środa, 22 października 2014

Paryskie smaki - recenzja i konkurs.




Chyba każdemu z nas Paryż kojarzy się z rozkoszą. 
I nie mam tu na myśli pięknej architektury, woni doskonałych perfum i niczym nie ograniczonego artystycznego stylu. Na blogu kulinarnym rozkosz skupia się na języku i podniebieniu.
Paryż to mekka smakoszy. Począwszy od porannej kawy i ciepłego croissanta, przez zagryzane nonszalancko bagietki i zjadane z pomrukiem szczęścia makaroniki, po ciągnące się po kres paryskiej nocy kolacje. 
Kto choć raz zasmakował Paryża, będzie wracał do niego przez resztę życia. 
Jest tylko jeden problem - co wybrać? Gdzie zjeść najlepszą bagietkę?
Która knajpka podaje prawdziwą francuską kuchnię, a nie jej turystyczną namiastkę?
Gdzie zrobić zakupy? Jak trafić do sklepu z najpiękniejszymi foremkami?
Który targ wybrać na poranne zakupy? 
I jaką trasą urządzić sobie smakowitą włóczęgę po kuszącym na każdym kroku Paryżu?
Dla większości z nas znalezienie odpowiedzi na te pytania to karkołomne zadanie.
Na szczęście jest ktoś, kto przychodzi z pomocą. 

Tą osobą jest Trish Deseine, nie bez powodu jedna z najbardziej uwielbianych autorek książek kucharskich we Francji. Trish jest z pochodzenia Irlandką mieszkającą we Francji od 30 lat. 
Napisane przez nią "Paryskie smaki" zostały zwycięzcą prestiżowej nagrody GOURMAND WORLD COOKBOOK AWARDS w kategorii "Najlepsza książka kulinarno-podróżnicza".  
Wydana przez REBIS książka to trzecia z serii bestsellerowych "paryskich" pozycji po "Paryskim szyku" i "Paryskim szyku w Twoim domu".
"Paryskie smaki" podzielone zostały na dziesięć głównych rozdziałów: Ulubione adresy, Gastronomiczne wizytówki Paryża, Powody, dla których warto przemierzać Paryż, Wyprawa na targ, Goście, goście. Kuchnia i sprzęty kuchenne, Ruszamy do kuchni: Menu i przepisy, Odrobina luksusu. Pałacowe delicje, Smakowite włóczegi, Blogi i strony internetowe poświęcone kulinariom, Kursy gotowania, degustacje win i wycieczki z przewodnikiem.  I jak już widać po samych tytułach, w przewodniku jest po prostu wszystko, czego możecie szukać w Paryżu. To ogromny plus.


Kolejny powód do zachwytu to szata graficzna - książka jest przepięknie wydana, na solidnym, błyszczącym papierze, na którym piękne zdjęcia wprost proszą, by rzucić wszystko i rezerwować lot do Paryża. To co ogromnie mnie ujęło, to drobne graficzne wstawki, jak chociażby przewijający się motyw drobnej kratki przywodzącej na myśl obrusy w małych, lokalnych bistro.
W książce Trish dzieli się swoimi radami i wskazówkami dotyczącymi najbardziej godnych i wartych odwiedzenia miejsc. Mimo, iż książka jest przewodnikiem, to czuć w niej prawdziwą pasję i miłość do Paryża, co jest rzadkością w przypadku większości poradników. Dużym plusem są nie tylko zalety, ale także ostrzeżenia, jakie Trish dodaje na końcu każdego z rozdziałów pod hasłem "NIE". Warto się z nimi zapoznać, by uniknąć niepożądanych wpadek, jak np. brania dokładki sera, co uważane jest za faux pas, ponieważ sugeruje, że porcje poprzednich dań były zbyt skromne.  Pomocne i godne zapamiętania są wskazówki dotyczące rezerwacji stolików i pułapek, jakie z tym są związane, a także mały savoir-vivre gościa, w którym znajdziemy najważniejsze wskazówki dla przebywającego w Paryżu smakosza. 

Choć brzmi to pewnie niedorzecznie, ale w tym przewodniku można się po prostu zatracić. I wcale nie chcieć wracać z paryskich uliczek, fromagerie, brasserie, sklepów, targów i najsmaczniejszych restauracyjnych adresów. W dodatku na deser dostajemy całkiem sporo przepisów na najlepsze paryskie dania. Czego chcieć więcej? Tylko jednej rzeczy - biletu do Paryża! Oczywiście z "Paryskimi smakami" w torebce. 

Biletu do Paryża Wam nie podaruję, ale dzięki uprzejmości wydawnictwa REBIS 
mam dla Was 2 egzemplarze "Paryskich smaków"

Jak je zdobyć?

W komentarzu pod tym postem podajcie jeden, dla Was najważniejszy, powód do wizyty w Paryżu. Koniecznie dopiszcie też swój adres mailowy!
Autorki/autorzy odpowiedzi, które najbardziej mi się spodobają, otrzymają egzemplarz książki.
Na Wasze odpowiedzi czekam do 30 października. 
Wyniki ogłoszę na blogu najpóźniej do 31 października. 
Wysyłka nagrody wyłącznie na terenie Polski. 
Powodzenia! 

poniedziałek, 13 października 2014

Figi, cytryna, rozmaryn. Panna tarta i dojrzały typ.




"Biorę wiklinowy kosz i wychodzę do ogrodu, gdzie zielone figi zaczęły już spadać na ziemię. 
Podnoszę dłoń przy bujnym zielonym drzewku i ledwo zdążam dotknąć palcami lepkiego brzucha pierwszego owocu, kiedy ten wpada mi w ręce. 


Figa jest tak pełna dojrzałej słodyczy, że skórka otwiera się pod moim dotykiem, 
a kropla słodkiego syropu wycieka na zewnątrz, lśniąc w wieczornym słońcu, gdy wgryzam się w owoc. 
W kuchni obieram figi i kroję je na pół...."*


... i gdybym mieszkała w miasteczku długowieczności*, pewnie zjadałabym figi na deser przez cały październik. Dojrzała jesień smakuje tam figami, winogronami i truskawkami. 
... gdybym mogła zatrzymałabym złocisty październik na dłużej. 


Ma smak dojrzały, bogaty, tryska słodyczą.
Lubię ten typ, który z upływem czasu nabiera szlachetności.
Nie ma obawy, że trafię na słaby punkt. 


Słabość to ja. Moja wola nawet nie podejmuje walki na widok takiego dojrzałego typa. 
A co dopiero, jeśli jest ich cały tuzin?!
Tak, na widok dojrzałych, ociekających słodyczą fig tracę zdrowy rozsądek. 



Dojrzała figa to czysty seksapil.
Nic jej dorówna, choć jak na królową zmysłowości przystało, zawsze można podarować jej coś wyjątkowego. 
Wybrałam dla niej rozmaryn i skórkę z cytryny. 
Nuta rozmarynu wyostrzy jej charakter i świetnie komponuje się z rześkością cytryny, która przełamie, momentami zbyt oczywistą, figową słodycz. 


Jak na królową przystało, ułożyłam figi na aksamitnym posłaniu. 
Krem z panna cotty nakrapiany cytrynowo - rozmarynowym akcentem wypełnił chrupiący maślany spód tarty. Razowe ciasto z dodatkiem siekanego rozmarynu i tartej skórki cytrynowej to doprawdy jedyny godny partner dla zmysłowej panny figi. 

... a Ty jaki lubisz typ? 


ROZMARYNOWO-CYTRYNOWA TARTA Z FIGAMI I KREMEM PANNA COTTA 
/przepis własny/ 
Tarta jest po prostu uzależniająca. Tak pyszna, jak figi i rozkoszna, jak najpiękniejszy październikowy dzień. Grzechem będzie, jeśli jej nie upieczecie. 

Na spód:
1 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki mąki pszennej razowej
szczypta soli
1 żółtko
1-2 łyżki zimnej wody
125 zimnego masła
3 łyżki cukru pudru 
1 łyżka startej skórki z cytryny
1,5 łyżki siekanego świeżego rozmarynu

Wszystkie składniki na spód tarty przełożyć do miski i zagnieść na gładkie, elastyczne ciasto. Zawinąć w folię kuchenną i schłodzić w lodówce minimum przez 2 godziny, a najlepiej przez całą noc.
Schłodzone ciasto rozwałkować dość cienko i wyłożyć nim wysmarowaną lub wyłożoną papierem do pieczenia formę. Spód nakłuć widelcem w kilku miejscach – zapobiegnie to wybrzuszaniu się ciasto podczas podpiekania. Piekarnik z termoobiegiem nagrzać do temp. 190 stopni i upiec tartę na złoty kolor.




Na krem:
2,5 łyżeczki żelatyny  w proszku
430 ml śmietany kremówki 
1/3 filiżanki cukru 
2 łyżki drobno siekanego świeżego rozmarynu
skórka z 1 cytryny 
1 łyżeczka soku z cytryny
 świeże, dojrzałe figi

W miseczce zalać żelatynę 2 łyżkami zimnej wody i odstawić na kilka minut, by napęczniała. W tym czasie do niewielkiego rondelka z grubym dnem wlać śmietanę i wsypać cukier. Wstawić na średni ogień. Dodać skórkę z cytryny i siekany rozmaryn. Gdy całość się zagotuje zdjąć z ognia i dodać sok z cytryny i namoczoną żelatynę, mieszać aż się całkowicie rozpuści. Masę przestudzić i wstawić na ok. 1/2 godziny do lodówki. Gdy zacznie zastygać, rozprowadzić ją na podpieczonym i wystudzonym spodzie do tarty. Wierzch udekorować kawałkami świeżych fig i gałązkami rozmarynu. 


*cytuję fragment książki "W miasteczku długowieczności" Tracey Lawson, rozdział Październik, wyd. Czarne.

wtorek, 7 października 2014

Mofongo. Recenzja książki i konkurs.





Czym jest niebo?
"Powiem ci, czym jest dla mnie niebo. Niebo to stół, taki jak tutaj, przy którym siedzą wszyscy moi bliscy. Delektujemy się wspólnie przygotowanym jedzeniem, śmiejemy się i opowiadamy sobie historie, przy których czasem zakręci się nam w oku łza, lecz przez większość czasu świetnie się bawimy."*

Kto tak widzi niebo? 
Skąd pochodzą te słowa?
Jak smakuje kuchnia portorykańska?
I jak ugotować mofongo?
Zachęcam, abyście odpowiedzi na te pytanie szukali już sami podczas lektury Mofongo, książki autorstwa Cecilii Samartin, wydanej przez Bukowy Las.

To nie jest książka ambitna. Jednak jej siłą jest właśnie prostota. Lekka fabuła i postaci, które gwarantują sympatię i zaciekawienie. Dużo tu ciepła i uczuć chwytających za serce, a przede wszystkim na każdym kroku czuć zapachy i smaki kuchni, o której większość z nas niewiele słyszała.

Bohaterem książki jest dziesięcioletni Sebastian. Chłopiec, urodzony z wadą serca, bardzo odstaje od swoich rówieśników. Jest wątły, nie ma szans na zostanie piłkarzem, o czym skrycie marzy, nie ma też żadnych przyjaciół. Z jednym wyjątkiem. Jest nim Babcia - kochająca Sebastiana takim, jakim jest. To właśnie Lola, po przebytym wylewie, który zupełnie ją odmienił, zaczyna wprowadzać chłopca w tajniki kuchni portorykańskiej. 
Z czasem okazuje się, iż kuchnia babci Loli jest przepełniona magiczną siłą. Dzięki niej Sebastian nie tylko odkrywa przyjemności gotowania i smakowania potraw, ale także nareszcie przybiera na wadze i zdobywa przyjaciół. Zaczyna też rozumieć, że nie ma rzeczy niemożliwych, a jego marzenie może jednak się spełnić...
Nie zdradzę jak potoczą się losy Sebastiana, jego babci i skłóconych ze sobą rodziców, choć uprzedzam, że zakończenie nie jest typowym happy endem.
Nie mogę jednak pominąć kuchni, bo przecież jak mówi sama babcia Lola „danie przygotowane z miłością jest strawą dla ciała i duszy”. W Mofongo znajdziecie siedemnaście przepisów na takie właśnie potrawy. Jest tu m.in. tytułowe mofongo i będące podstawą wielu dań sofrito. Każdy z przepisów poprzedzony został fragmentem książki, przy którym pojawia się kolejne danie. Mimo egzotyczności potraw, część z nich można bez większego problemu przygotować w naszych warunkach, do czego również namawiam.  


Jeśli lubicie poznawać nowe smaki, słuchać historii krążących wokół babcinego stołu i obserwować, jak spełniają się marzenia, Mofongo z pewnością przypadnie Wam do gustu. Dobra wiadomość jest taka, że dzięki uprzejmości wydawnictwa Bukowy Las, mogę Wam podarować jeden egzemplarz książki. 
Jak go zdobyć?

W komentarzu pod tym postem napiszcie z czym kojarzy Wam się danie mofongo i z jakich Waszym zdaniem powstaje składników
Autorka/autor odpowiedzi najbardziej zbliżonej do oryginału otrzyma egzemplarz książki. W przypadku kilku poprawnych odpowiedzi, sama wybiorę zwycięzcę. 
Na Wasze odpowiedzi czekam do 13 października. 
Wyniki ogłoszę na blogu najpóźniej do 16.10. 
Wysyłka nagrody wyłącznie na terenie Polski. 
Powodzenia!

* * *

P.S. Rozwiązanie konkursu! 
 Dziękuję za wszystkie nadesłane komentarze i odpowiedzi. Zadanie nie było trudne, więc i prawidłowych odpowiedzi pojawiło się więcej niż jedna. Wybrałam jedną osobę, do której trafi książka Mofongo - jest nią "ladylaura". Gratuluję i proszę o podanie adresu korespondencyjnego na adres: kucharnia@wp.pl
Wkrótce kolejne recenzje i okazje do zdobycia wspaniałych książek.

* cytat pochodzi z książki Mofongo, wyd. Bukowy Las.

środa, 1 października 2014

Hello October! Gruszki, tymianek, szarlotka.



Wszystko zaczyna się o poranku.
Pierwsza myśl.
Kilka kroków.
Łyk kawy i ciepły szal jej zapachu.
A potem niebo. 
Czasem się uśmiecha, choć coraz częściej wstaje pochmurne. 

Ale nie to jest ważne. Nie aż tak bardzo jak cisza.
Ta pierwsza. Zaskoczona, że dała się złapać. 
Chwytam ją i nie wypuszczam.
Trwamy tak razem w milczącym uścisku.


Ona - jak wielka bańka mydlana.
Ja - ukryta w środku.
Powoli się unosimy.
Dryfujemy nad światem niewidzialne, niesłyszalne.
Wolne.


A potem nagle rozbijamy się o dźwięki. 
Skrzypnięcie klamki, jakieś kroki, głos, który mówi "jeszcze tylko 5 minut"....
Koniec i początek.
Chowam moją ciszę do kieszeni. Zapycham nią myśli.
Będą moją ucieczką, gdy głosów będzie za dużo.
Każdy ma swoją ciszę. Moja zaczyna się o poranku. 


Każda cisza ma swoje myśli. Czasem marzy im się zapach ciasta. 
Tego poranka szeptały o miodowej słodyczy gruszek. 
Gdzieś z daleko dotarła myśl o wonnym tymianku. 
Wsłuchałam się w moją ciszę. 

Gdy głosów było już pełno wystarczyła pierwsza smuga zapachu.
Tylko tyle, by znów powróciła.
Cisza.
Ciepłe kawałki gruszkowej szarlotki znikały w ustach jeden za drugim.
Czasem cisza ma smak razowej szarlotki z gruszkami i tymiankiem.
Czasem słowa są zbędne, choć gdyby ktoś bardzo ich potrzebował wystarczy jedno - "Cudowna". 
A jaki smak ma Twoja cisza? 


RAZOWA SZARLOTKA Z GRUSZKAMI I TYMIANKIEM

Na spód
1 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki mąki pszennej razowej
szczypta soli
1 żółtko
1-2 łyżki zimnej wody
125 zimnego masła
3 łyżki cukru pudru


Na nadzienie
kilka dojrzałych, słodkich gruszek
sok z cytryny
3-4 łyżki cukru trzcinowego
3-4 łyżki mielonych orzechów włoskich
kilka gałązek świeżego tymianku - najlepiej cytrynowego
opcjonalnie - syrop klonowy 

Wszystkie składniki na spód tarty przełożyć do miski i zagnieść na gładkie, elastyczne ciasto. Zawinąć w folię kuchenną i schłodzić w lodówce minimum przez 2 godziny, a najlepiej przez całą noc.
Schłodzone ciasto podzielić na 2 części - 2/3 rozwałkować dość cienko i wyłożyć nim wysmarowaną lub wyłożoną papierem do pieczenia formę. Spód nakłuć widelcem w kilku miejscach – zapobiegnie to wybrzuszaniu się ciasto podczas podpiekania. Piekarnik z termoobiegiem nagrzać do temp. 190 stopni i wstawić spód tarty do wstępnego podpieczenia dosłownie na kilka minut . 


W tym czasie gruszki obrać i wyciąć gniazda nasienne. Pokroić na kawałki i skropić sokiem z cytryny, aby nie ściemniały i wymieszać z połową listków świeżego tymianku.
Podpieczony spód wysypać mielonymi orzechami i ułożyć na nim gruszki. Posypać je z wierzchu cukrem trzcinowym. 
Pozostałą część ciasta rozwałkować i pociąć na podłużne pasy. Rozłożyć je na wierzchu tarty.
 Wstawić do piekarnika na ok. 20-25 minut. Tarta jest gotowa, gdy ciasto ładne się zrumieni. Po wyjęciu lekko przestudzić i udekorować pozostałym tymiankiem. Można skropić syropem klonowym.


wtorek, 16 września 2014

Smak Lata - relacja z warsztatów



W takich chwilach, kiedy do okien puka mokra, mglista jesień lubię wędrować myślami z powrotem, w stronę lata. 
Dziś wspomnienia prowadzą na Warmię, gdzie w sierpniu zgromadziły nas Smaki Lata, kolejne warsztaty kulinarne, które poprowadziłam w Siedlisku. 


Pewnie pisałam już o tym nie jeden raz, ale we wspólnym gotowaniu najważniejsze są dla mnie spotkania z ludźmi. Ciekawość tego, jacy są, co będzie im smakowało, jak zareagują na menu, które do samego końca zawsze pozostaje tajemnicą. 




Nie jest jednak tajemnicą, że mam wielkie szczęście spotykać i gotować z naprawdę wyjątkowymi osobami, które dzielą moją pasję i miłość do kuchni i dobrego jedzenia. Tak było i tym razem. Ku wielkiej radości spotkałam osoby, z którymi "przegotowałam" już kilka warsztatów oraz nowych uczestników, z którymi już umówiliśmy się na kolejne spotkania (nie tylko w Polsce!). Gotowaliśmy w fantastycznym damsko-męskim międzynarodowym i wielopokoleniowym gronie, co sprawiło nam wszystkim naprawdę wiele radości.



Na warsztatach spędziliśmy razem cztery dni gotując wspólnie podczas trzech warsztatowych sesji. Do wielkiego siedliskowego stołu zasiadaliśmy razem do śniadań i ciągnących się do późna kolacji. Nie zabrakło też wspólnego ogniska i opowieści pełnych grozy, które części damskiej reprezentacji spędziły sen z powiek ;)



Tematem przewodnim były oczywiście smaki lata. Królowały owoce i warzywa, dania lekkie, od tych prostych po bardziej skomplikowane. Nie zabrakło też przetworów, do których "wpadły" m.in. cudowne lokalne mirabelki z przydrożnych gospodarstw. Jednym z piękniejszych momentów było wspólne wypiekanie chleba, chwila magiczna, która mam nadzieję zaraziła uczestników chęcią samodzielnego pieczenia chleba. 


Oto jak wyglądało nasze menu:

CZWARTEK
Krem jabłkowo-ogórkowy
Miętowy suflet z zielonego groszku
Ratatouille
Zupa owocowa z białych brzoskwiń i malin z prosecco

SOBOTA
Zupa Pappa al pomodoro
Orzotto z warzywami
Chleb z suszonymi pomidorami
Lemoniada brzoskwiniowa
Menu „w słoiku” – Chutney z mirabelek

NIEDZIELA
Chłodnik arbuzowo-pomidorowy z miętą i fetą
Tabbouleh kalafiorowe
Owocowy kogel-mogel z bazyliowo-limonkowymi lodami
Menu „w słoiku” – „Konfitura z pomidorów”


Szczęśliwie udało nam się ugotować wszystko zgodnie z planem dzięki dużemu zaangażowaniu i umiejętnościom uczestników, nawet tych najmłodszych. Rozumieliśmy się doskonale nie tylko bez słów, ale także dzięki tym, które krążyły między nami po polsku, angielsku, niemiecku i w dzieciom tylko znanym szczebiocie. 
Powodzenie warsztatów i smak potraw zawdzięczamy w dużej mierze firmom partnerskim, które zapewniły nam wiele doskonałych produktów i zaufały mojej wizji warsztatów.  
Tradycyjnie mieliśmy przyjemność korzystać z doskonałej mąki z Młyna Młynomag, najprawdopodobniej najstarszego młyna w Polsce, należącego do Europejskiej Sieci regionalnego Dziedzictwa Kulinarnego "Warmia, Mazury, Powiśle". Jest to znak potwierdzający wysoką jakość żywności tradycyjnej i regionalnej. 


W menu dużą rolę odgrywały dania z warzyw, do których nie mogło zabraknąć doskonałej oliwy. Dzięki La Piccola Sicilia oliwa dosłownie lała się u nas strumieniami. Wybitna w smaku oliwa z oliwek Erbesso D.O.P. Monti Iblei, Oleificio Gulino - Chiaramonte Gulfi (klik) słusznie zachwycała smakiem. Nic dziwnego, skoro uzyskała ponad 70 krajowych i międzynarodowych nagród w konkursach obejmujących najwyższej jakości oliwę. Tą oraz wiele innych gatunków oliw i sycylijskich przysmaków możecie teraz zamówić dzięki powstałemu niedawno sklepowi internetowemu na stronie La Piccola Sicilia - klik.

Jako wielka miłośniczka kasz i ziaren włączyłam je oczywiście zarówno do menu, jak i do wspólnych posiłków. Dzięki uprzejmości firmy KUPIEC promującej zdrowe odżywanie pod hasłem Zdrowe nie nudne (klik) mogliśmy cieszyć się zdrowymi produktami podczas warsztatowych eksperymentów.  

Ogromnie ucieszył nas udział w warsztatach wyjątkowego partnera, jakim jest firma ETERNO, znana Wam już być może z kultowych niemal cytrynek w rumie. To jeden z naprawdę wielu niezwykłych przetworów, jakie firma Eterno produkuje pod hasłem "Uwolnij zakręcone emocje". Fantastyczne jest to, iż  wszystkie produkty powstają w oparciu o unikalne receptury, które od pokoleń towarzyszą rodzinie właścicieli. Jak sami mówią ich "celem jest produkcja tradycyjnych przetworów owocowych, które oprócz wyśmienitego smaku są zdrowe. Wszystkie przetwory są naturalne, nie zawierają konserwantów, sztucznych barwników, dodatków smakowych. " Na warsztatach mieliśmy okazję do próbowania cudownych wprost syropów m.in. rumiankowego, hibiskusowego, limonkowego, żurawinowego oraz równie doskonałych konfitur, jak np. truskawek w czekoladzie czy rabarbarowo-truskawkowej. Większość produktów trafiła jako podarunki do czerwonych toreb Eterno i ku wielkiej radości powędrowała z uczestnikami do domu.







O obfite prezenty zadbała także firma Dr.Oetker, która po raz pierwszy towarzyszyła naszym warsztatom.  Dzięki niezawodnym kuchennym "pomocnikom" nasze ciasta, chleby i brioszki wyrastały i piekły się dosłownie jak na drożdżach. Miłośnicy konfitur, które "gotują się same" wracali hojnie obdarowani produktami Dr.Oetkera, wśród których znalazły się nie tylko te już uznane, ale i sporo wprowadzanych na rynek nowości, np. śmietanowe masy do ciast (klik). 


Jeszcze raz dziękuję wszystkim uczestnikom i partnerom za wspólne wędrówki pośród smaków lata. 
Do zobaczenia znowu przy kolejnym stole:)




P.S. I jeszcze ważna informacja - rozwiązanie konkursu o "Kroplę oliwy. Moje sycylijskie wakacje". 

Przede wszystkim dziękuję Wam za tak wiele niezwykłych i osobistych wpisów. To niesamowite, jakie macie oryginalne i zaskakujące pomysły na książkę. Gdybym była wydawcą, z pewnością kilka z nich już stałoby na półkach księgarni. Ale jestem tylko blogerką i mogę wybrać jedynie dwie osoby, do których Wydawnictwo Czarne wyśle "Kroplę oliwy". Książki powędrują do:

Martynelli, za pomysł na piękną książkę dla dzieci (i nie tylko)
Nulka, za świat z perspektywy 183 cm (jako dumna posiadaczka 178 cm zgłaszam się jako pierwsza czytelniczka) 

Nagrodzone osoby proszę o kontakt mailowy na adres: kucharnia@wp.pl


Wkrótce kolejny książkowy konkurs, więc nie smućcie się i śledźcie wpisy.

Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails