Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomidory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomidory. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 lipca 2012

Ciepło - zimno. Lato - chłodnik. Arbuzowo-pomidorowy.



Ciepło, cieplej, gorąco...
Zimno, zimniej, lodowato...
W prawo, w lewo, do tyłu, na wprost....
Chodzisz i szukasz bez mapy, za to z kompasem ze słów i nawigacją ukrytą głęboko w sercu.


Drażnią Cię te skoki temperatur.
Raz już gorąco, już prawie, prawie....
I znów fala chłodu zalewa euforię i zmienia ją w łzawe sople.
I znów się cofasz, z nadzieją na ciepło.


Niepewnym krokiem, jak w zwolnionym filmie, trochę jak surfer próbując uchwycić falę, kołyszesz się na boki.
Chwytasz się nadziei rozpostartej jak żagiel i czekasz na wiatr.
Aż zawieje i nadmie ten żagiel porywistym okrzykiem szczęścia.
Wtedy już się nie dasz zmylić.


Gnany przekonaniem obierasz zwycięski kurs nie gubiąc kierunku. 
Tak, tym razem bezbłędnie trafiasz do celu. 
Czujesz się zwycięzcą.
Super-bohaterem.
Możesz wszystko.


Znalazłeś to czego szukałeś, co przed Tobą ukryto. 
Masz swoją nagrodę. 
Pokonałeś dla niej paraliżujące zimno, nie poddałeś się, gdy gorąco odbierało rozsądek i na widnokręgu malowało kolejną fatamorganę. 
Jest.
Twoja.


Już jej nie nie spuścisz z oka.
Nie pozwolisz upchać pod stertą nabrzmiałych sennymi marzeniami poduszek ani na dnie upchanej od zakurzonych wspomnień szuflady. 
Ta chwila jest Twoja.
Tylko Twoja.
To na nią czekałeś i oddasz jej wszystko co masz.


A nie musisz mieć wiele. 
Wystarczy świadomość i pewność, że to tu i teraz,
że złapałeś życie i jest takie, jak na slajdach, które gromadziłeś w wyobraźni. 
Nie! Tu i teraz jest jeszcze piękniejsze!


Jest prawdziwe.
Spijasz je łapczywie marząc, by kielich był bez dna, które prędzej czy później i tak spojrzy Ci w oczy...
Ale teraz o tym nie myślisz.
Teraz smakujesz szczęście.


Pierwsze kęsy łapczywie, zachłannie. Później już wolniej, delektując się każdą porcją tak, by nakarmić pamięć do syta. 
Musi starczyć na ten czas, gdy znów Cię wciągną do zabawy w ciepło-zimno.


Ciepło, cieplej, gorąco.
Lato.
Chwile szczęścia przeplatane płaczem deszczu. 
Ciepło, cieplej, gorąco. 
To czego szukasz jest chłodne i rześkie.


Ma smak dojrzałego w słońcu arbuza, któremu wtóruje słodycz lipcowych pomidorów i jędrny miąższ zielonych ogórków. 
Słodko-słony.
Miętowy.
Orzeźwiający.


Tak. Chłodnik arbuzowo-pomidorowy jest tym czego szukałeś. 
Spijasz go łapczywie marząc, by talerz był bez dna.
Ta chwila jest Twoja. Tylko Twoja.
Znalazłeś to czego szukałeś.
Smakujesz szczęście.


CHŁODNIK ARBUZOWO-POMIDOROWY 

1/2 kg pomidorów
1,5 kg miąższu z arbuza (bez pestek)
1 duży zielony ogórek
garść świeżych listków mięty
ser feta 
4-5 łyżek oliwy z oliwek
sok z cytryny do smaku
szczypta soli


Pomidory i wypestkowanego arbuza pokroić na kawałki. Ogórek obrać ze skórki i także pokroić. Wrzucić do blendera, dodać oliwę, część listków mięty i zmiksować - w zależności od upodobań można miksować na gładką masę, ja zostawiłam część kawałków, aby zapewnić sobie przyjemność chrupania.. Doprawić do smaku sokiem z cytryny i szczyptą soli.  Jeśli arbuz i pomidory nie były wcześniej schłodzone, przełożyć do lodówki. W przeciwnym wypadku podawać od razu posypując z wierzchu serem feta i resztą posiekanych listków mięty. Boskie!


*przepis na chłodnik pochodzi z tej strony - klik

sobota, 11 lutego 2012

Stecca. Po prostu.


"Tajemnicą, ku której dążył była prostota, harmonijna prostota, zaskakująca bardziej niż skomplikowana magia". 
V. Nabokov, "Obrona Łużyna"


Właściwie wszyscy to wiemy. 
Powinniśmy wiedzieć. 
Uwierzyć i nigdy nie zwątpić - w prostotę. 
To takie proste i trudne zarazem. 
Czasem niemal niewykonalne. 


Przywykliśmy do dodatków, upiększeń, komplikacji, nadmiaru i bezmiaru zbyteczności. 
Pewnie, że sukienka w kwiaty z koronką i falbankami może być piękna, ale czyż to nie prosta mała czarna pozostanie królową klasyki i dobrego stylu?!


Pstrokaty parasol na drewnianej nóżce. 
W jego cieniu ogonek, a pod nim wisienka.
Wokół niej wiórki czekolady i kakaowy pył kryjący chmurę bitej śmietany.  W środku w końcu dochodzimy do sedna - kawa, ale to nie koniec - pod nią jeszcze dwie warstwy sama nie wiem czego. 


Pewnie, że wygląda kusząco.
Pewnie, że bywa, iż smakuje całkiem nieźle.
Pewnie, że też się dałam skusić - choć dawno, już nawet nie pamiętam kiedy. 


I pewne jest to, że nic mi nie zastąpi smaku dobrego espresso.  Chcę kawy czystej, nie zagubionej wśród mdlącego rozpieszczenia dodatków. Kawy, po prostu.


Prostota.
Nie wiem dlaczego tak czasem trudno ją znaleźć.
Czemu nie widać jej od razu na horyzoncie i błądzimy wśród zawiłości drogowskazów, które kończą się ślepą uliczką. 



Tak bym chciała mieć kompas, który poprowadzi mnie zawsze z punktu A prostą drogą do punktu B, nie zahaczając o dodatkowe podpunkty, paragrafy i usypane drobnym maczkiem zasadzki.
Tak bym chciała, żeby szarość była wyłącznie kwestią mody, a nie wymuszonym kompromisem bieli z czernią.


Żeby "tak" znaczyło "tak", a nie "być może".
Żeby uśmiech był zawsze lekarstwem, a nie fałszywym grymasem. 
Żeby nadmiar nie oślepiał. 
Żeby patrząc w dal, nie zgubić tego co blisko. 
Tak po prostu. 


Myślę, że wbrew pozorom w prostocie jest więcej magii niż możemy przypuszczać. 
Czasem to wręcz onieśmiela. 
Wydaje się niemożliwe.


Aż chce się coś dodać, zrobić coś więcej.
Ale nie trzeba. Prostota broni się sama. 
Wyjątkowość w czystej formie. 


Wciąż nie przestaje mnie to zadziwiać.
Bo jak to możliwe, żeby upiec pyszny chleb bez nawet odrobiny zagniatania?! Przecież rękawy aż same się zakasują, żeby rozgrzać dłonie uściskiem zlepionym z mąką!


A jednak można bez tego. 
Ba, nawet trzeba! Wszelki nadmiar dobrych chęci, by ciasto dopieścić jest to absolutnie zabroniony.


Wyjątkowa w swej prostocie metoda Jima Laheya na chleb bez zagniatania wzbudziła już wiele emocji. Najpierw niedowierzanie, potem euforię, że to możliwe.
A jakże!

Ze mną było tak samo.  Gdy pierwszy raz piekłam jego chleb byłam święcie przekonana, że nie wyjdzie - no bo jak?! 
Tak sam z siebie, bez pomocy!?
Że niby mam nic nie robić, a on i tak urośnie i wyjdzie z pieca rumiany i zachrupie skórką na powitanie?!


Tak zrobił!  
Pomyślałam wtedy, że nie ma nic prostszego. 
Myliłam się.
Jest Stecca


Po włosku "listewki", a po piekarsku podłużne cieniutkie chlebki nadziane z wierzchu oliwkami, pomidorkami lub czosnkiem. 
Trochę jak płaskie bagietki, z cudownie chrupką skórką i mocno dziurkowanym, delikatnym i lekko wilgotnym miąższem. 


Nie muszę chyba pisać, że najlepiej smakują jeszcze gorące, urywane po kawałku.
To coś pomiędzy focaccią a najprostszą pizzą. 
Pyszne.
Proste.
Stecca, po prostu. 


STECCA
/na 4 podłużne chlebki/

3 szklanki mąki
1/2 łyżeczki soli
3/4 łyżeczki cukru
1/4 łyżeczki drożdży instant
1,5 szklanki wody

Dodatkowo
oliwa do smarowania
oliwki
pomidorki cherry
czosnek
zioła i sól morska do posypania


Do miski wlać wodę, wsypać drożdże i mieszać do momentu aż się rozpuszczą. Dodać mąkę, sół i cukier i przy pomocy drewnianej łyżki (lub ręką) wymieszać tak, aby składniki się dobrze połączyły i utworzyły lepkie ciasto - ok. 30 sekund. Nie zagniatać! Miskę nakryć folią i odstawić w temperaturze pokojowej na 12-18 godzin, aż ciasto podwoi objętość, a na powierzchni pojawią się bąbelki ( u mnie wyrastało prawie 20 godzin).

Ciasto przełożyć na posypaną mąką stolnicę i złożyć 2-3 razy, a następnie delikatnie nadać mu kształt płaskiej kuli. Posmarować z wierzchu odrobiną oliwy i posypać 1/4 łyżeczki soli. Przełożyć na ściereczkę obsypaną obficie mąką. Wierzch ciasta również delikatnie oprószyć mąką i nakryć ścierką. 


Odłożyć ponownie do wyrastania na 1-2 godzin. Ciasto jest gotowe kiedy niemal podwoi objętość, a po dotknięciu palcem pozostaje w nim wgłębienie. W przeciwnym wypadku poczekać jeszcze ok. 15 minut. 


Piekarnik nagrzać do temperatury 260 stopni . Blachę do pieczenia natłuścić oliwą.
Wyrośnięte ciasto podzielić na cztery części. Każdą delikatnie rozciągnąć tak, aby powstał płaski chlebek o długości zbliżonej do wielkości formy. Posmarować z wierzchu oliwą z oliwek, nałożyć wybrane dodatki, posypać ziołami i solą morską.
Piec ok. 15 minut, do momentu aż skórka ładnie się zrumieni. 
Proste, prawda?!

 * przepis i inspiracja z tej strony - klik.

środa, 31 sierpnia 2011

TU I TAM nr 14. Owoc, który stał się warzywem i ser, który zamienia sie w lody.



Dojrzałe lato. Pachnie skoszonym zbożem i najpiękniejszym owocem.
Ten owoc jest zachwycający.
Uwiódł nas całkowicie i wziął w posiadanie nasze kuchnie - Amber i moją.
Pozwoliłyśmy mu na to. Zobaczcie co potrafi.
Zapraszamy!


Dziś będzie królował Pan Pomidor.
 

Dla mnie król warzyw, choć w istocie jest przecież owocem, co czyni go jeszcze bardziej wszechwładnym i niezastąpionym.  Paleta kolorów, kształtów, nazw, rozmiarów i smaków, jakie przybiera nie przestaje mnie zadziwiać i inspirować.


Malinowe, truskawkowe, cherry, lima, paprykowe, bawole... - nieskończone możliwości, wszystkie pełne pomidorowej rozkoszy.
Często słyszę pytanie "Jaka jest Twoja ulubiona potrawa?" albo "Gdybyś mogła wybrać tylko trzy rzeczy do jedzenia, jakie wybrałabyś?"


Domyślacie się jaka jest odpowiedź. Tak, zawsze, niezmiennie na pierwszym miejscu pojawia się właśnie on - POMIDOR. Nie wyobrażam sobie dobrej kuchni i smacznego jedzenia bez pomidorów.


Począwszy od zjadanego wprost z krzaka, jeszcze ciepłego od słońca, po kolejnego jego, niekończące się wcielenia. Te najprostsze i te najbardziej wymyślne i zadziwiające.


Kto z Was podczas górskiej wycieczki nie zagryzał kanapki soczystym, ociekającym po brodzie pomidorem?
Kogo nie zachwyca pajda świeżego chleba posmarowanego grubo masłem i obłożonego plastrami pomidora?
Kto nie kocha ponad wszystko domowej zupy pomidorowej swojej Mamy?


Kto jest w stanie przejść obojętnie obok chrupiącej bruschetty, sałatki caprese czy dobrego makaronu z sosem ze świeżych pomidorów?
Kto w upalny dzień nie skusi się na porcję rześkiego gazpacho?


Kogo nie ucieszy słoik konfitury z zielonych pomidorów czekającej na towarzystwo świeżego croissanta czy domowej drożdżówki?
Kto nie będzie ciekaw smaku pomidorowych lodów i genialnego pomidorowego creme brulee?


Kto w hiszpańskiej tawernie odmówi sobie wielkiej grzanki z czosnkiem i pomidorami?
Kto choć raz otwierając słoik suszonych pomidorów nie rozmarzył się nad słońcem i krajobrazem, w jakim dojrzewały?


Kto z Was minie sierpniowy stragan z pomidorami i oprze się pokusie sięgnięcia po dojrzały owoc, by otulić go dłońmi i z zamkniętymi oczami podsunąć pod nos chłonąc zapach słodkiego, dojrzałego lata?
Kto z Was po prostu nie kocha pomidorów?


Zadam jeszcze jedno, ostatnie pytanie - kto z Was ma ochotę na porcję wytrawnego ciasta pomidorowego?
Z pomidorami w trzech odsłonach. I z porcją niezwykłych wytrawnych lodów.


Ciasto z pomidorami właściwie nie powinno nikogo dziwić, przecież pomidor jest owocem. A jednak w takim wydaniu nie jesteśmy do niego przyzwyczajeni. Tym bardziej zaciekawił mnie przepis, w którym pojawia się przecier pomidorowy oraz suszone i świeże pomidory.


Lubię ciasta.
Bardzo lubię lody.
Uwielbiam pomidory z serem.
Przepadam za ciastem podanym z lodami. 
Zakochałam się w pikantnych lodach z camemberta podanych z pomidorowym ciastem.


Te lody długo czekały na zrobienie.
Od momentu, kiedy zobaczyłam je w książce M. Roux Jajka wiedziałam, że muszę je zrobić. I od tej pory szukałam dla nich odpowiedniego towarzystwa. Wytrawne ciasto pomidorowe z macerowanymi w occie balsamicznym jabłkami, tymiankiem i oliwkami spełnia wszystkie te oczekiwania. Wilgotne i aromatyczne cudownie syci pomidorową rozkoszą i przygotowuje podniebienie na lekko pikantny powiew kremowych lodów.

Ciasto i lody.
Pomidory i camembert.
Nic nie jest takim jakim się wydaje, a jednak smak przekonał mnie, że to ich kolejne niezapomniane wcielenie. 
Uwierzcie mi - można się zatracić w tych smakach. 
Rozkosz. 
Pomidorowo-serowa. 


WYTRAWNE CIASTO POMIDOROWE Z JABŁKAMI I TYMIANKIEM
/piekłam z połowy porcji w tortownicy o średnicy 21 cm/* 

150 g czarnych oliwek
4 suszone pomidory (użyłam "domowych")
3 ząbki czosnku
szklanka oleju
1 kg winnych jabłek 
4 łyżki octu balsamicznego
1,5 łyżki suszonego tymianku (zamieniłam na świeży z ogródka i dałam więcej)
łyżka mąki ziemniaczanej
3 jajka
szklanka przecieru pomidorowego (najlepiej domowego; takiego użyłam)
2,5 szklanki mąki
2 łyżeczki sody
łyżeczka proszku do pieczenia
łyżeczka soli
1/2 łyżeczki pieprzu
łyżeczka słodkiej papryki w proszku
kilka plasterków sera camembert
pomidorki truskawkowe do dekoracji


Oliwki, pomidory i czosnek drobno posiekać, zalać kilkoma łyżkami oleju i odstawić na pół godziny. Jabłka obrać, pokroić w talarki, skropić octem balsamicznym, obtoczyć w łyżce tymianku i mące. Jajka roztrzepać, porcjami dodawać przecier pomidorowy, mąkę przesianą z sodą i  proszkiem, olej i pozostałe przyprawy, w tym oliwki z pomidorami i czosnkiem, na końcu jabłka. Wymieszać. 
Przełożyć do blachy wyłożonej papierem do pieczenia. Piec 50-60 minut w temperaturze 160 stopni. Pod koniec na wierzchu ułożyć plasterki sera. Zapiekać, aż ser się roztopi. Po wyjęciu z piekarnika na stopionych plasterkach ułożyć małe pomidorki. 
Podawać z gałką lodów z sera camembert skropionych kremem z octu balsamicznego. 



LODY Z SEREM CAMEMBERT 
/składniki na 4 porcje/**

25 ml mleka 
3 żółtka
12 g drobnego curku
szczypta soli
ok. 150 g dojrzałego camemberta dobrej jakości  
mała szczypta pieprzu cayenne
4 krople tabasco


Mleko zagotować w rondelku. W misce roztrzepać żółtka z cukrem i solą, aż nabiorą konsystencji kremu. Wlać gotujące się mleko, cały czas mieszając trzepaczką. Następnie przelać wszystko z powrotem do rondla. Podgrzewać na wolnym ogniu mieszając drewnianą szpatułką, aż krem zgęstnieje na tyle, by lekko ją oblepiał. Kiedy przejedziemy palcem, powinien się całkiem zmywać. Natychmiast zdjąć z ognia i przelać masę do miski.


Z camemberta odciąć skórkę i pokroić ser na cienkie plasterki. Wrzucić do kremu. Dobrze zamieszać, aż ser się roztopi. Dodać pieprz i tabasco.
Miskę ustawić na kawałkach lodu, żeby masa szybciej wystygła i mieszać od czasu do czasu, by nie powstał kożuch. Przelać do maszynki do lodów i ukręcać przez ok. 20-25 minut. Podawać od razu lub przełożyć do zamrażalki.

* przepis pochodzi z magazynu KUCHNIA,  NR 3-2009
** przepis cytuję z książki M. Roux Jajka 

Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails