sobota, 11 lutego 2012

Stecca. Po prostu.


"Tajemnicą, ku której dążył była prostota, harmonijna prostota, zaskakująca bardziej niż skomplikowana magia". 
V. Nabokov, "Obrona Łużyna"


Właściwie wszyscy to wiemy. 
Powinniśmy wiedzieć. 
Uwierzyć i nigdy nie zwątpić - w prostotę. 
To takie proste i trudne zarazem. 
Czasem niemal niewykonalne. 


Przywykliśmy do dodatków, upiększeń, komplikacji, nadmiaru i bezmiaru zbyteczności. 
Pewnie, że sukienka w kwiaty z koronką i falbankami może być piękna, ale czyż to nie prosta mała czarna pozostanie królową klasyki i dobrego stylu?!


Pstrokaty parasol na drewnianej nóżce. 
W jego cieniu ogonek, a pod nim wisienka.
Wokół niej wiórki czekolady i kakaowy pył kryjący chmurę bitej śmietany.  W środku w końcu dochodzimy do sedna - kawa, ale to nie koniec - pod nią jeszcze dwie warstwy sama nie wiem czego. 


Pewnie, że wygląda kusząco.
Pewnie, że bywa, iż smakuje całkiem nieźle.
Pewnie, że też się dałam skusić - choć dawno, już nawet nie pamiętam kiedy. 


I pewne jest to, że nic mi nie zastąpi smaku dobrego espresso.  Chcę kawy czystej, nie zagubionej wśród mdlącego rozpieszczenia dodatków. Kawy, po prostu.


Prostota.
Nie wiem dlaczego tak czasem trudno ją znaleźć.
Czemu nie widać jej od razu na horyzoncie i błądzimy wśród zawiłości drogowskazów, które kończą się ślepą uliczką. 



Tak bym chciała mieć kompas, który poprowadzi mnie zawsze z punktu A prostą drogą do punktu B, nie zahaczając o dodatkowe podpunkty, paragrafy i usypane drobnym maczkiem zasadzki.
Tak bym chciała, żeby szarość była wyłącznie kwestią mody, a nie wymuszonym kompromisem bieli z czernią.


Żeby "tak" znaczyło "tak", a nie "być może".
Żeby uśmiech był zawsze lekarstwem, a nie fałszywym grymasem. 
Żeby nadmiar nie oślepiał. 
Żeby patrząc w dal, nie zgubić tego co blisko. 
Tak po prostu. 


Myślę, że wbrew pozorom w prostocie jest więcej magii niż możemy przypuszczać. 
Czasem to wręcz onieśmiela. 
Wydaje się niemożliwe.


Aż chce się coś dodać, zrobić coś więcej.
Ale nie trzeba. Prostota broni się sama. 
Wyjątkowość w czystej formie. 


Wciąż nie przestaje mnie to zadziwiać.
Bo jak to możliwe, żeby upiec pyszny chleb bez nawet odrobiny zagniatania?! Przecież rękawy aż same się zakasują, żeby rozgrzać dłonie uściskiem zlepionym z mąką!


A jednak można bez tego. 
Ba, nawet trzeba! Wszelki nadmiar dobrych chęci, by ciasto dopieścić jest to absolutnie zabroniony.


Wyjątkowa w swej prostocie metoda Jima Laheya na chleb bez zagniatania wzbudziła już wiele emocji. Najpierw niedowierzanie, potem euforię, że to możliwe.
A jakże!

Ze mną było tak samo.  Gdy pierwszy raz piekłam jego chleb byłam święcie przekonana, że nie wyjdzie - no bo jak?! 
Tak sam z siebie, bez pomocy!?
Że niby mam nic nie robić, a on i tak urośnie i wyjdzie z pieca rumiany i zachrupie skórką na powitanie?!


Tak zrobił!  
Pomyślałam wtedy, że nie ma nic prostszego. 
Myliłam się.
Jest Stecca


Po włosku "listewki", a po piekarsku podłużne cieniutkie chlebki nadziane z wierzchu oliwkami, pomidorkami lub czosnkiem. 
Trochę jak płaskie bagietki, z cudownie chrupką skórką i mocno dziurkowanym, delikatnym i lekko wilgotnym miąższem. 


Nie muszę chyba pisać, że najlepiej smakują jeszcze gorące, urywane po kawałku.
To coś pomiędzy focaccią a najprostszą pizzą. 
Pyszne.
Proste.
Stecca, po prostu. 


STECCA
/na 4 podłużne chlebki/

3 szklanki mąki
1/2 łyżeczki soli
3/4 łyżeczki cukru
1/4 łyżeczki drożdży instant
1,5 szklanki wody

Dodatkowo
oliwa do smarowania
oliwki
pomidorki cherry
czosnek
zioła i sól morska do posypania


Do miski wlać wodę, wsypać drożdże i mieszać do momentu aż się rozpuszczą. Dodać mąkę, sół i cukier i przy pomocy drewnianej łyżki (lub ręką) wymieszać tak, aby składniki się dobrze połączyły i utworzyły lepkie ciasto - ok. 30 sekund. Nie zagniatać! Miskę nakryć folią i odstawić w temperaturze pokojowej na 12-18 godzin, aż ciasto podwoi objętość, a na powierzchni pojawią się bąbelki ( u mnie wyrastało prawie 20 godzin).

Ciasto przełożyć na posypaną mąką stolnicę i złożyć 2-3 razy, a następnie delikatnie nadać mu kształt płaskiej kuli. Posmarować z wierzchu odrobiną oliwy i posypać 1/4 łyżeczki soli. Przełożyć na ściereczkę obsypaną obficie mąką. Wierzch ciasta również delikatnie oprószyć mąką i nakryć ścierką. 


Odłożyć ponownie do wyrastania na 1-2 godzin. Ciasto jest gotowe kiedy niemal podwoi objętość, a po dotknięciu palcem pozostaje w nim wgłębienie. W przeciwnym wypadku poczekać jeszcze ok. 15 minut. 


Piekarnik nagrzać do temperatury 260 stopni . Blachę do pieczenia natłuścić oliwą.
Wyrośnięte ciasto podzielić na cztery części. Każdą delikatnie rozciągnąć tak, aby powstał płaski chlebek o długości zbliżonej do wielkości formy. Posmarować z wierzchu oliwą z oliwek, nałożyć wybrane dodatki, posypać ziołami i solą morską.
Piec ok. 15 minut, do momentu aż skórka ładnie się zrumieni. 
Proste, prawda?!

 * przepis i inspiracja z tej strony - klik.

123 komentarze :

  1. Piękne wypieki! Nie mogę się napatrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Absolutnie najprostsze i wspaniałe. Nie wiadomo czemu, ale ja tak kocham długo wyrastające wypieki. Może po prostu uwielbiam wszelkie rytuały, czynności, których nie trzeba, a czasem nie wolno przyśpieszać, ich kolejność i reguły... U mojej Babci nie wolno było biegać, krzyczeć ani głośno włączać radia, kiedy ciasto drożdżowe czy chleb rosły, bo "miały mieć spokój, żeby się nie sprzeciwiły" :). To było coś jak sacrum, do dziś pamiętam tę kościelną atmosferę podczas wyrastania ciasta... ;) I czyż to nie piękne z takim nabożeństwem traktować chleb, z takim namaszczeniem i pietyzmem go przygotowywać...

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z tobą - prostota jest dzisiaj towarem trudnym do zdobycia:) większość jest przekombinowana, a taki minimalizm, czy oszczędność w szczegółach bywa nieraz dużo bardziej inspirująca!

    twoja stecca potwierdza to w 100% :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Sisters4cooking! A wiesz jakie pyszne?! Mniam!!!

    Kasiu! Masz rację, chleb zasługuje na najwyższy szacunek! U mnie było podobnie - pamiętam jak Babcia piekła pączki, a my z kuzynką przez pół dnia miałyśmy nosy przylepione do szybki w drzwiach, których nie wolno nam było otwierać - przeciągi:)
    Pozdrawiam Cię ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  5. Gosiu! Mnie coraz częściej dopada głód minimalizmu. Podobnie jak apetyt na taki chlebek;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Absolutnie genialne! Wpisuję sobie na listę do zrobienia. Koniecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Kucharnio, jestem... ach.
    Kucharnio, znowu czuję się jakbym uniosła się pod niebiosa.
    te zdjęcia... czarują. przepis? wspaniały, zaraz go wypróbuję!
    cieszę się, że podałas link do tej imponującej strony.ale wój blog... ach, przebija go, zdecydowanie!'
    te zdjęcia, ach, Kucharnio!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ali! Wpisuj koniecznie! Pozdrawiam:)

    Karmel-itko! A ja jak zawsze czytając Twój komentarz mocno się rumienię!
    Serdeczności:)

    OdpowiedzUsuń
  9. A wiesz, że dla mnie jesteś mistrzynią prostoty? Słowa używasz oszczędnie jak ja soli w kuchni. I na zdrowie nam to obu wychodzi! Całuję! :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj bardzo proste. Zrobiłabym nawet już, tylko jak i u mnie będzie rosnąć 20 godzin, to nie zdążę :( Następny weekend?

    OdpowiedzUsuń
  11. Auroro! Jak mi się miło zrobiło! Muszę się jeszcze tylko przyznać, że ja soli nadużywam - w łączeniu ze słodyczami, bo to moja prawdziwa słabość;) I masz rację - wychodzi mi to na zdrowie, bo cudownie poprawia nastrój;D

    OdpowiedzUsuń
  12. kabamaigo! Może w planach na przyszły piątek - wieczorem nastaw ciasto, w sobotę urywaj po kawałku stecca?! Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam te rytuały,które ocierają się o magię i nadają domowi sens.
    Tak jest z wyrastaniem chleba.
    Stecca rośnie tyle,co dobry chleb.
    A więc to mistyczny wypiek!

    OdpowiedzUsuń
  14. Amber! Rytuały są jak drogowskazy, obyśmy ich nigdy nie omijali. Na skróty nie zawsze znaczy lepiej.
    Rośnie tyle co chleb, bo to właściwie chleb - taki mocno rozciągnięty, a metoda od chleba wzięta:) Nie może więc być inaczej, ani krócej!
    Uściski:*

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedy 'odkryłam' metodę Laheya byłam zaskoczona, od tamtego czasu stosuję ją średnio raz w tygodniu i zawsze niesamowicie mnie zaskakują efekty, Twoje 'listewki' są cudowne! pozdrawiam znad chleba z orzechami i żurawiną... oczywiście pieczonego wg Laheya:)))

    OdpowiedzUsuń
  16. Kass! Tak coś czułam, że u Ciebie jak zawsze pięknie pachnie chlebem! Mnie ta metoda zachwyciła, chleby są cudowne, a wszystko tak pięknie smakuje, po prostu!
    Dobrego wieczoru!

    OdpowiedzUsuń
  17. piękny cytat!dziękuję Ci za niego:)
    prostota to moja mantra i może dla tego Twój wpis przeczytałam na jednym wdechu,oczarowana tokiem myśli,tak bardzo podobnych do moich.
    te płaskie bagietki,co do których nazwy nie mam najmniejszej wątpliwości!są po prostu kwintesencją prostej,pachnącej,domowej kuchni.
    magia!
    z czosnkiem na pewno przypadną mi do gustu;)
    ps.tylko ile należy dodać świeżych drożdży?nigdy się z nimi nie rozstaje,do tych drugich nie jestem w pwłni przekonana;)
    pozdrawiam ciepło!
    m.

    OdpowiedzUsuń
  18. Monisiu! Bardzo Ci dziękuję! Jak dobrze wiedzieć, że pod drugiej stronie ekranu są Osoby, które czują to samo:)
    Wersja z czosnkiem wyborna - czosnek nabiera słodyczy, jest znacznie mniej ostry, ale niebywale aromatyczny - mniam!
    Przyznaję, że nie mam pojęcia jaką ilością drożdży świeżych można zastąpić tą odrobinę instant... Poszukam, jak znajdę, to dam Ci znać!
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  19. Jezu jakie to piękne:) przyznaje bez bicia że jeszcze nie czytałam posta, wrócę jeszcze jak przeczytam, ale musiałam napisać, że stecca wygląda u Ciebie bajecznie!

    OdpowiedzUsuń
  20. Mar! Tu żadne bicie Ci nie grozi:P Fajnie, że jesteś! Zbieram się, żeby napisać do Ciebie, ale leń większy niż chęci... Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  21. Anno Mario, piękne słowa o prostocie. Ja ją odkrywam już od dawna. Ma w sobie wiele magii. Czasami jak każdy gubię się w nadmiarze, zupełnie niepotrzebnie. Ale zawsze odnajduję właściwą drogę do prostoty. Aktualnie jestem właśnie w fazie oczyszczania, minimalizowania, redukowania. Jakież to przyjemne. Oczyszczające. :-)

    a stecca wspaniała. Może, dla mnie oczywiście, nie z czosnkiem, ale z oliwkami to już koniecznie. Wspaniałości!!

    OdpowiedzUsuń
  22. Joanno! Magia prostoty zawsze mnie zadziwia, pozytywnie. U mnie jej też coraz więcej, choć wciąż wiem, że mogłabym jeszcze prościej...Ale myślę sobie, że to wszystko przyjdzie w odpowiednim momencie.
    Pozdrawiam Cię!

    OdpowiedzUsuń
  23. Tak Anno-Mario, potrzeba prostoty i upraszczania przychodzi do nas, wtedy kiedy jesteśmy na to najbardziej gotowi, kiedy jesteśmy w stanie się prostotą zachwycić i się nią cieszyć i z niej czerpać energię :-)

    OdpowiedzUsuń
  24. Pochwała prostoty w Twoim wykonaniu jest przepiękna.

    OdpowiedzUsuń
  25. Joanno! Masz rację. Z nadzieją myślę o tym, że każdego dnia czuję się coraz bardziej gotowa:)

    Aniu! Dziękuję:) Pozdrawiam nie przestając marzyć o Twojej kremówce;P

    OdpowiedzUsuń
  26. Aniu, to co piszesz i to jak fotografujesz czyta się jak magiczną opowieść :) Dziękuję ;)
    I zgadzam się - klasyka to prostota. Najpiękniejsza.

    Pozdrawiam Cie gorąco!

    OdpowiedzUsuń
  27. A z krainy mirabelek11 lutego 2012 21:43

    jakosz buziosz usmiechnietosz ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. nat.! To ja dziękuję! Takie słowa uskrzydlają:)
    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  29. O mamusiu,jakie one są piękne! Wszystkie.
    Co włoskie to ja kocham.
    Ta kuchnia nie ma sobie równych. Proste składniki,kilka zwykłych rzeczy, a w całości tworzy taki smak i zapach,że nie mozna o nim zapomnieć długo.
    Widok Twoich chlebków będzie za mną chodził dzień w dzień dopóki nie upiekę sama.
    Śliczne Aniu.
    Całuję:*

    OdpowiedzUsuń
  30. Majano! Coś mi się zdaje, że długo nie będzie chodził;) Masz rację - ja też uwielbiam kuchnię włoską za jej prostotę!
    Pozdrawiam ciepło:*

    OdpowiedzUsuń
  31. Jestem fanka prostoty!
    A Twoje slowa Aniu...Pieknie ujete.

    I te chlebki! Jak juz Doktorant wroci to zrobie stecce i prostym ale pysznym polaczeniem powitam go w domu :)
    Usciski!

    OdpowiedzUsuń
  32. Agnieszko! Jak mi miło! Dziękuję:) Nieustannie trzymam kciuki za Doktoranta:) Mam nadzieję, że stecca Mu zasmakuje!
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  33. dziękuję ślicznie;)przyznam,że nigdy nie miałam głowy do tych drożdżowych przeliczników;)

    OdpowiedzUsuń
  34. Monisiu! Nie ma za co, przecież nie pomogłam...

    OdpowiedzUsuń
  35. wyglada przepięknie . a smakuje jeszcze lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  36. wcale nie proste. Ani nie grzeszę cierpliwością, ani dobra pamięcią za 12 godzin mogę mieć już inne plany na nadchodzący tydzień, albo po prostu zapomnieć, albo wyjechać i co wtedy ? I jeszcze te dwie dodatkowe godziny ?
    Trzeba być znacznie bardziej zorganizowanym człowiekiem ode mnie żeby rozplanować to w czasie tak żeby za te 12-18 godzin być i móc. A potem za kolejne dwie godziny. Może zagnieść na noc, przed wolnym dniem?
    Tylko co znaczy "wolny dzień"?

    OdpowiedzUsuń
  37. Psie Wędrówki! Masz rację:) Pozdrawiam!

    Wiedźmo! A dla mnie tak, proste, bardzo proste. Ale to wszystko zależy do tego co dla nas znaczy to słowo. Proste może być kupno sklepowego chleba o smaku nijakim.
    Nie wydaje mi się, by potrzeba było pamięci do tego chleba - nastawiasz i zapominasz. Gotowy jest wtedy, gdy wyrośnie - wystarczy doglądać - bez kalendarza, zegarka w ręku. Pamiętasz przecież o wielu innych obowiązkach, czynnościach, więc zerknięcie na miskę z ciastem nie wydaje mi się trudnością.
    Stecca jest prosta dla osób, które pieką chleby - nie wiem czy Ty je pieczesz, czy w tym na wskroś prostym przepisie potrafisz dostrzec jego prostotę. To naturalne, że przy każdym wypieku drożdżowym czy zakwasowym czekamy na drugie wyrastanie. Nikogo piekącego te 2 godziny nie dziwią. Ale oczywiście masz wybór - możesz wybrać coś znacznie prostszego dla siebie.
    Ja nie jestem osobą idealnie zorganizowaną, ale też wypiek chleba bez zagniatania nie wymaga super organizacji - on wyrośnie, my zerkamy. Tylko tyle. Nie wiem co znaczy dla Ciebie wolny dzień, może sobota, może niedziela, a może po prostu wolne popołudnie, kiedy można rozciągnąć cztery części ciasta. Dla mnie to bardzo proste.
    Serdecznie Cię pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  38. Ależ kusisz. Tylko kiedy zacząć robić... Mój dzień poupychany jakimiś drobiazgami... to trzeba zrobić i jeszcze tamto... Mam nadzieję, że wieczorem uda mi się zrobić ciasto i jutro po pracy upiec. Ściskam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  39. Paulino! No widzisz, czyli plan jest - w dodatki zapowiada się, że jest wykonalny!
    Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  40. A z krainy mirabelek12 lutego 2012 15:17

    upieklam;)moja wersja z oliwkami,suszonymi pomidorami,baklazanem i papryka i suto posypane ...dukkah
    zapach niebianski;)

    OdpowiedzUsuń
  41. A.! Upiekłaś?! Naprawdę?! I do tego z dukkah - och i ach, tak się cieszę:))) Bakłażan mnie zaskoczył, ale pozytywnie - muszę spróbować!
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  42. que delicia el pan, que belleza y sencillez! los panes alargados de varios sabores que nos enseñas son una delicia. un beso

    OdpowiedzUsuń
  43. Och...zawsze kiedy przeczytam twój post pozostaję długo w pewnym zamyślonym zawieszeniu...zadumie...spokoju...twoje wpisy inspiruja mnie i dają mi duzo radości...kulinarnej tez ale najbardziej takiej...hmmm...życiowej?

    OdpowiedzUsuń
  44. Trzcinowisko! To wyjątkowe co napisałaś - bardzo dla mnie cenne słowa! Dziękuję Ci:)

    OdpowiedzUsuń
  45. Zajrzałam, POZARŁAM oczami pierwszą z brzegu stecca i uciekłam! Teraz wracam, by się przyznać do winy... Kiedy się przez jakiś czas nie jada pszenicy, takie proste połączenia smaków wydają się genialne! Wiesz, Anno-Mario, to jak z powrotem do najprostszych smaków po kilkudniowej głodówce. Ech! Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  46. An-no! Co za wspaniałe wyznanie! Mam nadzieję, że możesz już jeść takie wypieki - jeśli tak wszystkie cztery "listewki" dedykuję Tobie!
    Pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
  47. Anno-Mario, zrobiłaś nam tak piękny prezent tym wpisem, że brak mi słów. I tak cudownie opakowany! Zdjęcia - marzenie! Chleb z tego przepisu pieczony w żeliwnym garnku jest ulubionym chlebem mojej rodziny. Stecca od dziś jest na mojej liście potraw do szybkiego wypróbowania. A co do prostoty... pisałam o tym w moim poście o Szymborskiej - prostota jest świadectwem geniuszu.
    Oby mi się przyśniła Twoja stecca-jest cudna:-)

    OdpowiedzUsuń
  48. Anko Wrocławianko! W takim razie ten prezent jest odwzajemniony - czuję się obdarowana Twoimi słowami! Dziękuję:) Mam nadzieję, że stecca się przyśniła, choć będzie znacznie lepiej chrupać ją na jawie;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  49. ale fajne i jakie prościutkie! kiedyś robiłam "chleb bez zagniatania" ale o
    "deseczkach" nawet nie słyszałam! muszę zrobic dzieciom na kolację :*

    OdpowiedzUsuń
  50. Piękne listewki. Piękne. :-)

    OdpowiedzUsuń
  51. Jswm! Koniecznie! Po listewce dla każdego;) Pozdrawiam!

    Krokodylu! Pięknie dziękuję i przesyłam pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
  52. jakie urocze chlebkowe listewki :)

    OdpowiedzUsuń
  53. Mimo, ze ja kocham bawić się z ciastem drożdżowym (choćby dziś zagniatałam ręcznie pół godziny:)) to od czasu do czasu przydają się tam mało pracochłonne przepisy ...zwłaszcza jeśli wychodza z nich takie cuda ...bo mnie Aniu olśniłaś tymi listewkami i wiem, że je zrobie:) pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  54. Super wygląda i na pewno tak smakuje :)

    OdpowiedzUsuń
  55. Kini! A wiesz jakie smaczne?! Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  56. Jolu! Ja też bardzo lubię drożdżowe prace ręczne, ale te listewki to naprawdę smaczna odmiana, no i ręce mogą odpocząć, albo zająć się czymś innym - same korzyści:)
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  57. Grażyno! Nie mogę się z Tobą nie zgodzić;D Pozdrawiam Cię ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  58. aga-aa! Dziękuję i serdecznie Cię pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  59. jak ja zgłodniałam patrząc na te zdjęcia to nie masz pojęcia Aniu:) pochwała prostoty jest w tym momencie nieunikniona!!! wspaniale wygląda ale najbardziej mam w tej chwili ochotę na oliwkową:) buziaki

    OdpowiedzUsuń
  60. Reniu! Oliwkowa jest Twoja;) Pozdrawiam i dobrych snów!

    OdpowiedzUsuń
  61. Oczywiście, że królową sukienek pozostanie mała czarna - u mnie czasem czerwona ; )

    Ja poproszę steccę z... czosnkiem. I pomidorkami. Patrzę się na nie, i chyba będę musiała zrobić, tak mnie kuszą. I zjem wszystkie sama!

    OdpowiedzUsuń
  62. jakie kuszące ... siedzę i zastanawiam się którą wybrać, bo wszystkie tak pysznie wyglądają:)

    OdpowiedzUsuń
  63. słodkosłona! Cztery listewki na jedną osobę to dość spore wyzwanie, ale są tak pyszne, że wierzę w Ciebie - dasz radę;)
    Pozdrawiam!

    Atino! A ja radzę z każdej po trochu;) Dobrego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  64. Jej ile wspanialosci! :) kocham stecce!

    OdpowiedzUsuń
  65. Piękności, aż tu mi pachną! Jeśli pozwolisz, napiszę o nich pod koniec tygodnia u siebie, mmmmmogę? :)))
    Zrobię je w weekend, w piątek przygotuję ciasto i będą chlebki na miłą sobotnią kolację. Tylko chcę się upewnić: tych suchych drożdży tylko 1/4 łyżeczki na 3 szklanki mąki?

    OdpowiedzUsuń
  66. Mysiu! To wspaniale! Bardzo się cieszę i serdecznie Cię pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  67. fuNi!ta! Ależ oczywiście, pisz, pisz:)) Tak, tylko 1/4 łyżeczki - na tym właśnie polega fenomen tego ciasta. Rośnie dłuuugo na malutkiej ilości drożdży. Musisz dać mu czas, ja dałam 20 godzin, ale warto było:)
    Nie mogę się doczekać Twojej wersji! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  68. I Ty się martwisz o to, że szlachetna prostota przestaje być w cenie? Przecież Ty ją pielęgnujesz i praktykujesz: mało to u Ciebie przepisów i słów podpadających pod tę piękna kategorię? Mniej skromności, Ania! :)))

    OdpowiedzUsuń
  69. fuNi!ta! I kto mi tu o skromności pisze?! Kobieta, przez którą regularnie się rumienię;)
    Miło mi bardzo, że tak uważasz! Niestety, ze smutkiem patrzę, że nowoczesny świat wokół jakby o prostocie zapomniał...

    OdpowiedzUsuń
  70. Wpadlam dzis tu przez przypadek,pieknie,wlasnie szukalam inspiracji,poniewz cos mi nie wychodza wypieki chleba i bulek,nie wiem czy to wina piekarnika,wczorajsze bulki byly smaczne ale z gory tak twarde ze nie szlo jesc,stracilam juz zapal,ale po tym wpisie sprobuje,bo wyglada cudownie,tylko moj piekarnik konczy prace na 220 st.czy w takiej temp.sie uda?pozdr.Kasia

    OdpowiedzUsuń
  71. Kasiu! Cieszę się bardzo, że wpadłaś! Zapraszam:)
    Co do twardości wypieków, być może uda się to naprawić wstawiając na dno piekarnika naczynie żaroodporne wypełnione wodę - w trakcie pieczenia woda paruje i nadaje skórce cudowną chrupkość - spróbuj:)
    A stecca w 220 stopniach też powinna się udać! Powodzenia!
    Pozdrawiam Cię serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  72. wlasnie odstawilam ciasto, zeby sobie roslo... dziekuje za stecce :)

    OdpowiedzUsuń
  73. domolubna! Naprawdę?! Ogromnie się cieszę i to ja dziękuję:)))

    OdpowiedzUsuń
  74. fantatyczny! pomysł naprawdę ciekawy a marzy mi się bochenek z czosnkiem :)

    OdpowiedzUsuń
  75. Kaś! A wiesz, że to całkiem realne marzenie;) Pozdrawiam Cię!

    OdpowiedzUsuń
  76. Nie zliczę, który to już raz widzę chleb bez zagniatania i obiecuję sobie go zrobić, ale teraz to już nie mam wyjścia. Proste stało się jeszcze prostsze! Czy w nagrodę będę mogła wypić kawę z mnóstwem dodatków? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  77. Bee! Ależ oczywiście - w takim kontekście ta kawa jest po prostu nieodzowna;D Poza tym - nie masz wyjścia:)!

    OdpowiedzUsuń
  78. Aniu bardzo by mi odpowiadały smakowo, ale przeraża mnie czas oczekiwania 20 godzin:) To jest przepis dla bardzo CIERPLIWYCH osób :) Aniu, a czy piekłaś w jakiejś foremce, czy tal luzem?

    OdpowiedzUsuń
  79. Those look absolutely delicious. I really could eat bread with simple toppings on it just about every day and be so content. Beautiful photos.

    OdpowiedzUsuń
  80. wooow! zaglądam tu po długim czasie i jest zniewalająco. Stecca wygląda pysznie!
    mmm

    OdpowiedzUsuń
  81. Ewo! Ależ nie wierzę, że to piszesz?! Nie powinno Cię to przerażać - nastawiasz np. o 18, zjadasz kolację, czytasz książkę, idziesz spać, budzisz, się wypijasz kawę, jesz śniadanie, koło południa przypominasz sobie, że ciasto przez ten cały czas sobie rosło i właściwie jest gotowe do wypieku. Nie trzeba tu cierpliwości żadnej, bardziej zapomnienia;D
    Piekłam "luzem" - stecca ma być z założenia rustykalna, nierówna, foremka nie byłaby tu na miejscu.
    Wiesz, że teraz nie masz żadnej wymówki! :PPP Uściski!
    P.S. Widzimy się w sobotę w kiosku;)

    OdpowiedzUsuń
  82. Sarah! Welcome:) Thank you for your visit. Cheers:)

    A.! Witaj po długim czasie:) Dziękuję i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  83. zjedzone, pyszne!
    szkoda tylko, ze o takiej kolacji trzeba pomyśleć dzień wcześniej ;)

    OdpowiedzUsuń
  84. Jswm! Cieszę się bardzo:) Dobrego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  85. Anno-Mario, Ty to potrafisz zachęcić człowieka!
    Oczu nie można oderwać od tych cudnych chlebków!
    Uwielbiam takie samo-się-robiące pieczywo :)

    OdpowiedzUsuń
  86. Konwalie! Jak się cieszę - dziękuję i serdecznie Cię pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  87. Rewelacyjny pomysł na pyszne jedzonko. Muszę wypróbować
    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  88. pyszne-jedzonko! Musisz koniecznie;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  89. No! To dziś po pracy poświęcam całe kilka minut na odmierzenie, wrzucenie składników do miski, zamieszanie i odstawienie z dala od kotów (jednego jakoś ciągnie do drożdży). A jutro działam ambitnie dalej i jem :)))

    OdpowiedzUsuń
  90. fuNi!ta! A więc jednak! Wspaniale! Z niecierpliwością będę czekała na wieści:)
    Wspaniałego weekendu!

    OdpowiedzUsuń
  91. Melduję, że ciasto zrobione (ale przy nim roboty!!!) ;))) i czekamy do jutra :) Nie dostałam rozmarynu świeżego, szkoda. Ale mam pomidorki cherry, czosnek, oliwki, kapary, dobrą oliwę, hm, boczek wędzony też mam...

    OdpowiedzUsuń
  92. fuNi!ta! Dziękuję za wieści "z frontu":) Ostrzegałam przecież, że to "najtrudniejsze ciasto świata" ;P
    Oj, boczek to brzmi bosko, może ja też dziś nastawię?! Wiesz, chyba na pewno tak zrobię! Mmmmmm....

    OdpowiedzUsuń
  93. Ojej, jakie to było dobre, jaką miało obłędną skórkę! Zmietli wszystko! Przeżyłam chwile grozy, bo ciasto było za rzadkie. Ale dodałam mąki, lekko poskładałam i chyba mu ten fakt nie zaszkodził. M. nazwał stecca "bułami", ale tak mu smakowały, że się strasznie ucieszył, jak napomknęłam, że to prosty przepis i mogę go wkrótce powtórzyć. Do stecca podałam hummus, pasował wyśmienicie :)
    Aniu, w swoim dzisiejszym wpisie blogowym umieściłam stecca na I miejscu blogowych odkryć tygodnia, z Twoimi zdjęciami i oczywiście aktywnymi linkami do Twojego bloga. Mam nadzieję, że nie popełniłam gafy?

    OdpowiedzUsuń
  94. fuNi!ta! Och, żebyś Ty widziała jak się teraz szeroko uśmiecham! Do Ciebie rzecz jasna:D Ogromnie się cieszę! Hummus ogromnie mnie zaintrygował - teraz kolej na mnie;)
    Pędzę co sił do Ciebie zobaczyć i bardzo dziękuję!
    Uściski;*

    OdpowiedzUsuń
  95. Ufff :)
    Moja Mama by się ucieszyła, gdyby przeczytała to, co zaraz napiszę. Bo oszalała na punkcie słowa "fusion" i nawet szykując wigilijne potrawy zadawała mi na ten temat pytania i się na głos zastanawiała, co zrobić, żeby uszka były fusion i karp, żeby był fusion. Udało mi się Ją na szczęście powstrzymać ;)))
    Ale wczoraj było fusion: stecca (nie zrobiłam jednak wersji z boczkiem, będzie na następny raz), hummus, chilijskie wino, francuskie i holenderskie sery. Rozpusta i goście zmietli wszystko, co jest dla mnie zawsze przemiłe :) Jeszcze raz dzięki ogromne za wspaniałą inspirację i nowy przepis, który chyba wyprze nieśmiertelną u nas focaccię.

    OdpowiedzUsuń
  96. fuNi!ta! Za to "fusion" i cudną opowieść o Mamie uwielbiam Cię jeszcze bardziej:)
    Cmok, cmok :*

    OdpowiedzUsuń
  97. Tak, prosto alez jak zmacznie musi byc!!!!! Sliczne zdjecia....no i sie oblizuje jak male dziecko na widok lodow!!!! hihihi :-))) Dolaczam do swojej kolekcji chlebkow!!!! Pozdrawiam :-)))

    OdpowiedzUsuń
  98. Czarodziejko! Bardzo mi miło. Stecca zasługuje na wejście do kolekcji;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  99. Kochana ta stecca jest absolutnie fenomenalna:) .... a jak cudownie smakuje dodatkowo maczana w oliwie:) skradła moje serce na zawsze:)

    OdpowiedzUsuń
  100. Jolu! Ogromnie się cieszę, że wybrałyście "listewki" do wspólnego pieczenia!
    Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
  101. Genialne Aniu te rzadki oliwek i te krysztalki grubej soli!! Pozdrowienia Aniu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  102. Buru! Fajnie, że stecca Ci się podoba! Rozumiem, że oliwkowa listewka dla Ciebie?
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  103. genialne! zrobiłam wszyscy zachwyceni!

    OdpowiedzUsuń
  104. Ciasto wymieszane i sobie rosnie. Jutro pieke...na powrot Doktoranta:) Tylko teraz nie wiem czego nie moge sie bardziej doczekac;))
    Milego dnia, Aniu!

    OdpowiedzUsuń
  105. Aleksandro! Jak się cieszę - dziękuję za wieści! Pozdrawiam już wiosennie:)

    OdpowiedzUsuń
  106. Agnieszko! A więc jednak! Bardzo się cieszę - bo to tak, jakby jakaś mała część mnie też świętowała z Wami:) Mam nadzieję, że Doktorant zasmakuje w listewkach!
    Uściski:*

    OdpowiedzUsuń
  107. Listewki wyglądają uroczo :). Ogromnie mnie zaintrygowały - przepis wrzucam do ulubionych. Muszę zrobić! :)
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. alucha! Witaj:) Spróbuj koniecznie - są pyszne!
      Dobrego dnia!

      Usuń
    2. Anno! Jak powiedziałam tak zrobiłam - po prostu rewelacja :D.
      Musiałam je wrzucić też u siebie ;).
      Miłego wieczoru :)

      Usuń
    3. Alucha! No widzę, że umiesz dotrzymać słowa;D
      Już pędzę zobaczyć i cieszę się ogromnie, że jesteś zadowolona!
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  108. Zrobiłam dzisiaj! Fantastyczne pieczywko!
    Z pewnością będę wracać do tego przepisu!
    Pozdrawiam serdecznie i polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasieńko! Bardzo się cieszę! Ależ mam opóźnienie w odpowiedzi - wybacz!
      Pozdrawiam Cię!

      Usuń
  109. Właśnie mam dużo pomidorów do zużycia więc pewnie jednak nie pide ale stecca będzie w pierwszej kolejności :) Masz może kamień do pieczenia, bo pizza z kamienia jest o niebo lepsza jak z blachy więc może z tą steccą też spróbować na kamieniu ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj! Nie używam kamienia, ale jestem pewna, że świetnie się tu sprawdzi, więc życzę powodzenia!
      Pozdrawiam Cię:)

      Usuń
  110. Aniu, cudne te Twoje chlebki :)

    OdpowiedzUsuń
  111. Cześć-zrobiłem wg, przepisu ale za każdym razem wychodziło mi bardzo lejące się ciasto - o zrobieniu kólki nie było mowy, rozciągnięciu chlebków też nie. Spotkałaś się z czymś takim?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, prawdę mówiąc piekłam steccę wiele razy i nigdy nic podobnego nie miało miejsca, jedynym powodem wydaje mi się być rodzaj mąki i jej wchłanialność wody, być może należy dodać jej więcej, aby udało się uformować kulę, z czym normalnie nie ma problemu.
      Pozdrawiam!

      Usuń

Dziękuję bardzo za wizytę na moim blogu :)

Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails