Taniec.
Lubicie?
Ja uwielbiam.
Skłony, piruety, obroty, unoszenia na palcach.
Szybko, wolno.
W przód, do tyłu.
Dwa kroki w prawo, jeden w lewo.
I obrót.
I rama. Rama.
Tak, trzymam ramę. Czasami nachodzi mnie nawet odważna myśl, że ja tą ramę mam we krwi.
I taniec.
I zawsze trzymam wysoko uniesioną głowę, gdy z zamkniętymi oczyma chłonę zapach tego tańca.
Tak. Ten taniec pachnie.
Kusi.
Nie pozwala o sobie zapomnieć.
Jest niekończącym się zaproszeniem.
Do kuchni.
To mój parkiet.
Moja scena.
Wybieram melodię i instrumenty, a potrawa nadaje rytm.
Bo gotowanie jest tańcem.
Kroki i ruchy, tempo i smak.
To wszystko wiruje, łączy się i chwyta w objęcia.
W takcie na 3/4, niespiesznie wyrabiam ciasto drożdżowe. Myśli i ruchy ponownie układają się do tańca.
To walc angielski. Bez pośpiechu.
Wszystko jest wyważone, umiarkowane. Pozwala myślom unosić się swobodnie i gładko.
Delikatne piruety dłoni. Ciasto oddycha cichutko, miarowo.
Powoli dosypuję mąkę, obracam, pozwalam odpocząć.
A w myślach widzę tiulową suknię, która jak mgiełka otula tancerkę przy ostatnim obrocie ...
Melodia cichnie, kuchnia odbija ostatnie cichutkie echo...
Klasyka nie lubi hałasu. Choć ta cisza wkrótce zrodzi coś zupełnie nowego.
Już nie będzie klasycznie i powoli.
Będzie szybciej, kolorowo, no i będzie skręt za skrętem.
Jednym słowem zatańczę twista.
Tu ruchy będą energiczne i, choć, jak to w twiście, tańczę w miejscu, i tak wykonuję skręt za skrętem.
A jest co skręcać, jeśli ma się ochotę na precle.
W dodatku z dyniowym nadzieniem, które też nie jednego skrętu i obrotu wymaga.
Mówię Wam, to dopiero jest taniec!
Ruchy proste, łatwe do opanowania, a na koniec niczym confetti, błyszczą i migocą kryształki soli morskiej.
No to co? Tańczymy?
Let's twist again!
A skąd się wzięły precle? Precle miękkie (nie mylić z twardymi, które jak większość smakołyków są dziełem przypadku), powstały już w średniowieczu. Jak głosi legenda, pewien mnich w północnych Włoszech, bądź w południowej Francji piekł chleb. Zostało mu trochę ciasta, więc postanowił zrobić z niego przekąskę dla dzieci, które nauczyły się nowej modlitwy. Ciasto uformował na kształt rąk złożonych do modlitwy (w tamtych czasach modlono się z rękami skrzyżowanymi na piersi), stąd charakterystyczny wygląd precli. Stworzone przez mnicha precle były miękkie.
Historia tzw. precli twardych jest o wiele młodsza. Ponoć podczas pieczenia precli miękkich, pewien piekarz przysnął i kiedy się obudził wstawił precle ponownie do pieca i upiekł je drugi raz. Gdy odkrył pomyłkę, zdenerwował się, ale po spróbowaniu zrozumiał, że stworzył nowy rodzaj pieczywa.*
Przepis i inspiracja do nadziewanych precli pochodzi z
tej strony - klik. Ciasto wyrabia się bardzo dobrze, rośnie szybko i jest bardzo elastyczne. Precle smakują po prostu cudownie. Wiem, że nie zabrzmi to skromnie, ale nigdy nie jadłam lepszych! Ciasto jest wyjątkowo delikatne, puszyste, skórka taka, jak należy, a chrupiące kryształki soli to po prostu "kropka nad i", nie jedna.
Nadzienie dyniowe wymyśliłam sama - do pure z pieczonej dyni dodałam kumin, szczyptę soli, pieprz i siekane pistacje. Powstało coś naprawdę pysznego.
I ważna sprawa! Nie zmniejszajcie proporcji ciasta do połowy, jak ja to zrobiłam - 8 precli zniknęło szybciej niż jedna melodia w rytmie twista;)
Nie bójcie się dyni - choć w środku wygląda jak kłębisko strachów uwięzionych w jamie, smakuje tak, że strachy nie mają nic do powiedzenia!
PRECLE Z NADZIENIEM DYNIOWYM
/składniki na 12 precli/
1,5 szklanki letnie wody
1 łyżka cukru i dodatkowo 1 łyżeczka
1 łyżka drożdży instant
4,5 szklanki mąki
1,5 łyżeczki soli
1 łyżka oliwy
Na kąpiel dla precli przed pieczeniem:
1/2 szklanki sody oczyszczonej (zmniejszyłam do 1/3)
4 szklanki wrzącej wody
Na nadzienie:
1-1,5 szklanki pure z upieczonej dyni
kumin, pieprz i sól do smaku
garść siekanych pistacji
gruba sól morska do posypania
odrobina stopionego masła do posmarowania precli
W misce połączyć drożdże z letnią wodą i 1 łyżeczką cukru. Odstawić na ok. 10 minut, by drożdże "ruszyły".
Do dużej miski wsypać 3,5 szklanki mąki, 1 łyżkę cukru, sól i wymieszać. Dodać oliwę i drożdże. Wyrabiać do połączenia się składników, dodać pozostałą mąkę i wyrabiać dalej, aż ciasto stanie się gładkie i będzie z łatwością odchodziło od ścianek naczynia. Nakryć folią kuchenną i odstawić do wyrośnięcia na ok. 1 godzinę lub do momentu aż podwoi objętość.
W tym czasie przygotować nadzienie. Pure z upieczonej wcześniej dyni wymieszać z przyprawami. W razie potrzeby doprawić do smaku.
Wyrośnięte ciasto przełożyć na obsypany mąką blat kuchenny i podzielić na 12 porcji. Każdą rozwałkować tak, by uzyskać podłużny dość wąski kawałek ciasta. Na środek nałożyć nadzienie. Ciasto zwinąć i zlepić tak, by nadzienie nie wydostało się na zewnątrz. Nadać mu kształt cienkiego wałka i uformować na kształt precla.
Piekarnik nagrzać do temperatury 220 stopni. W dużym, szerokim garnku przygotować kąpiel - w czterech szklankach wrzątku rozpuścić sodę oczyszczoną. Uformowane precle zanurzać delikatnie w kąpieli z sody. Są dwie szkoły - jedna mówi, że wystarczy włożyć na kilka sekund, inna zaleca gotowanie precli przez ok. 1-2 minut. Ja zanurzałam precle w gotującej się wodzie i zostawiałam je w niej na ok. 30 sekund.
Wykąpane precle przełożyć ostrożnie na wyłożoną papierem blachę do pieczenia i piec przez ok. 8 minut lub do momentu aż staną się apetycznie złociste.
Po wyjęciu z piekarnika gorące precle smarować rozpuszczonym masłem i posypać solą morską. Polecam!
A po co kąpiel w sodzie? - dzięki niej, precle nie wyrosną nadmiernie w piekarniku i zachowają niemal taki sam kształt jak po formowaniu.
* cytat o historii i pochodzeniu precli pochodzi z Wikipedii (klik)
Przepis na precle z nadzieniem dyniowym to moja propozycja do prowadzonego przez Beę Festiwalu Dyni.