Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biały bez. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biały bez. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 czerwca 2015

Granita z bzu. Jak zjeść zapach?



Jak zjeść zapach? 
Czy to w ogóle możliwe? 
Położyć go na talerzu, podzielić na porcje, wpisać do menu ...
Przecież jest niewidzialny. Pojawia się równie niespodziewanie co znika. 
Jest zapowiedzią, bywa wspomnieniem, ale czy może stać się czymś więcej?


Kocham zapachy maja i czerwca. 
Uwielbiam się w nich zanurzać. 
Wsiadać na rower i dać się porwać po drodze odurzającej woni goździków, słodko-mdławym aromatom róż, zmysłowym zapachom jaśminu...
Wstęgi zapachu snują się wszędzie wokół i tylko czekam, aby wplątały się we włosy, wpełzły pod ubranie i zostały na skórze... 


A taki zapach babcinego drożdżowego ciasta ?
Gdyby można go było uchwycić i podawać w chwilach największej tęsknoty?
Albo zapach ciepłych od snu mięciutkich policzków mojego synka, gdy był jeszcze malutki?
Ileż bym dała za ogromną porcję tego najpiękniejszego aromatu, którego skrawki wyłapuję desperacko gdzieś w otchłaniach pamięci...


Zapach i smak zdają się być nierozłączne, choć smak odbiera zapachowi to co najbardziej magiczne, zmysłowe. To proza, wspaniała, ale nie tak cudowna, jaką jest poezja zapachu.


Wśród ukochanych, zapach dzikiego bzu od zawsze jest tym, dla którego zupełnie tracę głowę.  
Jest ideałem. 
Żółtym pyłkiem pudruję nos za każdym razem, gdy nurkuję w pięknych baldachach i wdycham łapczywie całą jego rześkość, cytrusowość i kwiatowość. 


To jeden z zapachów, który naprawdę udaje się zjeść! 
Drobniutkie kwiaty bzu oddają całe swe dobro i pozwalają uchwycić ten cudowny aromat. 
Zamykam go w butelkach z syropem, przechowuję w gąsiorach z nalewką, trzymam w słoikach z truskawkową konfiturą, a od tego lata zamrażam.


Tylko czy zapach da się zamrozić?
Ależ tak!   I to prostsze niż może się wydawać. 
Granita z dzikiego bzu smakuje tak, jak pachnie bez. 
Białe kryształki lodu rozpływają się na podniebieniu uwalniając najpiękniejszy kwiatowo-cytrusowy aromat.
Jest delikatna jak jego białe kwiatki i cudownie rześka, jak jego niespotykany zapach. 

Od kliku dni zjadam ten zapach codziennie...


GRANITA Z BZU 

Inspiracją do tego przepisu była granita, jaką zobaczyłam w książce Julie Biuso "Lato bez końca" i oczywiście zakochałam się w pomyśle na takie zaczarowanie bzu. Jak pisze Julie granita to "mrożony puchar puszystego, aromatycznego lodu" i chyba nie można tego deseru nazwać lepiej. Moją granitę zrobiłam zupełnie inaczej, przede wszystkim rezygnując z cukru i gotowania go z wodą. Myślę jednak, że dzięki temu "zapach" bzu jest jeszcze lepiej zachowany. Uwierzcie mi - na upalne dni, jakie nadchodzą nie ma nic lepszego od porcji zmrożonego zapachu bzu.


1/2 litra zimnej wody /przegotowanej/
ok. 1/4-1/3 szklanki syropu z bzu 
sok z cytryny


W misce/garnku mieszamy wodę z syropem i dodajemy sok z cytryny. Proporcje są bardzo orientacyjne i na oko - musicie smakować i zdecydować jaki smak płynu najbardziej Wam odpowiada. Płyn przelać do zamykanego szczelnie pojemnika i wstawić do zamrażarki, aby zaczął częściowo zamarzać. Po ok. 1-2 godzinach wyciągnąć z zamrażarki i przy pomocy widelca pokruszyć zmrożone kawałki. Wstawić ponownie do zamrażarki i powtarzać tą czynność kilkakrotnie, aż całość zamieni się w puchate kryształki. Serwować w schłodzonych pucharkach. Rozkosz!

czwartek, 19 marca 2015

Biały bez i limonka - Somersby ElderfloweLime - nowy wynalazek Lorda *



Już jest! 
W tym roku przyszła przed czasem.
Nowa, zielona, wyczekiwana, pachnąca i tętniąca życiem.


Wiosna, oczywiście. 
Uwielbiam ją za wszystko. 
Za kolor, za zapach, za smak, za dźwięk. 
Za zieleń pachnącą świeżością i za radosny szum strumienia.


Jak zawsze bawimy się w chowanego.
Ona się kryje, a ja szukam - pierwszych śladów wiosny. 
Zazwyczaj wygrywam. 
Kępka krokusów, białe dzwonki przebiśniegów - przecież widać je z daleka. 
Ale bywa, że mnie zaskoczy i podsunie coś zupełnie niespodziewanego. 
Coś co uwielbiam, ale zawsze muszę na to czekać znacznie dłużej.


Biały bez. 
Bujne krzaki bzu oplatają mój ogród niczym ogromny wianek. 
Gdy kwitnie,  powietrze pachnie szczęściem - rześkim, cytrusowym, kwiatowym, trudnym do opisania zapachem, który dzięki kuchennej magii udaje się zamienić w równie cudowny smak.
Próbowaliście?


Na drobne, delikatne baldachy białego bzu czekam z prawdziwym wytęsknieniem. 
Marzę, by zachłysnąć się ich pierwszym zapachem i przypudrować nos żółtym pyłkiem.
Jak zatem opisać szczęście, gdy szukając pierwszych, niewinnych śladów wiosny natrafiam na biały bez – kwintesencję kwitnącej, rozbuchanej natury?


Trafia w moje ręce i cały jest wiosną #Somersby #EldeflowerLime - nowy smak Lorda, który połączył wyrafinowany smak bzu z orzeźwiająca nutą limonki. Czy można chcieć więcej?!


Oczywiście, że tak. Oczywiście, że ma się ochotę na więcej. I oczywiście, że to idealny pretekst na pierwszy wiosenny piknik. 
Zabiorę ukochany kosz i zaproszę przyjaciół. 
Rozsiądziemy się na trawie i będziemy upajać aromatem bzu, rześką limonką i błogim szumem, z jakim #Somersby #EldeflowerLime spływa wprost do podstawianych szklanek.
Taka wiosna o smaku bzu, to jakby już lato blisko.... Rozmarzyłam się?!


Ale jak tu nie marzyć o lecie, przyjęciach w ogrodzie i beztroskich wędrówkach, gdy pod nosem i na podniebieniu czuje się zapach bzu i smak limonki, a pewien sprytny gadżet aż woła "gdziekolwiek idziesz, zabierz Somersby z sobą" ?!
Ja już spakowałam moje #Somersby #EldeflowerLime (obowiązkowo schłodzone) i ruszam na spotkanie na trawie. Wam też polecam!
Ze wszystkich smaków Somersby ta wersja z bzem i limonką smakuje mi najbardziej. Jest cudownie orzeźwiająca, nie za słodka i naprawdę czuć w niej bez, a to dla mnie najważniejsze! 

*wpis sponsorowany, powstał przy współpracy z Carlsberg Polska przy promocji nowego smaku marki Somersby. Napój zawiera 4,5% alkoholu i przeznaczony jest wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails