Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 lipca 2016

Lemon Pie - lodowa tarta cytrynowa



Ze wszystkich rodzajów ciast tarty kocham najbardziej.
Mają wszystko to, czego szukam w słodkich wypiekach. Różnorodność struktur, smaków, konsystencji. 
I tak wielką, nieograniczoną możliwość kreowania nowych kombinacji i połączeń. 
Kruchość maślanego spodu, kremowa gładkość nadzienia i słodka, chrupka beza. 
Czy może być coś lepszego?


Klasyczna francuska tarta cytrynowa to wśród tart zdecydowanie moja największa słabość. Odkąd dostałam w prezencie idealny przepis pojawia się u mnie w domu tylko ta jedna i jedyna słuszna wersja. 
Podaję ją zawsze mocno schłodzoną, bowiem w takiej formie jest jeszcze bardziej orzeźwiająca.
Każdy kęs to cudowna rozkosz dla podniebienia. Kwaskowatość masy, aromat cytryn, cieniutkie maślane ciasto - zamykam oczy i wędruję w słońcu francuskich skwerów, przysiadam w zacienionych kawiarenkach i marzę, by ta chwila trwała bez końca. 

Połączenie cytryn i bezy to wspaniała klasyka, która potwierdza to, jak bardzo przeciwieństwa się przyciągają. Takich kontrastów kulinarnych szukam zawsze z nadzieją, że odkryję coś nowego i zaskakującego. Jakże cudowną więc było dla mnie niespodzianką, gdy w krainie lodów odkryłam nie tylko nowy smak, ale i całkiem poważną konkurencję do ukochanej tarty cytrynowej. 


Lody Lemon Pie, nowość od Carte d'Or to doskonała lodowa wersja klasycznej tarty cytrynowej. Jak przystało na lody premium, do ich produkcji wykorzystano najwyższej jakości składniki, nie zapominając przy tym o zachowaniu tego, co w tarcie cytrynowej najważniejsze. Jest i cudownie rześki smak cytryn i chrupiące beziki na wierzchu. Podobnie, jak w innych lodach tej firmy, lody w opakowaniu ułożone są w formie gotowych do podania rozetek. 


Po pierwszym łapczywym degustowaniu pomyślałam, że ten smak i  taka forma serwowania rozetek lodowych to idealny pomysł na zrobienie lodowych tartaletek. Kruche korpusy z maślanego ciasta można w dobrych warunkach przechowywać nawet do 10 dni, gotowe do serwowania lody Lemon Pie czekają w zamrażarce, więc gdy tylko pojawią się niespodziewani goście lub zwyczajnie przyjdzie Wam ochota na wspaniały, szybki i idealny na lato orzeźwiający deser, takie lodowe tartaletki cytrynowe są wprost wymarzone. 

LODOWE TARTY CYTRYNOWE

/składniki na 12 porcji/ 

Na ciasto:
130 g masła o temperaturze pokojowej
1/2 łyżeczki soli
35 ml mleka 
175 g mąki
4 łyżeczki cukru pudru
1 żółtko

Na nadzienie:
2 opakowania lodów o smaku Lemon Pie Carte d'Or

Wszystkie składniki na ciasto przełożyć do miski i dokładnie zagnieść, a następnie owinąć w folię i przełożyć do lodówki na ok. 2 godziny. 
Schłodzone ciasto rozwałkować cieniutko i wyłożyć nim foremki na tartaletki. Nakłuć spody widelcem i piec przez ok. 10 minut (lub do momentu aż będą rumiane) w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 stopni.  Po upieczeniu wystudzić i przechowywać w szczelnym pojemniku. 
Podanie: Upieczone kruche spody tartaletek nadziewać indywidualnymi porcjami rozetek lodów Lemon Pie. Podawać od razu z dobra kawą i cieszyć się chwilą. 


piątek, 27 listopada 2015

Bezy, brownie i lody zimą.


Uwielbiam kontrasty. 
Słodki z gorzkim.
Biały z czarnym. 
Lato zimą.
Pieprz w truflach, a trufle na śniadanie. 



Kontrast cudownie zwalcza nudę. Nie pozwala wkroczyć rutynie. 
Zaskoczone miny, zdziwione spojrzenia, a potem błogie mruczenie z rozkoszy.
Warto zejść na swoje tory. 
Nie zawsze w tą stronę, w jaką pędzą wszyscy.


Weźmy na przykład lody zimą.
Dlaczego nie?
Właściwie koniecznie TAK!
I co z tego, że zimno, że wieje, przecież w cieple domowego fotela, otulona miękkim kocem wcale nie potrzebuję kolejnego "podgrzewacza". Za to bardzo, ale to bardzo niezbędna jest duża porcja rozkoszy. 
Idealnie jeśli połączy wszystko to, co uwielbiam. A Wy już dobrze wiecie, że to bezy, czekolada i lody!


Bezy na okrągło, a czekolada ukryta w intensywnym smaku brownie - tym razem lodowym.
I oczywiście, żeby rozdzielić tą słodką parę, konieczna jest nuta kontrastu - wybieram więc żurawinę - kwaskowatą, zapowiadają święta i czas, gdy wszyscy mamy prawo bezkarnie zajadać się deserami.
Dajcie się namówić! 


BEZY Z LODAMI CZEKOLADOWYMI I SOSEM ŻURAWINOWYM
/składniki na 6 sześć porcji/

Do przygotowania deseru polecam lody Carte d'Or Chocolate Brownie, przepyszne czekoladowe lody z kawałkami ciastka brownie, polane czekoladowym sosem. Deser ułożony jest w opakowaniu w postaci sześciu gotowych do nałożenia rozetek. Dzięki temu w zaledwie kilka sekund możemy cieszyć się w domu ekskluzywnym deserem rodem z najwspanialszych kawiarni – doskonałej jakości i pięknie podanym. 
Pojemność: 900 ml.
Sugerowana cena detaliczna: 18,49 zł.
Carte d’Or to marka deserów lodowych od lat słynąca z głębokich i zmysłowych smaków, wysokiej jakości składników i zaskakujących połączeń smakowych w tym roku wprowadza dwie mocno czekoladowe nowości.


115g cukru, najlepiej drobnego do wypieków
2 białka 
szczypta soli 
1 opakowanie lodów Carte d'Or Chocolate Brownie
1/2 szklanki cukru 
1/2 szklanki soku pomarańczowego 
175 g świeżych owoców żurawiny
szczypta imbiru 
1/4 tabliczko stopionej gorzkiej czekolady

Białka ze szczyptą soli ubić na sztywno, w trakcie ubijania stopniowo dodawać cukier. Ubijać do momentu aż piana będzie sztywna i lśniąca, a cukier się rozpuści.
Piekarnik rozgrzać do temperatury 150 stopni. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Ubitą masę białkową wykładać na blachę dużą łyżką nadając masie kształt koła . Można także użyć do tego szprycy.
Włożyć do piekarnika i piec ok. 50-60 minut. Następnie wyłączyć piekarnik i suszyć przy leciutko uchylonych drzwiach piekarnika do momentu, aż zupełnie wystygnie. Bezy są idealnie "bezowe" - z wierzchu chrupiące, a w środku delikatnie ciągnące. Upieczeniu i ostudzeniu polać z wierzchu odrobiną stopionej gorzkiej czekolady.
Aby przygotować sos, należy w rondelku podgrzać sok pomarańczowy z cukrem i trzymać na ogniu aż się rozpuści. Dodać żurawinę i imbir i gotować do momentu, gdy owoce zaczną pękać, ok. 10-15 minut.  Odstawić do wystudzenia. 
Przed podaniem gotowe bezy polać z wierzchu sosem żurawinowym i ułożyć na nich gotowe rozetki lodów czekoladowych o smaku brownie Carte d'Or Chocolate Brownie.  

wtorek, 22 kwietnia 2014

Bezy w fiołkowym pudrze. I jak smakują "kłopotki"? Rozwiązanie konkursu.




Choć zdają się małe, potrafią przytłoczyć niczym wielki głaz.
Ponoć mieszkają nad rzeczką, ale widzę je częściej na twarzach.
Zdzierają uśmiech i żłobią zmarszczki. 




I nigdy nie dają szans, by być gotowym. 
Zawsze atakują znienacka.
Smutki, smuteczki. 
Te duże i te małe, kłopoty i kłopotki.


Czuję ciepło. 
Pulsujące w delikatnych opuszkach palców, 
w dłoniach pełnych miłości, gdy gładzą policzki i tulą mocno do serca.
Widzę uśmiech - piękny i kojący.
Usta malowane spokojem i nadzieję, którą daje ich odcisk na zmarszczonym od smutków czole.
A potem zaraz do ciepła dochodzi zapach. Zawsze razem, zawsze tak samo cudowny, niosący ratunek i pocieszenie. 


Duet.
Mama i  ciastka. 
Nieważne jakie, ważne, że od Mamy, najważniejszej. 
Mama, lekarstwo na całe zło. 
A ciastka - słodki bonus, kruche słabości, których smak przegania smutki jeszcze dalej. 

"Następnego ranka mieszkańcy Malowniczego mogli u Krysi w herbaciarni kupić świeże przepyszne rogaliki, które sprzedawała niezwykle rzadko. Przypuszczano, że robi je tylko na specjalne okazje, bo ich produkcja jest skomplikowana i czasochłonna. Tymczasem prawda była taka, że rogaliki powstawały tylko wtedy, gdy Krysia miała jakieś poważne zmartwienia. I zapewne gdyby mieszkańcy Malowniczego o tym wiedzieli, nie dopytywaliby się tak często, kiedy będzie kolejna partia kłopotków i nie dziwili, czemu nadała im taką nazwą..." *


Ciastka - kłopotki. 
Pieczone, by zagryźć smutki, przepędzić daleko zmartwienia i osłodzić zgorzkniałe uczucia. 
Magia składników dobranych tak, by odczarować złe chwile. 
Słodkie lekarstwo pod kruchą skorupką kryjące ciągnącą się, lepką słodycz. 


Bezy.
Duże, okrągłe "kłopotki". 
Jak wielka pastylka przeciwsmutkowa.
Bezwstydnie słodkie remedium. 
A na nich fiołkowy pył z mgiełką zapachu, który kocha moja Mama.  
I kilka kropli syropu z fiołków, by spijać z nich to co najlepsze. 


Moje kłopotki pieczone doraźnie i profilaktycznie. 
Dla Synka, dla Mamy i Taty, dla W. i dla mnie samej. 
Wgryzam się w bezowe kruchości i chłonę aromat fiołków.
Ktoś mówił o smutkach i kłopotach?! 
Chyba mi się zdawało....
Zanurzam się w fiołkach i po kłopotach. 


Lubię wracać w pamięci do czasów, gdy byłam małą dziewczynką, a Mama piekła mi ciastka na smutki. Właściwie nic się od tamtej pory nie zmieniło. Może z wyjątkiem tego, że teraz i ja jestem mamą i nie jeden już raz przepędziłam synkowe zmartwienia piekąc ukochane bezy. 



Czym są "kłopotki"? Skąd się tu wzięły?
To rogaliki pieczone przez jedną z bohaterek książki Magdaleny Kordel "Malownicze. Wymarzony dom". Krystyna sprzedaje je w swoje herbaciarni tylko wtedy, gdy ma zmartwienia. "Kłopotki" to jej ciastka-pocieszyciele. Mieszkańcy wioski wcale o tym nie wiedzą i sądzą, że piecze je rzadko, ponieważ ich receptura jest bardzo skomplikowana. Joasia z Book me a cookie zaprosiła 10 blogerek, w tym mnie, do upieczenia naszych "kłopotków" i pokazania ich Czytelnikom. 


Jeśli jesteście ciekawi jak wygląda Malownicze, mam dla Was 2 egzemplarze książki Magdaleny Kordel. Co trzeba zrobić, aby ją otrzymać? W komentarzu pod postem napiszcie, jakie jest Wasze wymarzone miejsce, w którym znikają wszelkie smutki. Na Wasze odpowiedzi czekam do 21 kwietnia br. do godz. 20.00. Wyniki podam następnego dnia. (*wysyłka nagród wyłącznie na terenie Polski). 

Rozwiązanie konkursu

Dziękuję wszystkim za komentarze o wymarzonym miejscu, w którym znikają wszelkie smutki. 
Książka Magdaleny Kordel " Malownicze. Wymarzony dom" trafi do Majany i Bezglutenowe wariacje kulinarne. Nagrodzone osoby proszę o przesłanie adresów korespondencyjnych na kucharnia@wp.pl


BEZY W FIOŁKOWYM PUDRZE
/na ok. 18 dużych bez/
225 g cukru, najlepiej drobnego do wypieków
4 białka 
szczypta soli


Białka ubijać ze szczyptą soli. W połowie ubijania stopniowo dodawać cukier. Ubijać do momentu aż piana będzie sztywna i lśniąca, a cukier się rozpuści.
Piekarnik rozgrzać do temperatury 150 stopni. Dwie blachy wyłożyć papierem do pieczenia. Ubitą masę białkową przekładać łyżką formując okrągłe spody o średnicy ok. 45 cm. Grubość masy bezowej na spody nie powinna być zbyt  duża, maksymalnie 1 cm, gdyż w trakcie pieczenia bezy urosną. 


Włożyć do piekarnika i piec ok. 50-60 minut. Następnie wyłączyć piekarnik i suszyć przy leciutko uchylonych drzwiach piekarnika do momentu, aż zupełnie wystygnie. Bezy są idealnie bezowe - z wierzchu chrupiące, a w środku delikatnie ciągnące.
Posypać je z wierzchu fiołkowym cukrem pudrem i skropić syropem z fiołków (tutaj przepis - klik).


FIOŁKOWY PUDER

1/3 szklanki fiołkowych płatków
ok. 1/3 szklanki cukru

Z zebranych fiołków odciąć płatki i przełożyć je do moździeża. Dosypać część cukru i ucierać, aż płatki puszczą sok i połączą się z cukrem. Dosypać resztę cukru i utrzeć z całością, a następnie rozsypać na pergaminie i suszyć w lekko nagrzanym piekarniku. Gotowy cukier przesypać do młynka lub dobrego malaksera i zmiksować na "pył" - powstanie fiołkowy cukier puder. 

czwartek, 30 maja 2013

Duże dziecko. Tort bezowy rabarbarowo-różany.




Pamiętacie, kiedy byliście małymi dziećmi i wierzyliście w bajki, marzyliście o tym, jakie będzie wasze życie ...? 
Biała sukienka, książę z bajki, który zaniesie was do zamku na wzgórzu. Leżeliście w nocy w łóżku, zamykaliście oczy i całkowicie, niezaprzeczalnie w to wierzyliście ... 
Święty Mikołaj, Zębowa Wróżka, książę z bajki byli na wyciągnięcie ręki ...


Ostatecznie dorastacie ... 
Pewnego dnia otwieracie oczy, a bajki znikają ... Większość ludzi zamienia je na rzeczy i ludzi, którym mogą ufać, ale rzecz w tym, że trudno całkowicie zrezygnować z bajek, bo prawie każdy nadal chowa w sobie iskierkę nadziei, że któregoś dnia otworzy oczy i to wszystko stanie się prawdą ... (...) 


Pod koniec dnia wiara to zabawna rzecz. 
Pojawia się kiedy tak naprawdę tego nie oczekujesz. To tak, jakbyś pewnego dnia odkrył, że baśń może się nieco różnić od twoich wyobrażeń. Zamek, cóż, może nie być zamkiem. 
I nie jest ważne " długo i szczęśliwie ", ale "szczęśliwie" teraz. 
Raz na jakiś czas człowiek cię zaskoczy, i raz na jakiś czas człowiek może nawet zaprzeć ci dech w piersiach ... *


A teraz kim jestem? 
Taka duża i mądrzejsza o setki słów, teorii i doświadczeń...
Z głową wciąż pełną marzeń i Synkiem, który nadal wierzy w Świętego Mikołaja. 
Zdawało mi się przez moment, że bajki znikają, ale myliłam się.
Są. Nadal. Zaskakują. I zapierają dech w piersiach. Tak jak ludzie. Niektórzy. 


Duże dziecko. Wciąż nim jestem. I chcę pozostać.
Śmiać się i płakać. Odliczać dni do urodzin i niecierpliwie rozpakowywać prezenty.
Tupnąć nogą, skrzywić się na widok kożucha na mleku i  na dnie szuflady chować małe-wielkie skarby. 
I wierzyć. Wierzyć, że to dziecko mieszka też w drugim człowieku. 
I kochać. Mądrze. 


"Wasze dzieci nie są Waszymi dziećmi. Są synami i córkami tęsknoty życia za sobą samym. Przechodzą przez Was, ale nie od Was. I chociaż są u Was, nie należą do Was. Wolno Wam dać im Waszą miłość, ale nie Wasze myśli, ponieważ one mają swoje własne.


Wolno Wam dać mieszkanie ich ciałom, ale nie ich duszom, ponieważ mieszkają one w domu jutra, którego nie możecie odwiedzać nawet w marzeniach. 
Możecie się starać być jak one, ale nie dążcie do tego, by je upodobnić do Was. 
Ponieważ wtedy życie cofa się, zastyga we wczoraj."*


Jestem dużym dzieckiem i wierzę, że spełni się ta bajka.
Bajka, w której pozostając dzieckiem, pozwolę też nim zostać mojemu Dziecku. 
Bajka, w której człowiek raz na jakiś czas może nawet zaprzeć mi dech w piersiach. 


Nawet jeśli w to nie wierzysz, wciąż jesteś dzieckiem. 
Nie żałuj sobie radości, nie oszczędzaj zabawy, nie duś się w sztywnym ubraniu i nie mów, że szarość jest czystym kolorem.
I "nigdy nie przestawaj się uśmiechać, nawet jeśli jesteś smutny, ponieważ nigdy nie wiesz, kto może się zakochać w twoim uśmiechu". *


Tort bezowy, rabarbarowo-różany. Słodki, rześki, aromatyczny. 
Smakuje jak najlepszy cukierek z pysznym, kremowym nadzieniem. 
Pachnie jak bukiet najpiękniejszych róż. Idealny. 
Na urodziny, na Dzień Dziecka, dla księcia z bajki, dla Zębowej Wróżki. I dla Ciebie też. 


TORT BEZOWY RABARBAROWO-RÓŻANY
/pomysł własny/ 

6 białek
300 g cukru
1,5 łyżeczki białego octu winnego
1.5 łyżeczki mąki kartoflanej
szczypta soli
1 opakowanie serka mascarpone
400 ml śmietany kremówki 30%
cukier waniliowy
cukier puder - do smaku
6 łyżek galaretki z płatków róż
3-4 laski rabarbaru malinowego
3-4 łyżki cukru (lub więcej - do smaku)



Białka przełożyć do czystej i suchej misy, dodać szczyptę soli i ubijać na półsztywną pianę. Stopniowo dodawać cukier, ubijając po każdorazowym dodaniu. Ubijać do momentu aż uzyskamy gładką i lśniącą masę bezową, a cukier rozpuści się. Do tak ubitej masy dodać przesianą mąkę kartoflaną i ocet winny, delikatnie połączyć z białkami za pomocą drewnianej łyżki. 
Piekarnik rozgrzać do temperatury 150 stopni. Przygotować blachę i wyłożyć ją papierem do pieczenia. Można wyrysować na niej koło o średnicy 22-24 cm. Masę bezową wyłożyć na wyznaczone wcześniej koło. Przy pomocy łyżki lub łopatki silikonowej nadać masie bezowej kształt wysokiej misy z wgłębieniem w środku. 


Włożyć do nagrzanego piekarnika i zmniejszyć temperaturę do 120 stopni. Piec przez 1,5 godziny. Wyłączyć piekarnik i studzić w piekarniku z uchylonymi drzwiami. 
Rabarbar umyć i pokroić na kawałki o długości ok. 8 cm. Włożyć do rondelka, zasypać cukrem i odstawić na ok. 30 minut. Gdy zacznie puszczać sok, wstawić na mały ogień, dodać 3/4 galaretki z róż i trzymać na ogniu do momentu aż cukier i galaretką rozpuszczą się i połączą, a rabarbar delikatnie zmięknie. Zdjąć z ognia, przestudzić. 


Kremówkę ubić na sztywno z cukrem waniliowym. Odłożyć ok. 1/3 do dekoracji, resztę przełożyć do miski i wymieszać delikatnie z serkiem mascarpone. Dodać 1/3 sosu rabarbarowo-różanego oraz kilka najbardziej miękkich kawałków rabarbaru. Całość wymieszać i jeśli trzeba dodać jeszcze do smaku sos lub kawałki rabarbaru. Przełożyć do lodówki na ok. 1-2 godz. 
Wystudzoną bezę napełnić kremem mascarpone. Udekorować bitą śmietaną. Na wierzchu ułożyć paski rabarbaru i polać sosem rabarbarowo-różanym. 

* cytuję kolejno: słowa znalezione na blogu Mamsam (klik), Eva Maria Zurhorst "Kochaj siebie...", Gabriel Garcia Marquez. 

Dziękuję za całą lawinę urodzinowych życzeń, jakie do mnie spłynęły! Jeśli spełni się choć ich malutka część, będę najszczęśliwszym Dużym Dzieckiem. 
Cudnie być majową dziewczyną;) 

Przepis dodaję do Olcikowej akcji rabarbarowej. 

środa, 15 czerwca 2011

Na pociechę coś pysznego. Zabawa z primabaleriną. Z truskawkami i bazylią.



" Pewnego razu, kiedy Miś wrócił z wędką do domu, Tygrysek siedział skulony pod wielkim koszem i zalewał się gorzkimi łzami.
- Co się stało, przyjacielu? - zawołał Miś - Jesteś ranny? Na ciele, na duszy, a może jeszcze gdzie indziej?


- Na ciele i na duszy - szlochał Tygrysek - bo spotkało mnie wielkie sercowe zmartwienie.
- Ojejej! - wykrzyknął Miś. - Mam to za sobą, parzy jak rozpalone żelazo. Muszę ci czym prędzej coś ugotować. Już wiem co. Mus jabłkowy. 


Pobiegł więc raz-dwa do spiżarni i przyniósł stamtąd dziewięć jabłek, bo liczba dziewięć świetnie się nadaje na sercowe zmartwienia. 
Kiedy Tygrysek spałaszował swoją porcję i na dodatek pół porcji Misia, mina mu się zaraz rozjaśniła i słońce zaświeciło przez firankę. 
A sercowe zmartwienie gdzieś się ulotniło.
- Skąd się wzięło to twoje sercowe zmartwienia? - zapytał Miś. 
- A stąd, bo .... Maja Papaja - wymruczał Tygrysek - bo ona pocałowała Kreta ... " * 


I jak tu nie współczuć Tygryskowi?
Czy liczba dziewięć rzeczywiście jest najlepsza na sercowe zmartwienia?
Gdzie jeszcze można być rannym, jeśli nie na ciele ani na duszy?
Czy mus jabłkowy jest najlepszym lekarstwem na złamane serce?
Jak Wy leczycie małe i duże smuteczki? Te na duszy, na ciele i te "gdzie indziej"?


Gdy byłam mała najlepszym lekarstwem na wszystko była Mama (i nadal jest!). Potem długo nic, a potem talerz zupy pomidorowej i ukręcony przez Babcię kogel-mogel. Później domowe jedzenie musiałam zastąpić kuchnią akademicką i choć nazwa brzmi dość poważnie, to było prawdziwą zgrozą i sama się dziwię, że to przeżyłam! 


W tamtych czasach stres i niepowodzenia na zajęciach z pewną siejącą postrach panią profesor, leczyłyśmy z przyjaciółką francuskimi kwadratami z marmoladą. Jeszcze ociekające od świeżo rozsmarowanego lukru pachniały już, gdy przybite stosem lektur i zadań wychodziłyśmy z uczelni.


Szczęśliwie od lat zmartwienia sercowe mnie omijają i nie przewiduję, aby coś miało się w tej kwestii zmienić:) Jednak te na duszy i na ciele niestety się zdarzają, choć staram się robić wszystko, aby ich uniknąć. Odkąd odkryłam, początkowo ze sporym niedowierzaniem, że efekty moich kulinarnych eksperymentów są nie tylko jadalne, ale i potrafią wymalować na twarzy błogi i szczęśliwy uśmiech, najlepszym lekarstwem jest oczywiście kuchnia!


Początkowo trzymałam się ściśle przepisów, co niejednokrotnie kończyło się fiaskiem i zamiast leczyć, przynosiło tylko dodatkowy stres i zmartwienie. Przełomem było odkrycie, że gotowanie to przede wszystkim zabawa, a przepis to punkt wyjścia, który podobnie jak wiersz, można interpretować na wiele sposobów, według uznania, nastroju i apetytu. 


Wiem, że duszę i ciało można wyleczyć na wiele sposobów, ja jednak ufam najbardziej tym, które rodzą się w kuchni. Tygryska postawił na nogi mus jabłkowy, mnie niezmiennie, o czym większość z Was już wie, ratują bezy. Pisałam już jak kojąco działa na mnie ubijanie i mieszanie piany (klik). Równie relaksujące jest jej wykładanie na blachę, formowanie łyżką, zapach jaki roznosi się w kuchni, gdy bezy suszą się w piekarniku. A to przecież dopiero połowa cudownej kuracji, którą kończy najszczęśliwszy moment schrupania bezy. 


Nie mam pojęcia skąd w środku pięknego i ciepłego czerwca przyplątało się przeziębienie, wiem jednak co z pewnością poprawi mi nastrój. Bezy, truskawki, bita śmietana - Pavlova to klasyka bezowej rozkoszy. Ale ja mam ochotę na zabawę z primabaleriną. Piekę zatem mniejsze bezy - będą służyły jako jednoosobowe torciki. Część zamieniam w cieniutkie bezowe kółka, z których układam piramidkę. Z końcówki masy piekę małe beziki, tak po prostu, do chrupania. 


Truskawkom oszczędzam eksperymentów - są teraz tak pyszne, że nie potrzebują żadnych dodatków prócz ... bazylii. Przy okazji pływających wysp (klik) odkryłam, jak cudownie bazylia komponuje się z deserami. A skoro bawię się z primabaleriną, podkręcam zabawę bazyliową bitą śmietaną. Jest pyszna!


Nic tak nie poprawia nastroju jak porcja, a nawet dwie, pysznej, chrupiącej bezy z truskawkami i bitą śmietaną o aromacie bazylii. U mnie zadziałało. A jak u Was? Czy taki deser nadaje się na zmartwienia, te na duszy, na ciele, a może jeszcze "gdzie indziej"? 


PAVLOVA INACZEJ. BEZY Z TRUSKAWKAMI I BAZYLIOWĄ BITĄ ŚMIETANĄ 

Na bezy: 
3 białka
160 g cukru
szczypta soli
Dodatkowo - świeże truskawki do przyozdobienia

Białka wlać do miski, dodać szczyptę soli i ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania dosypywać stopniowo cukier  i dalej ubijać aż do uzyskania gładkiej, sztywnej i lśniącej piany.


Piekarnik rozgrzać do temperatury 140 stopni. Ubitą pianę nakładać łyżką na wyłożoną papierem do pieczenia blachę. Formować na kształt koła. Część masy przełożyć do szprycy lub rękawa cukierniczego i wyciskać płaskie koła zachowując dziurkę w środku.  Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec przez ok. 50 minut. Po tym czasie wyłączyć piekarnik i trzymać w nim bezy do całkowitego wystudzenia.


Na bazyliową bitą śmietanę

ok. 300 ml śmietany kremówki (używam 30%)
25-30 świeżych liści bazylii
3-4 łyżeczki cukru waniliowego

Kremówkę przelać do rondelka z grubym dnem, dodać świeże liście bazylii i podgrzewać do momentu aż zacznie wrzeć (nie gotować). Zdjąć z ognia, wymieszać i odstawić do wystudzenia. Schłodzoną śmietanę wraz z liści bazylii przełożyć do pojemnika, nakryć folią kuchenną i wstawić do lodówki na kilka godzin, najlepiej na całą noc. Dzięki temu idealnie wchłonie cały aromat bazylii.


Wyjąć z lodówki, odcedzić liście bazylii i przełożyć do suchej miski. Dodać cukier waniliowy i ubić na sztywno.  Nakładać na bezy i ozdobić truskawkami. Kółka bezowe smarować śmietaną i obłożyć plasterkami truskawek. Można powtarzać te czynności tworząc bezową piramidkę. Ozdobić kwiatami bazylii - u mnie właśnie kwitnie:)


* cytat z książki "Na pociechę coś pysznego. Gotuj z Misiem i Tygryskiem", Janosch. 

Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails