środa, 27 maja 2015

Bazyliowa panna cotta z truskawkami i syropem z bzu. Odwagi!




Panna cotta.
Truskawki.
Klasyka.
Właściwie nic więcej nie trzeba. 
Zestaw idealny. 


A jednak gdzieś tam w środku - czasem nieświadomie, a często z czystej przekory - przychodzi ochota, by nieco napsocić. 
Naciągnąć strunę i z szelmowskim błyskiem w oku sprawdzać, jak długo wytrzyma. 


Co by było, gdyby...?
A może by tak....?
Dlaczego by nie ... ?
Zrobić jeden krok dalej, zamienić role, podmienić składniki, dodać jedno, odjąć drugie ...
Sprawdzić, przekonać się, żyć - odważnie. 
Cienka linia oddziela klasykę od znużenia.
Ogranicza Cię tylko wyobraźnia.


Wszystko wokół czeka na Twój ruch. 
Jeśli go nie zrobisz, nigdy się nie przekonasz. 
Szkoda marnować chwile. Nie warto tracić szans. 
Wszystkie są Twoje i zależą wyłącznie od Twoje odwagi.
Odważysz się?


Może zaczniesz od kuchni?
Spojrzysz na bujny krzaczek bazylii i wyobrazisz ją sobie nie tylko na pomidorach. Naciągniesz strunę jeszcze ciut mocniej i pomyślisz o niej na słodko. Tak, na słodko. Zaczniesz od kilku listków wrzuconych do owocowego smoothie. Zdziwisz się, że tam idealnie pasuje. Nabierzesz ochoty na więcej. 


Upieczesz zielony biszkopt - bazyliowy, a jakże! Dojdziesz do wniosku, że stworzona jest do deserów, że pizza czy caprese to tylko namiastka jej cudowności. A potem pewnego razu wejdziesz do kuchni, spojrzysz na to samo okno po raz nie wiadomo już który i patrząc na bazylię zobaczysz ją tam, gdzie nikt się jej nie spodziewa. 


Bazyliowa panna cotta - dlaczego nie?! 
Z truskawkami i majowym syropem z bzu. Oczywiście! 
Cudownie seledynowa, aromatyczna, dopieszczona słodyczą truskawek i kwiatową rześkością bzu. 
Wszystko idealnie wyważone. Zaczynasz myśleć, że to teraz Twoja klasyka. 
I już wiesz, że zrobisz kolejny krok. To tylko kwestia czasu.


BAZYLIOWA PANNA COTTA Z TRUSKAWKAMI I SYROPEM Z BZU
/pomysł własny, składniki na 4 porcje/ 

Po pierwszej porcji doszłam do wniosku, że bazylia rośnie wyłącznie po to, by robić z niej panna cottę. Już dawno przekonałam się, że jest stworzona do deserów, a ten przepis jest tego najlepszym dowodem. Musicie się koniecznie odważyć! 

2,5 łyżeczki żelatyny  w proszku
430 ml śmietany kremówki 
1 duża garść bazylii /ok. 1 szklanki listków/
1/4 filiżanki cukru 
250 g świeżych truskawek
syrop z bzu


Przygotować 4 ramekiny lub inne naczynka na panna cottę. W miseczce zalać żelatynę 2 łyżkami zimnej wody i odstawić na kilka minut, by napęczniała. W tym czasie do niewielkiego rondelka z grubym dnem wlać śmietanę, wsypać cukier i dodać posiekaną drobno bazylię. Wstawić na średni ogień. Gdy cukier się rozpuści i całość się zagotuje zdjąć z ognia i odstawić na 2-3 godziny, aby śmietana jak najmocniej przeszła aromatem bazylii. 


Wstawić ponownie na mały ogień i podgrzać. Zdjąć z ognia, dodać namoczoną żelatynę i mieszać aż się całkowicie rozpuści. Przelać przez sitko i mocno odcisnąć bazylię, aby oddała całą swoją moc i kolor. Dwie, trzy łyżeczki siekanej bazylii dodać z powrotem do masy, resztę wyrzucić. Wymieszać i wlać masę do przygotowanych naczynek, a następnie wstawić do lodówki, by zastygła (u mnie trwało to 1,5 h). 


W tym czasie truskawki umyć i pokroić na drobne kawałki. Przełożyć do miski i zalać syropem z bzu. Dodać dla smaku kilka drobno posiekanych listków bazylii. Wymieszać i wstawić do lodówki. 
Przed podaniem naczynka z panna cottą zamoczyć na kilka sekund w naczyniu z wrzącą wodą. Delikatnie przełożyć deser na talerze - na wierzchu widoczne będą drobinki bazylii. Podawać z truskawkami i syropem z bzu.
Poezja! Najprawdziwsza!


Przepis na biszkopt bazyliowy znajdziecie tutaj - klik. 
Polecam też bardzo "pływające wyspy" , czyli "cytrynowy śnieg" z sosem bazyliowym  - klik

wtorek, 12 maja 2015

Sernik fistaszkowy z dulce de leche i solonymi migdałami. Idealny.



Jak upiec idealny sernik?
Często słyszę to pytanie i wszystko wskazuje na to, że mam na nie idealną odpowiedź.
Odkryłam ją niedawno i odkąd jestem jej wierna, serniki  wychodzą doskonale za każdym razem.
Brzmi to okrutnie bałwochwalczo i nieskromnie, ale powód do radości jest wielki i chcę się nim z Wami podzielić.


Wszystko zaczęło się od poszukiwań przepisu na sernik nowojorski. Bardzo chciałam go upiec, jego sława i renoma znane są wtajemniczony sernikofanom, zaczęłam więc poszukiwania. Oczywiście znalezienie jednego dobrego przepisu jest, jak szukanie igły w stogu siana. 


Co przepis, to inne wskazówki i proporcje. Doszłam szybko do wniosku, że odmian sernika nowojorskiego jest tyle, ile kultur i narodowości splata się w tym wielkim mieście i jedyne co może mnie uratować, to stworzenie własnej wersji.


Tak też się stało. Pierwsza "moja-klasyczna" odsłona sernika okazała się spektakularnym sukcesem. Sernik był po prostu DOSKONAŁY. Cudownie delikatny, kremowy, najprawdziwsza serowa chmurka rozkoszy z cudownie cytrusową nutą, której echo przez długi czas rozbrzmiewało na podniebieniu. Nigdy wcześniej żaden sernik nie wprowadził nas w taki stan rozkoszy, choć zawsze zdawało mi się, że moje serniki są bardzo udane;)


Nie byłabym sobą, gdybym nie chciała tej idealnej klasyki nieco udoskonalić - ale czy to możliwe?
Czy można coś doskonałego jeszcze dodatkowo ulepszyć?
Okazuje się, że tak - nawet constans zasługuje na tuning.
Postawiłam na kolor ecru, dobrałam stosowne dodatki, tak aby sernik pasował do filiżanki ulubionego espresso i zabrałam się do pieczenia.




I teraz następuje moment najtrudniejszy. Właściwie powinnam przestać pisać, bo czuję się niezręcznie. Zawsze miałam problem z zachwalaniem własnych sukcesów i wolę po prostu je przemilczeć ciesząc się cichutko i w skrytości. Tym razem jednak taka taktyka nie jest możliwa. Czemu? Po prostu - sernik jest tak doskonały, że mam ochotę obwieszczać to na głos całemu światu!


Wyobraźcie sobie cudowną lekkość, miękkość i kremowość - taką, w którą się zapadacie i nie chcecie się podnieść. Taką, która kryje w sobie dużą porcję masła orzechowego. Wyobraźcie sobie, że delektując się tą kremową puszystością możecie zlizywać z warg dulce de leche, rozgryzać z rozkoszą  prażone lekko solone migdały i delektować maślanym, chrupkim caiseczkowo-migdałowym spodem. Wyobraźcie sobie, że taki sernik ląduje w Waszym łóżku w sobotni poranek - czy można bardziej rozkosznie i rozpustnie rozpocząć weekend?


Zgadzam się, że w kwestii sobotniej porannej rozkoszy możecie mieć odmienne zdanie, śmiem jednak twierdzić, że co do doskonałości sernika nie mylę się i trudno będzie mnie przekonać - jeśli w ogóle to się uda - że jest jakaś lepsza wersja. A zatem bierzcie, pieczcie i dzielcie się dalej....


SERNIK FISTASZKOWY Z DULCE DE LECHE I SOLONYMI MIGDAŁAMI
/przepis inspirowany sernikiem nowojorskim pochodzącym z tej strony - klik/

1 kg dobrego twarogu na serniki
5 jajek
1 szklanka masła orzechowego typu "crunchy"
ok. 1 szklanki cukru pudru - użyłam trzcinowego /ilość zależy od Waszego "progu słodkości"
1 szklanka kwaśnej śmietany
1/4 szklanki śmietany kremówki 30%
1 mały słoik - ok. 200 ml domowego dulce de leche lub w wersji dla leniwych - kajmaku z puszki
spora garść prażonych solonych migdałów - wykorzystałam kupione podczas tygodnia hiszpańskiego w pewnej sieci;)
180 g ciasteczek - u mnie pół na pół migdałowe biscotti i herbatniki kakaowe
90 g masła


Piekarnik rozgrzać do temperatury 160 stopni.
Spód formy do pieczenia wyłożyć folią aluminiową i owinąć nią także dokładnie całą tortownicę od strony zewnętrznej - spód i boki. Ciasteczka zmielić lub rozkruszyć i wymieszać ze stopionym masłem - masa będzie przypominała kruszonkę. Rozłożyć ją równomiernie na spodzie tortownicy i wstawić do nagrzanego piekarnika na ok. 5-7 minut, aby lekko się podpiekła. 


W tym czasie do misy miksera włożyć twaróg, jajka, masło orzechowe, obraz rodzaje śmietany i cukier. Zmiksować całość na gładką masę - nie za długo, jedynie do momentu aż całość się dobrze połączy. Masę wylać na podpieczony spód. Sernik upiec w kąpieli wodnej. Tortownicę włożyć do drugiego, większego naczynia i napełnić wrzątkiem przynajmniej do połowy wysokości tortownicy. 


Wstawić do piekarnika, po 10 minutach zmniejszyć temperaturę do 150 stopni i piec przez ok. 40-45 minut, czasem krócej - do momentu aż środek - cytując Nigellę "będzie ścięty, ale pod skórką będzie nadal wyczuwalne  delikatne, seksowne drżenie". Zaraz po upieczeniu wyjąć z piekarnika, wystudzić i włożyć na noc do lodówki. Następnego dnia posmarować z wierzchu delce de leche (lub kajmakiem) i posypać grubo siekanymi migdałami. Nie pytać o ilość kalorii, bo szczęśliwi ich ie liczą, tylko kroją kolejna dokładkę! 


środa, 6 maja 2015

Trifle czekoladowe z brownie - pełnia szczęścia



Pełnia szczęścia ma nie jedno oblicze. 
I wcale nie tak trudno ją osiągnąć.
Czasem wystarczy drobny gest, serdeczny uśmiech, dobre słowo.
Czasem jest na wyciągnięcie ręki.
Tak jak czekolada i kawałek brownie. 


A jeśli dodać do tego ciepły maj, zbliżające się wakacje i dużą porcję lodów?
Tak, wtedy szczęście sięga zenitu. 
Tym bardziej jeśli lody są czekoladowe i kryją w sobie kawałki ukochanego brownie.


Moja miłość do czekolady, brownie i lodów nigdy nie osłabnie. 
Jak można porzucić coś, co daje energię, poprawie nastrój, rozpieszcza i wprowadza w stan ekstazy?!
Takie związki się nie rozpadają. 
Potrzebują jednak urozmaicenia, szczypty magii, nowości.


Nie wiem, jak to się stało, że sama na to nie wpadłam, ale na szczęście są na świecie czekoladoholicy, którym miłość dodaje nie tylko skrzydeł, ale przede wszystkim pobudza pomysłowość. 
Lody czekoladowe z kawałkami brownie z pewnością zostały stworzone przez kogoś kto kocha czekoladę i rozumie, jakiej ta miłość potrzebuje formy. 


Za tym pysznym czekoladowym spiskiem stoi Carte d'or i ich bossskie lody z kawałkami brownie Chocolate Brownie
Ach, te lody są rozpustnie doskonałe - smakują cudownie, a wyglądają jeszcze lepiej dzięki zalotnym rozetkom polanym sosem czekoladowym i obsypanym kawałkami brownie.... 



Oczywiście lody bronią się same, są doskonałej jakości (premium) i można je zjadać tak po prostu. Pomyślałam jednak, że szczęścia nigdy nie za wiele i wykorzystałam je do jednego z moich ulubionych deserów. 
Trifle to wywodzący się z Wielkiej Brytanii deser składający się z ciasta biszkoptowego nasączonego sosem lub dżemem owocowym, przełożonego kremem i udekorowanego owocami. Ta wersja doczekała się oczywiście wielu wariacji, w tym mojej czekoladowej z lodami czekoladowymi i kawałkami brownie. Uwierzcie mi - to prawdziwa rozkosz!


TRIFLE CZEKOLADOWE Z LODAMI CZEKOLADOWYMI I BROWNIE
/przepis własny, składniki na 6 porcji/ 


Ten deser to czekoladowe niebo. Ciasteczka, mus i świetne lody. W dodatku dzięki rozetkom nie musimy myśleć o dekorowaniu całości. Dla mnie ideał! 

1 opakowanie czekoladowych lub kakaowych ciasteczek
100 g stopionej gorzkiej czekolady dobrej jakości
1 filiżanka kawy
350 ml ubitej śmietany 30% 

1  opakowanie lodów Carte d'or Chocolate Brownie


Czekoladę stopić w kąpieli wodnej i przestudzić. Śmietanę ubić na sztywno. Połączyć delikatnie najpierw z małą porcją przestudzonej czekolady, później połączyć całość i delikatnie, ale dokładnie wymieszać. Schłodzić w lodówce do momentu aż mus będzie gęsty i zimny. 
Przygotować pucharki, do każdego pokruszyć na dno kilka czekoladowych/kakaowych ciasteczek nasączonych wcześniej w kawie. Na warstwę ciastek nałożyć porcję musu i nakryć go drugą porcją nasączonych w kawie i pokruszonych ciasteczek. Na wierzch nałożyć rozetkę lodów czekoladowych z brownie Carte d'or. Delektować się z rozkoszą każdą kolejną porcją:)

 *      *      *

Carte d’Or Chocolate Brownie to przepyszne czekoladowe lody z kawałkami ciastka brownie, polane czekoladowym sosem. Deser ułożony jest w opakowaniu w postaci sześciu gotowych do nałożenia rozetek. Dzięki temu w zaledwie kilka sekund możemy cieszyć się w domu ekskluzywnym deserem rodem z najwspanialszych kawiarni – doskonałej jakości i pięknie podanym.

Pojemność: 900 ml.

Sugerowana cena detaliczna: 18,49 zł.


* wpis zawiera lokowanie produktu

sobota, 25 kwietnia 2015

Idealny tort czekoladowy z karmelem, solą morską i prażonym sezamem. I konkurs dla kochających czekoladę.



Zastanawialiście się kiedyś nad magią czekolady?
Niby nic wielkiego - płaska ciemna tabliczka,
a jednak moc, jaką w sobie kryje potrafi zdziałać cuda.


Nie znam osoby, której czekolada przynajmniej raz w życiu nie wprawiła w stan absolutnego szczęścia i ekstazy.
I choć smak i ilość zjadanych kostek na pewno są kwestią indywidualną, zmysłowość czekolady, samo brzmienie tego słowa, to jak jego sylaby delikatnie roztapiają się na podniebieniu, są bez wątpienia jednym z największych dobrodziejstw ludzkości.


Są wśród nas tacy, dla których czekolada jest jak powietrze - nie może jej zabraknąć.
Są i tacy, dla których jest kołem ratunkowym - zawsze muszą mieć jej zapas, na wypadek gdyby ....
Jest też typ, który żyje wedle wyjątkowego czekoladowego kalendarza - każde ważne święto uznaje za udane wyłącznie wtedy, gdy jego częścią jest - tak, czekolada!



Pewnie wiecie też, że zdarzają się (i to wcale nie rzadko) jednostki bezproblemowo łączące wszystkie te trzy cechy.
Nie jest tajemnicą, że zaliczam się do nich ja i rzecz jasna mój W., który czekoladę kocha niemalże tak samo, jak mnie (czytaj: do szaleństwa;) 
Czy więc z okazji imienin mogłam przygotować dla niego szarlotkę?


Wybrałam tort. Czekoladowy. Oczywiście.
Przełożyłam musem z najlepszych czekolad. To także oczywiste.
Podarowałam W. idealny tort czekoladowy.
Bez zbędnych słów i nadmiaru ozdób. 
Zamiast bukietu, kilka białych kwiatów jabłoni.
Czekolada broni się sama.
Tym bardziej, jeśli to czekolada, której jakość i smak nigdy mnie nie zawiodły.


Tort wypełniły warstwy aksamitnego musu, do którego wykorzystałam czekolady Lindt Excellence z karmelem i solą morską oraz nowość - Lindt Excellence z ziarnami prażonego sezamu. Obydwa smaki idealnie się z sobą komponują, nie są za słodkie, kryształki karmelu i soli morskiej cudownie rozpływają się na podniebieniu, a ziarna sezamu przyjemnie chrupią.


Ten tort jest rajem dla czekoladoholików, na właściwą drogę sprowadzi też tych, którym wydawało się, że jakimś cudem można żyć bez czekolady - otóż powiadam Wam - nie można! Jeśli macie ochotę podajcie ten tort w wersji "light" - nie pieczcie ciasta, ale koniecznie zróbcie sam  mus - powstanie wykwintny, uzależniający deser!  To czekoladowe niebo - dajcie się do niego porwać! Wiosna bez czekolady nie może być udana!

Tort podarowałam W., ale mam także coś dla Was! Pod przepisem znajdziecie konkurs, w którym nagrodą są aż trzy zestawy najlepszych czekoladowych pyszności od Lindt


IDEALNY TORT CZEKOLADOWY Z KARMELEM, SOLĄ MORSKĄ I PRAŻONYM SEZAMEM
Tort dla prawdziwych koneserów czekolady. Wilgotny, mocno czekoladowy, najlepiej smakuje kolejnego dnia. Pamiętajcie, aby do przygotowania musu użyć czekolad najlepszej jakości - polecam oczywiście czekolady Lindt.

Na ciasto: 
1 3/4 szklanki mąki
1  szklanki cukru 
3/4 szklanki ciemnego kakao
2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
2 jajka
1 szklanki maślanki
1 szklanki mocnej kawy
1/2 szklanki oleju roślinnego dodatkowo ok 1/2 słoika konfitury morelowej

 Do misy miksera przełożyć wszystkie składniki sypkie. Dodać do nich jajka, maślankę, kawę i olej. Wymieszać całość na średnich obrotach. Gdy składniki połączą się, przelać masę do natłuszczonej i obsypanej mąką formy o średnicy 20 cm. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 175 stopni i piec przez ok. 35 minut, do momentu tzw. "suchego patyczka". 
Po upieczeniu dokładnie wystudzić, a najlepiej odstawić na noc i przygotować tort kolejnego dnia. Ciasto podzielić na blaty ( u mnie wyszły cztery). Każdy z nich posmarować warstwą konfitury morelowej, a następnie przełożyć jednym z musów czekoladowych - u mnie na przemian mus z karmelem/solą morską i mus z prażonym sezamem. Odłożyć cześć musu do obłożenia boków i wierzchu tortu. Udekorować wedle uznania - u mnie za dekorację posłużyły wiosenne kwiaty.


Na mus z karmelem i solą morską 
1  łyżeczka żelatyny
2 łyżeczki zimnej wody
6 łyżek mleka
2 jajka
360  ml śmietany kremówki 30%
3 łyżki cukru

Czekoladę stopić w kąpieli wodnej razem z mlekiem. Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie, a gdy napęcznieje przełożyć do jeszcze ciepłej masy czekoladowej i dokładnie wymieszać. Lekko przestudzić, wbić jajka i dokładnie połączyć. Śmietanę wraz z cukrem ubić na sztywno, a następnie delikatnie wymieszać z masą czekoladową. Odstawić na chwilę do przestudzenia.


Na mus z prażonym sezamem
1  łyżeczka żelatyny
2 łyżeczki zimnej wody
6 łyżek mleka
2 jajka
360  ml śmietany kremówki 30%
3 łyżki cukru

Czekoladę stopić w kąpieli wodnej razem z mlekiem. Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie, a gdy napęcznieje przełożyć do jeszcze ciepłej masy czekoladowej i dokładnie wymieszać. Lekko przestudzić, wbić jajka i dokładnie połączyć. Śmietanę wraz z cukrem ubić na sztywno, a następnie delikatnie wymieszać z masą czekoladową. Odstawić na chwilę do przestudzenia.


Zapraszam Was do wiosennego, czekoladowego konkursu, w którym do zdobycia są aż trzy zestawy czekoladowych pyszności od Lindt: Lindt Excellence Touch of Sea Salt, Lindt Excellence 70% Cacao i Lindt Excellence Orange Intense oraz dwa opakowania pralinek - Lindor Mix & Cocos Cornet 175g i Lindor Assorted Kanne 250g.
Co trzeba zrobić, aby zostać właścicielem tych słodkości?
W komentarzu pod tym postem napiszcie do jakiego dania/deseru najchętniej użylibyście jednej z czekolad Lindt Excellence. Wybiorę autorów trzech - moim zdaniem najciekawszych - propozycji. 
Na Wasze wpisy czekam przez cały tydzień, do 1 maja 2015, do godz. 23.59
Wyniki ogłoszę do 3 maja, w tym poście.
Uwaga! Proszę o pozostawienie swojego adresu mailowego! 
Wysyłka nagród wyłącznie na terenie Polski.  

***

Dziękuję Wam za wszystkie nadesłane propozycje. Są wspaniałe i nad każdą rozpływam się jak ... czekolada. 
Zdecydowałam, że zestawy czekoladowych słodkości od Lindt trafią do:

pincake - za wyjątkową (a takie uwielbiam!) propozycję czekoladowych "sosonersów:
kingasmolnik - za wytrawną propozycję połączenia czekolady z policzkami wołowymi
Aciri - za trufle z awokado i zjedzenie tabliczki "tak po prostu", bo w prostocie siła 

Proszę nagrodzone osoby o przesłanie na mój adres mailowy adresu do wysyłki nagród. 
Na adres korespondencyjny do wysyłki nagrody czekam do 6 maja br., jeśli do tego czasu go nie otrzymam, wybiorę innego czekoladoholika;)

niedziela, 19 kwietnia 2015

Korrida smaków - warsztaty w Kuchni Lidla


Kuchnie Hiszpanii i Portugalii należą do moich ulubionych, nie tylko dlatego, że w jednym z tych krajów spędziłam miesiąc miodowy.  Bogactwo ryb, owoców morza, doskonałych warzyw, sezonowanych szynek i wyśmienitych serów to właściwie wszystko, czego mi potrzeba do pełni kulinarnego szczęścia. Jedyne, czego czasami brak to inspiracji i odpowiednich produktów. 

Na szczęście są (śmiem twierdzić, że uwielbiane przez mnóstwo osób) tematyczne tygodnie Lidla, dzięki którym mamy dostęp nawet do tych najbardziej wyszukanych i nieznanych produktów (od jutra rusza tam właśnie Tydzień Hiszpański i Portugalski - klik ). Mnie spotkała dodatkowa niespodzianka - zaproszenie na prawdziwą Korridę Smaków - czyli warsztaty kulinarne Kuchni Lidla prowadzone przez Karola Okrasę w warszawskim studiu CookUp. 

Gorrrący klimat Półwyspu Iberysjkiego czuć było już od samego wejścia, gdzie na wszystkich uczestników czekały rześkie lemoniady, plastry arbuzów, melonów i całe stragany  owoców i warzyw. Dekoracja wnętrza idealnie podkreślała południowy klimat, którego kwintesencją były czekające przy kuchennych blatach produkty. Od dorodnych krewetek, kalmarów, dorszy, przez ostre papryczki, szafran, ryż, szynkę, po pęczki uwielbianej przez Karola Okrasę .... kolendry - wszystko świeże i doskonałej jakości czekało tylko na znak mistrza, by trafić na wielkie patelnie do paelli czy też do ceramicznych form z ognistą zapiekanką z dorsza. 


Studiem CookUp zawładnęły cudowne aromaty i spora doza emocji, zwłaszcza wtedy, gdy okazało się, iż część dań będzie podlegała ocenie prowadzącego, a nagrodą będzie .... szynka jamon serrano - cała noga! 



Atmosfera, sposób prowadzenia warsztatów, wiedza prowadzącego -  wszystko na najwyższym poziomie. Nasze podniebienia zostały bardzo smacznie i ostro rozpieszczone, a głowy zapełnione pomysłami na wykorzystanie wielu produktów, z jakimi dzięki uprzejmości Lidla wróciliśmy do domu i z tymi, jakie znajdują się w najnowszej  hiszpańsko-portugalskiej ofercie sieci. 


W Kuchni Lidla pod okiem Karola Okrasy przygotowaliśmy: 

Sałatkę z melona, arbuza, szynki serrano z octem sherry, serkiem burgos oraz dymką (na zdjęciu sałatka w moim wykonaniu) 


Paellę z krewetkami, kurczakiem, kalmarami, choriso, karczochami i szafranem (na zdjęciu wersja przygotowana przez moją grupę) oraz krewetki z z fuet z maślanym sosem.


Zapiekankę z dorsza z owocami morza 


Dziękuję Lidl za zaproszenie na warsztaty i możliwość gotowania w tak sympatycznym miejscu i w tak doborowym gronie.

Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails