA CYTRYNOWO-JOGURTOWA DONNY HAY
/przepis cytuję za Donną Hay z książki "Szybko, świeżo, prosto"/

2 jajka
180 ml oleju
1 łyżka skórki startej z cytryny
2 łyżki soku z cytryny (daję więcej)
1 szklanka gęstego jogurtu greckiego
1 3/4 szklanki cukru (daję mniej)
2 szklanki mąki
3 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli

Lukier cytrynowy
3/4 szklanki cukru pudru
1/4 szklanki soku z cytryny


Piekarnik rozgrzać do temperatury 180 stopni. Okrągłą formę na babkę natłuścić i obsypać mąką. 
W misce wymieszać razem jajka, olej, skórkę, sok z cytryny, cukier i jogurt. Przez sitko dosypać mąkę zmieszaną z proszkiem do pieczenia i dodać szczyptę soli. Wymieszać dokładnie, aby pozbyć się grudek. Masę przelać do przygotowanej formy i wstawić do nagrzanego piekarnika na 35 minut. 
W tym czasie przygotować lukier. W miseczce wymieszać na gładko cukier puder z sokiem z cytryny. Upieczoną babkę wyjąć z formy i jeszcze gorącą polać z wierzchu lukrem. 

Co zrobić, aby otrzymać książkę Donny Hay "Szybko, świeżo, prosto" wydawnictwa Albatros?

W komentarzu pod tym postem napiszcie, jaka była pierwsza potrawa, którą przygotowaliście absolutnie samodzielnie, od podstaw jeszcze jako dziecko, nastolatek, studentka - bez granicy wieku :) Poziom "jadalności" potrawy nie jest kryterium.
Ze wszystkich nadesłanych komentarzy wybiorę dwa, które najbardziej mnie zauroczą, zadziwią - po prostu podbiją moje serce, podobnie jak książka Donny. 
Pamiętajcie, aby w komentarzu zostawić też swój adres mailowy.

Na Wasze komentarze czekam do piątku, 27 marca
Wyniki podam najpóźniej w niedzielę 29 marca.
Wysyłka nagród wyłącznie na terenie Polski.

czwartek, 19 marca 2015

Biały bez i limonka - Somersby ElderfloweLime - nowy wynalazek Lorda *



Już jest! 
W tym roku przyszła przed czasem.
Nowa, zielona, wyczekiwana, pachnąca i tętniąca życiem.


Wiosna, oczywiście. 
Uwielbiam ją za wszystko. 
Za kolor, za zapach, za smak, za dźwięk. 
Za zieleń pachnącą świeżością i za radosny szum strumienia.


Jak zawsze bawimy się w chowanego.
Ona się kryje, a ja szukam - pierwszych śladów wiosny. 
Zazwyczaj wygrywam. 
Kępka krokusów, białe dzwonki przebiśniegów - przecież widać je z daleka. 
Ale bywa, że mnie zaskoczy i podsunie coś zupełnie niespodziewanego. 
Coś co uwielbiam, ale zawsze muszę na to czekać znacznie dłużej.


Biały bez. 
Bujne krzaki bzu oplatają mój ogród niczym ogromny wianek. 
Gdy kwitnie,  powietrze pachnie szczęściem - rześkim, cytrusowym, kwiatowym, trudnym do opisania zapachem, który dzięki kuchennej magii udaje się zamienić w równie cudowny smak.
Próbowaliście?


Na drobne, delikatne baldachy białego bzu czekam z prawdziwym wytęsknieniem. 
Marzę, by zachłysnąć się ich pierwszym zapachem i przypudrować nos żółtym pyłkiem.
Jak zatem opisać szczęście, gdy szukając pierwszych, niewinnych śladów wiosny natrafiam na biały bez – kwintesencję kwitnącej, rozbuchanej natury?


Trafia w moje ręce i cały jest wiosną #Somersby #EldeflowerLime - nowy smak Lorda, który połączył wyrafinowany smak bzu z orzeźwiająca nutą limonki. Czy można chcieć więcej?!


Oczywiście, że tak. Oczywiście, że ma się ochotę na więcej. I oczywiście, że to idealny pretekst na pierwszy wiosenny piknik. 
Zabiorę ukochany kosz i zaproszę przyjaciół. 
Rozsiądziemy się na trawie i będziemy upajać aromatem bzu, rześką limonką i błogim szumem, z jakim #Somersby #EldeflowerLime spływa wprost do podstawianych szklanek.
Taka wiosna o smaku bzu, to jakby już lato blisko.... Rozmarzyłam się?!


Ale jak tu nie marzyć o lecie, przyjęciach w ogrodzie i beztroskich wędrówkach, gdy pod nosem i na podniebieniu czuje się zapach bzu i smak limonki, a pewien sprytny gadżet aż woła "gdziekolwiek idziesz, zabierz Somersby z sobą" ?!
Ja już spakowałam moje #Somersby #EldeflowerLime (obowiązkowo schłodzone) i ruszam na spotkanie na trawie. Wam też polecam!
Ze wszystkich smaków Somersby ta wersja z bzem i limonką smakuje mi najbardziej. Jest cudownie orzeźwiająca, nie za słodka i naprawdę czuć w niej bez, a to dla mnie najważniejsze! 

*wpis sponsorowany, powstał przy współpracy z Carlsberg Polska przy promocji nowego smaku marki Somersby. Napój zawiera 4,5% alkoholu i przeznaczony jest wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails