Pokazywanie postów oznaczonych etykietą płatki owsiane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą płatki owsiane. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 marca 2014

Ziarnko do ziarnka. Granola w kawałkach.




Jestem sezonowa. 
Choć niezbyt klasycznie.
Zdecydowanie bardziej letnia niż zimowa, choć zimę kocham i za nią tęsknię. 
Brak mi podziału na cztery równe pory roku.
Moje sezony dyktuje apetyt. 


Jest czas gorących, gęstych zup wypijanych z ukochanego dużego kubka.
Była pora dynii i czas francuskich croissantów moczonych w mocnym espresso.
Nieregularnie nastaje sezon na curry, bakłażany i wszystko co pomidorowe. 
Pora serowa trwa przez cały rok, a czas kawy jest po prostu nieskończony. 


Sezon na owsiankę zaczął się w dzieciństwie i ma szansę zostać 
jednym z najdłużej panujących tuż obok kaszy manny, orzechów i 
wszystkiego co bezowe, a najchętniej oczywiście z karmelem. 


Muszę dodać, że bywają sezony, które trwają w duecie, tercecie, 
a i kwartety i całe orkiestry nie są czymś wyjątkowym. 
Poranne espresso, miska owsianki, curry na obiad, ser do wina 
i słodka beza na większe lub mniejsze smuteczki to dobrze mi znany zestaw. 


Trzeba wspomnieć, że sezony mają wobec siebie nastawienie pokojowe. 
Jeden nie wyklucza drugiego. 
Nie ma mowy o wyższości kawy nad karmelem, czy bezy nad pomidorami. 
Wszystkie są równie ważne, jedynie częstotliwość, ilość i pora ich zjadania bywa różna. 


Pora ziaren i kasz nastała dość dawno, ale nigdy nie była tak intensywna. 
O tym, że nie ma dnia bez ziaren, płatków i kaszy nie ma już mowy. 
Teraz coraz trudniej znaleźć w domowym menu potrawę, 
której nie opanował ten ziarenkowy szał. 
Czasem myślę, że coraz bliższy staje się moment kiedy ktoś z domowników 
po prostu zakiełkuje, i to więcej niż pewne, że jako pierwsza będę to właśnie ja:)


Zanim jednak na dobre zapuszczę korzonki, zbieram ziarnko do ziarnka aż ... powstanie granola. 
Nie byle jaka, bo w kawałkach. Krojona, pakowana w torebkę i zabieram wszędzie tam, gdzie istnieje obawa "niewystępowania sezonu na ziarna". 
Małe przyjemności pełne wielkich wartości - odżywczych i tych równie ważnych, smakowych. 


Idealna na drugie śniadanie, doskonała w momentach kiedy "aaa, muszę coś zjeść, a nie mam czasu", wyborna jako słodki wybawiciel zamiast sklepowych batonów i innych najczęściej niezdrowych grzeszków, i w końcu świetna jako przekąska - nie tylko w kończącym swój tegoroczny sezon karnawale:) 
Krótko mówiąc - ponad sezonowa granola w kawałkach, zwanych przez wielu batonami lub granola bars.


Ziarnko do ziarnka uzbierało się wystarczająco dużo ziaren, by upiec batony i równie dużo słów, by w końcu podać to co, najważniejsze - przepis. Zajadajcie na zdrowie!


BATONY GRANOLA (Granola bars)

3 szklanki płatków owsianych górskich
1 szklanki płatków żytnich błyskawicznych
1/4 szklanki mielonego siemienia lnianego
1/2 szklanki otrębów /użyłam porzeczkowych/ 
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cynamonu
1/8 szklanki brązowego cukru (jeśli wolicie słodsze, można dodać więcej)
w sumie 2 szklanki siekanych orzechów, migdałów, nasion słonecznika, sezamu i suszonych owoców (użyłam żurawiny, moreli i mango)
1 zgnieciony banan 
2-3 łyżki masła orzechowego
1/3 szklanki oleju rzepakowego Beskidzkiego
1/2 szklanki miodu 
1 jajko
ok. 1/4 szklanki soku jabłkowego


Piekarnik nagrzać do temperatury 180 stopni. Przygotować formę i wyłożyć ją papierem do pieczenia (ja upiekłam w kilku formach prostokątnych, keksowych - łatwiej się kroi w zgrabne batony). W dużej misce wymieszać razem wszystkie suche składniki. Dodać orzechy, nasiona i pokrojone suszone owoce. Zrobić w środku zagłębienie i wbić w nie jajko, wlać olej, miód i sok oraz dodać masło orzechowe oraz rozgniecionego banana. Wszystko razem dokładnie wymieszać - najlepiej przy pomocy rąk. 
Gotową masą rozprowadzić równomiernie na papierze do pieczenia. Moje batony mają  grubość ok. 1,5 cm, ale jeśli wolicie cieńsze lub grubsze, dopasujcie grubość do swoich preferencji. Po wyłożeniu masą docisnąć i wyrównać. Piec przez ok. 20-25 minut do momentu aż nabierze ładnego złotego koloru, a brzegi zaczną się rumienić. 
Po wyjęciu z piekarnika wystudzić i kroić na batony dowolnej wielkości. 
Jeśli wolicie, by batony były bardziej ciągnące można dodać więcej masła orzechowego i/lub soku. Jeśli zaś wolicie bardziej chrupkie podaną w przepisie ilość soku można zmniejszyć o ok. połowę.

* Wpis powstał w ramach projektu pod patronatem oleju rzepakowego Beskidzkiego.

Olej Beskidzki Spółki Bielmar to czysty olej rzepakowy, tłoczony przez polskiego producenta z nasion rzepaku o obniżonej zawartości kwasu erukowego, a następnie poddawany rafinacji, czyli oczyszczaniu.
Odznacza się wysoką wartością odżywczą ze względu na zawartość składników takich, jak:
  • jednonienasycony kwas oleinowy - 65%
  • NNKT (Niezbędne Nienasycone Kwasy Tłuszczowe) - 26%, w tym 33% stanowi wielonienasycony kwas linolenowy z grupy omega-3, pozostałą część stanowi kwas linolowy z grupy omega-6.
  • witamina E (tokoferol) - 63mg/100g
Doskonale nadaje się do smażenia, pieczenia oraz przygotowywania sosów i dressingów do sałatek.
Olej Beskidzki Spółki Bielmar jest dostępny w butelkach o pojemności: 0,5l, 1l, 3l i 5l.
Więcej informacji na stronie producenta: http://www.bielmar.pl/produkt/olej-beskidzki-2/

poniedziałek, 11 marca 2013

Trudna miłość. Elżbietańska tarta marchewkowa.




Piotrze!

Nawet człowieka absolutnie skrytego, człowieka o wnętrzu ciemniejszym niźli belgijska gorzka czekolada, dopadają chwile absolutnej szczerości. To czas, gdy nie można już w sobie dusić skrywanej latami słabości, moment absolutnie konfesyjny, o jakim tylko marzą początkujący spowiednicy, słuchający w kółko mdłych wyznań o stosowaniu bez umiaru brzydkiego słownictwa. 


Jestem właśnie w takim stanie, lecz nie przerywaj lektury, nie będą to wynurzenia z gatunku tych, że zawsze wieczorem przebieram się w damską skórzaną bieliznę, potajemnie słucham płyt zespołu Ich Troje, a sens istnienia odkrywam w lekturze książek Williama Whartona. Nic z tych rzeczy, chciałbym Ci jedynie donieść, że bardzo, bardzo lubię marchewkę.


Dlaczegóż to potrzebowałeś chwili aż tak szczególnej - spytasz z troską - by wyznać rzecz równie błahą i normalną? Spieszę z odpowiedzią: wydaje mi się, że jedzenie marchewki przez dorosłych ludzi uchodzi w naszym kraju za czynność wstydliwą.  


Marchwiane papki podaje się, owszem, niemowlętom, by ukoić ich rozdygotane trzewia, dzieciom robi się przerażające marchwiane zupki, by ładnie rosły, a dorosłym wciskana jest surówka z marchwi w ramach restauracyjnych zestawów obowiązkowych.  I to wszystko, nie licząc jeszcze obecności marchwi w zupach jarzynowych. 


A ja marchew kocham. 
Czym byłaby wołowina po burgundzku bez wielości marchwianych krążków, których słodycz naturalnie łagodzi kwasowość czerwonego wina, czym bez marchwi byłaby włoska minestra, jak bez marchwi wyobrazić sobie kuskus, jagnięce ragout i wiele innych, równie wspaniałych rzeczy?! 


A czy Ty Przyjacielu sok z marchwi pijasz? 
A czy próbowałeś marchwi żółtej, jeszcze słodszej i bardziej zniewalającej w smaku? Jej obecność to jeden z sekretów prawdziwego bograczu. 
Kończę, bo muszę coś dosłownie schrupać.  

Twój Robert Von Karotex Maklowicz


Robercie!
Rzeczywiście, to prawda, że okazywanie słabości do marchewki graniczy z publiczną sodomią, ale pragnę Cię zapewnić, Drogi Przyjacielu, że jestem z Tobą. Też lubię marchew, ale jest to miłość trudna.


Przez większość życia marchewki nie znosiłem i do dziś nie toleruję jej w talerzu rosołu (w rosole - tak, ale nie na talerzu). Uważam, że to kiepski pomysł, żeby dodawać ją do wielu zup (na przykład ogórkowej, grochowej czy pomidorowej), bo wtedy robią się nieprzyjemnie słodkawe. 


Ale sok! Parę lat temu oszalałem na jego punkcie i teraz prawie każdy dzień zaczynam od wysokiej szklanki z kilogramem upłynnionych marchwianych korzeni. 
Lubię też tartą, soczystą marchew z cytryną. Pyszna jest młoda marchewka duszona w maśle i glazurowana. W Szkocji bardzo smakowało mi słodkie ciasto marchwiowe. Na podobne trafiłem niedawno w barze "TriBeCa" w Krakowie. 
Idę skrobnąć na jutro. 

Bikont Nafaszerowany Witaminami


Marchewka.
Albo się ją kocha, albo nie.
Trudna miłość. 
Ja kocham i nie kocham. Czy tak też można?


Kochać i nie kochać, jeść i nie jeść?
Dostawać gęsiej skórki na widok soku z marchwi, prosić o dokładkę cytrusowej marchewkowej surówki,
mdleć na myśl o marchewce w rosole, wyjadać jej grube plastry z winnego gulaszu...


Czy to miłość czy grymasy? Sama nie wiem...
Wiem jednak na pewno, że jest kilka wcieleń marchewki, które powodują u mnie szybsze bicie serca i rumieńce zachwytu.
To marchewkowe gnocchi (klik) i orientalna sałatka z z baby carrots (klik) , a kilka dni temu dołączyła do nich Elżbietańska Tarta Marchewkowa.


Odkąd ją ujrzałam - a minęło już kilka lat, wiedziałam, że nadejdzie dzień, kiedy będę na nią nie tylko patrzeć, ale przede wszystkim jeść. Ba! Zajadać się i chować ostatni kawałek tylko dla siebie.  Tak, ta marchewkowa tarta potrafi obudzić we mnie egoistyczne zapędy!
Czemu elżbietańska? Nie mam pojęcia - pod taką nazwą widnieje w książce kucharskiej, którą za 2 zł wyszperałam kiedyś w pewnym second-handzie. 


Jest pyszna! Zdrowa nie tylko ze względu na spory udział marchewki, ale także kruchy, lekko orzechowy spód, do którego używa się płatków owsianych.  Cudownie kremowe nadzienie i chrupiące podpieczone nerkowce, słodycz marchewki złamana imbirem, sokiem z czerwonych pomarańczy i pieprzem, który dodałam od siebie, a który moim zdaniem stanowi tu kropkę nad "i". 


Nie rwijcie stokrotek, by wyrywać płatki wyliczając "kocham, nie kocham" . Ta tarta jest ponad podziałami - pokochają ją marchewkożercy i tacy, jak ja, którzy wybierają marchewkę z rosołu! 
Do schrupania!


ELŻBIETAŃSKA TARTA MARCHEWKOWA
*przepis z książki Healthy one-dish cooking, Reader's Digest, z moimi zmianami 

Na spód:
125 g mąki
50 g płatków owsianych
75 g masła 
szczypta soli 


Na nadzienie:
450 g marchewki obranej i pokrojonej
75 g kremowego serka
1 jajko
skórka starta z 1 pomarańczy 
sok z połowy pomarańczy
szczypta soli
do smaku - imbir, cynamon, pieprz
50 g grubo siekanych orzechów nerkowca


Mąkę wymieszać z płatkami owsianymi i solą, dodać pokrojone na kawałki masło oraz 2-3 łyżki zimnej wody. Całość zagnieść i przełożyć do lodówki na ok. 30 minut.
W tym czasie obrać i pokroić marchewki, a następnie ugotować je do miękkości. Odcedzić i zmiksować w blenderze do uzyskania gładkiego pure. Połączyć z serkiem, jajkiem i pozostałymi dodatkami. Doprawić do smaku wg uznania. 


Schłodzone ciasto rozwałkować i przełożyć do wyłożonej pergaminem formy na tartę. Ułożyć na wierzchu kawałek pergaminu i obciążyć z góry fasolkami lub specjalnymi kuleczkami do pieczenia, aby ciasto równo się upiekło, nie tworząc wybrzuszeń. Wstawić na ok. 20 minut do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 stopni. Po tym czasie usunąć pergamin z fasolkami i podpiekać jeszcze spód przez kolejne 3 minuty. 
Masę marchewkową rozprowadzić na podpieczonym spodzie i posypać z wierzchu posiekanymi orzechami nerkowca. Wstawić ponownie do piekarnika i piec do momentu aż masa się zsiądzie, a orzechy nabiorą złotego koloru - ok. 18 minut. 
Najlepiej smakuje jeszcze na ciepło. 

* cytuję obszerne fragmenty Trudnej miłości do marchewki z książki Dialogi języka z podniebieniem Piotra Bikonta i Roberta Makłowicza, wyd. Znak, 2003

sobota, 5 maja 2012

TU I TAM nr 22. Piękno i jedzenie, czyli domowa manufaktura jadalnych kosmetyków




Kremy, balsamy, maski.
Używamy ich codziennie.
Nie wyobrażamy sobie poranka ani wieczoru bez kosmetyków.
Lubimy czy nie, ale wklepujemy, smarujemy, wcieramy.
A gdyby tak kosmetyk nałożyć na skórę, a resztę zjeść?
U Amber w Kuchennymi drzwiami i u mnie w KUCHARNI, zdarzają się takie rzeczy.
Pyszne składniki i wyobraźnia.
Manufaktura i domowe SPA.
Zapraszamy!


Piękno.
Jedno z wielu słów bez definicji.
Może być wszystkim, choć nie dla wszystkich.
Jego cielesność nie robi na mnie ogromnego wrażenia.
Idealne kształty, nieskazitelne rysy nie wzbudzają wielkiego zachwytu.
Jedynie ciekawość.


Czy wnętrze jest wprost proporcjonalne do tego co widać?
Chciałabym częściej stawiać między nimi znak równości.
Patrzeć na piękno i czuć równowagę środka. Bez cienia rozczarowania.
Powiecie, że to stereotypy? Możliwe...


Tylko dlaczego najpiękniej zdobione ciastko w cukierni, z wisienką na środku, błyskiem kolorowej polewy, paletą warstw i imponującym kształtem, smakuje najczęściej jak zły sen kiepskiego cukiernika?!


Fascynuje mnie piękno ukryte, naznaczone tajemnicą.
Piękno, które nie oślepia sztucznym blaskiem, ale oczarowuje naturalnością.
Jest proste i niewymuszone.


Jak pąsowe smugi na smukłych laskach rabarbaru.
Jak śnieg kwiatowych płatków opadających cichutko z jabłoni w ogrodzie.
Jak strzępiasta fryzura młodej główki sałaty.
Jak kolczyki z czereśni i wianek z mleczy na głowie.


Piękno i jedzenie.
Tak, tu najczęściej stawiam znak równości między wyglądem i smakiem.
Jedzenie odzwierciedla wszystkie oblicza piękna.
Od soczystości kolorów, przez różnorodność form, po otwierający się wciąż na nowo wachlarz smaków.



O tym, że jedzenie to piękno wiedzieli już starożytni używając go do przeróżnych zabiegów upiększających. Kleopatra kąpała się w mleku z dodatkiem miodu, którego niezwykłe właściwości znane są od kilku tysiącleci, a migdały od średniowiecza używane były do oczyszczania skóry.


Wybierając za temat do TU I TAM jadalne kosmetyki, chciałam zwrócić Waszą uwagę na to oblicze jedzenia, o którym rzadko myślimy. Jedzenie wciąż traktowane jest stereotypowo - śniadanie, obiad, kolacja. A przecież połączenie kilku prostych składników daje tak wiele innych możliwości, które nie tylko wspaniale smakują, ale cudownie poprawiają samopoczucie, że o upiększeniu już nie wspomnę.
Wybrałam przepisy, w których dominują moje ulubione składniki - kakao, mleko, miód, migdały, sól morska, od stuleci używane do zabiegów upiększających.


Przygotowanie tego wpisu było zdecydowanie najprzyjemniejszym doświadczeniem w historii bloga. Nie dość, że bawiłam się ze składnikami, które bardzo lubię, to mogłam się nimi bezkarnie wysmarować od stóp do głów, a nadmiar z apetytem zjeść znajdując przy tym inspiracje do nowych kuchennych eksperymentów. Czy może być coś piękniejszego?!



W mojej domowej manufakturze kosmetyków powstały 2 czekoladowe maseczki na twarz - ta z płatkami jest tak pyszna, że mogłabym ją jeść codziennie (stosować też;) oraz 2 peelingi - jeden do twarzy, drugi do ciała. Przygotowanie ich zabiera dosłownie parę chwil i jest bardzo proste, a efekty, jak dla mnie, rewelacyjne. Pozwólcie jedzeniu na coś więcej niż tylko zaspokojenie apetytu!


MIÓD - działa złuszczająco i oczyszczająco, a także napina skórę i ją ujędrnia. Idealnie sprawdza się jako składnik peelingów. Nie tylko oczyszcza naskórek z obumarłych komórek, ale również zamyka pory.
MIGDAŁY I ORZECHY - pomagają usunąć martwy naskórek oraz odżywiają skórę. Zawierają dużo witaminy E, z grupy B, białka oraz składniki mineralne.
PŁATKI OWSIANE - zawierają substancje śluzowe, które tworząc cienki film na skórze, chronią ją przed podrażnieniami. Ze względu na właściwości przeciwzapalne wyciąg z owsa jest cenionym składnikiem kosmetyków do cery wrażliwej i alergicznej.



CZEKOLADA - kosmetyki z ziaren kakaowca szybko i skutecznie rozjaśniają i dodają blasku zmęczonej skórze; błyskawiczne nawilżają, wygładzają oraz chronią przed starzeniem się. W połączeniu z mlekiem łatwiej się wchłaniają i regenerują skórę. Dzięki łatwo przyswajalnym mikroelementom kosmetyki z czekoladą nie tylko poprawiają stan naszej skóry, ale także poprawiają funkcjonowanie komórek nerwowych, a selen i cynk sprzyjają powstawaniu endorfin - związków zwalczających stres i nerwicę.


MLEKO - Zawiera białka, witaminy A, B i E, tłuszcze oraz cenne pierwiastki np. wapń. Mleko regeneruje naskórek, neutralizuje wolne rodniki, a w efekcie hamuje proces starzenia się skóry. Ma też w swoim składzie kwas mlekowy - naturalne AHA - o działaniu złuszczającym. Natłuszcza, wygładza, chroni i uelastycznia skórę, przynosi jej wyraźną ulgę gdy jest wysuszona. Ponadto pobudza ją do wytwarzania kolagenu, dzięki czemu staje się jędrniejsza. Mleko nadaje się do pielęgnacji każdego rodzaju skóry. Kwasy tłuszczowe zawarte w mleku łagodzą podrażnienia i odbudowują płaszcz lipidowy. Mleko może być również wykorzystywane do pielęgnacji włosów, poprawia ich kondycję i zapobiega rozdwajaniu się końcówek.


CZEKOLADOWA MASECZKA NA TWARZ NR 1 
CHOCOLATE FACE MASK
mleko
kakao 

Składniki zmieszać tak, aby uzyskać maseczkę o gęstej konstystencji. Przed użyciem chwileczkę podgrzać na ogniu, a następnie nałożyć na twarz. Trzymać przez ok. 20 minut, po tym czasie dokładnie zmyć wodą.


CZEKOLADOWA MASECZKA NA TWARZ NR 2 
CHOCOLATE FACE MASK
kieliszek gorzkiego kakao w proszku
3 łyżeczki bitej śmietany
1 łyżeczka białego sera
2 łyżki miodu
3 łyżeczki płatków owsianych

Wszystkie składniki zmiksować razem - ja robiłam to ręcznie. Gotową maseczkę nałożyć na twarz i dekolt i zostawić na ok. 10-15 minut. Po tym czasie zmyć ciepłą wodą. 
Po tym zabiegu
skóra będzie gładsza, odżywiona i miękka.
Maseczka polecana jest do każdego typu cery ze szczególnym naciskiem na skórę kobiet kochających czekoladę.


MIGDAŁOWO-MIODOWY PEELING DO TWARZY 
ALMOND&HONEY FACE SCRUB

1 garść mielonych migdałów
1 garść soli morskiej
2 łyżki miodu

Składniki połączyć i dokładnie wymieszać. Stosować według potrzeb.


MIODOWO-MLECZNY PEELING DO CIAŁA 
HONEY and MILK BODY SCRUB

1/4 filiżanki mleka
2 łyżki miodu
5 łyżek oleju z migdałów
1/2 filiżanki soli morskiej
1/2 filiżanki brązowego cukru

Wszystkie składniki połączyć i dokładnie wymieszać. Przechowywać w lodówce.
Peeling stosować na oczyszczoną, wilgotną skórę - najlepiej pod prysznicem. Gorąca para  sprawia, że zawarta w w peelingu witamina E i miód zostaną lepiej zaabsorbowane przez skórę. 


* przepisy na maseczki czekoladowe pochodzą z tej strony - klik.
** przepisy na peelingi pochodzą z tej strony - klik.
*** informacje o kosmetycznych właściwościach jedzenia znalazłam na tych stronach - klik, klik, klik 

Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails