Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tiramisu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tiramisu. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Czeskie kino, jednorazowe łyżeczki i ziarenka z Caffe Greco. Karmelisu.


To będzie post wielowarstwowy.
Wielonarodowy i wielokulturowy.
Tak jak deser.
Bardzo pyszny deser wielowarstwowy.


Zaczniemy od ziarenek. Oblanych czekoladą i zawiniętych w pergamin. Pochodzą z Caffe Greco, najstarszej rzymskiej kawiarni założonej  1760 roku przy słynnej Via dei Condotti 86. To miejsce historyczne, nieformalny rzymski salon artystyczny, który przed laty odwiedzali m.in. Stendhal, Goethe, Shelley, Byron, Liszt, Keats, Ibsen, Andersen, Mendelssohn, Casanova, a z Polaków – Mickiewicz, Słowacki, Norwid, Krasiński, Sienkiewicz. Czesław Miłosz spotkał się tu z Jerzym Turowiczem, redaktorem naczelnym Tygodnika Powszechnego, czego śladem jest wiersz właśnie pod tytułem "Caffe Greco".


W pięknych salach Caffe Greco mieści się kawiarnia i herbaciarnia. To kolejne miejsce na mojej nieustannie rozrastającej się mapie miejsc do zobaczenia. Pochodzące stamtąd ziarenka kawy w czekoladzie to prezent od bliskiej osoby. Lubię je rozgryzać i popijać dobrą kawą lub dodawać do deserów jako mały, ale wyrafinowany dodatek.


Teraz pora na kino. Czeskie kino, które uwielbiam i które nigdy mnie nie zawiodło. Trafne, mądre, pięknie emocjonalne, nie raz do bólu prawdziwe, ale i do łez rozśmieszające. Ze smakiem deseru nie ma nic wspólnego.  Z nazwą też nie. A zatem - trochę jak w pierwszych minutach czeskiego filmu - o co chodzi? A chodzi o łyżeczki. 


"- Co to takiego?
- Łyżeczki. 
- To się przyda, tyle łyżeczek. 
- Uważaj! To nie są zwykłe łyżeczki. To łyżeczki z plastiku. Lekkie, giętkie, elastyczne. To łyżeczki wynalezione przez enerdowskich naukowców, wiecie!
(tu znacząca scena bez słów, za to z wielce wymownym obrazem)
- Mówiłam żeby były do sernika na zimno. Nie nadają się do gorącej kawy. "


Jednym z moich ulubionych czeskich filmów jest obraz "Pod wspólnym dachem" w doskonałej reżyserii Jana Hrebejka, z równie mistrzowską obsadą. Jest tam pod koniec genialna scena poświęcona jednorazowym łyżeczkom, które jedni z głównych bohaterów otrzymują w .... prezencie ślubnym! 
Mam do Was prośbę - obejrzyjcie tą scenę koniecznie! Wystarczy kliknąć na ikonę filmu i przewinąć do czasu edycji 1 h 38 min (internetowy dystrybutor filmu jako warunek obejrzenia obrazu stawia zobaczenie kilku początkowych reklam - warto to zrobić, bo scena, jak i cały film, naprawdę są tego warte). 

Pod jednym dachem

Do mojego deseru też podałam jednorazowe łyżeczki, które szybko się topią. W przeciwieństwie do "pierwowzoru" nie są jednak elastyczne i giętkie, ale kruche i odlane z najlepszej jakości szwajcarskiej czekolady. Znacie już moją słabość do kuchennych gadżetów, a foremka do czekoladowych łyżeczek to jeden z moich ostatnich nabytków. 


Po dodatkach pora na deser właściwy. Jeden z najbardziej popularnych. Znane chyba wszystkim tiramisu. Jadłam go niezliczoną ilość razy,  w wielu wersjach i w wielu miejscach i niemal za każdym razem był wyśmienity. Robiąc go w domu zawsze zamieniam Amaretto, którego, podobnie jak marcepanu, nie jestem w stanie zaakceptować, na inny dobry alkohol. Tym razem miałam ochotę nie na jedną, ale na kilka zmian. Taka moja prywatna rewolucja, której cudownych skutków mam ochotę smakować jeszcze wiele razy. 


Po pierwsze zamknęłam deser w szklaneczkach, dzięki czemu warstwy są widoczne, deser staje się bardziej indywidualny, a dodatek czekoladowych łyżeczek ma swoje uzasadnienie. To dobry sposób zwłaszcza jeśli szykujecie deser dla gości - przygotowany wcześniej nie wymaga krojenia, które w przypadku tiramisu nie zawsze udaje się modelowo. 


Ale deser w pucharkach to nic nowego! W przeciwieństwie do masy! Ubijając mascarpone zrezygnowałam z żółtek i cukru na rzecz kilku łyżek masy krówkowej. Nadała masie koloru i cudownego karmelowego smaku. Okazał się na tyle wspaniały, że obudził ochotę na więcej ... karmelu! Jego bursztynowe drobinki dodałam do bitej śmietany i połączyłam z kajmakowym mascarpone. Mmmmmm..... Pisząc o tym już rozpływam się z rozkoszy. 


Wspaniałe. Tak uzależniająco wspaniałe jest karmelisu, moja wersja włoskiego deseru z rzymskimi ziarenkami i jednorazowymi łyżeczkami z czekolady. Macie ochotę spróbować? 
A skoro zapowiedziałam wielowarstwowość, to muszę koniecznie wspomnieć jeszcze o warstwie dźwiękowej. Jako tło muzyczne polecam Wam bardzo wydaną przez Kayax płytę In Roma. Lekka, bezpretensjonalna muzyka włoska, która mi przypomina pewne cudowne wakacje ... Posłuchajcie choć jednego fragmentu. 


KARMELISU, czyli Karmelowe Tiramisu 
/na 12 pucharków/ 

1 opakowanie okrągłych biszkoptów
250 g serka mascarpone
250 g śmietany kremówki - użyłam  30%
kilka łyżek masy krówkowej (użyłam gotowej z puszki)
50 g cukru (do przygotowania karmelu)
dwie filiżanki mocnego espresso
50 ml dobrego alkoholu - ja wybrałam brandy
120 g gorzkiej czekolady najlepszej jakości
kakao do posypania deseru


Cukier przesypać do rondelka z grubym dnem i ustawić na średnim ogniu. Nie mieszać. Cukier zacznie się topić i zamieniać w karmel. Kiedy się rozpuści i uzyska ładny, bursztynowy kolor, rondelek zdjąć z ognia i gorący karmel przelać na przygotowaną wcześniej blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Natychmiast rozprowadzić, by karmel utworzył cienką warstwę. Trzeba to robić szybko, gdyż masa karmelowa szybko zastyga. 


Wystudzony karmel nakryć folią spożywczą rozbić na jak najdrobniejsze kawałeczki - najlepiej przy pomocy tłuczka lub wałka.
Mascarpone przełożyć do miski, dodać masę krówkową i dokładnie wymieszać na gładką masę, tak by składniki idealnie się połączyły. 
Zaparzyć espresso i połączyć z alkoholem.


W mikserze ubić kremówkę na sztywno i połączyć ją z drobinkami karmelu (odrobinę odłożyć do dekoracji), a następnie wymieszać delikatnie z masą mascarpone. 
Przygotować pucharki na desery. Biszkopty moczyć w espresso i ułożyć na dnie pucharków. Na to nałożyć masę karmelową i ponownie nakryć nasączonym kawą biszkoptem. Powtórzyć ponownie. Wierzch ozdobić odrobiną bitej śmietany i posypać kakao. Wstawić do lodówki na kilka godzin, najlepiej na całą noc. 


Do zrobienia czekoladowych łyżeczek potrzebna będzie specjalna foremka silikonowa. Czekoladę należy stopić w kąpieli wodnej i wypełnić nią przygotowane wcześniej foremki. Odczekać aż zastygnie, ostrożnie wyjąc z foremek - gotowe!

* cytat pochodzi z filmu "Pod wspólnym dachem", 1999, reż. Jan Hrebejk.

Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails