"Każde ma się rozumieć inne. Jedna napoleonka, ptyś z kremem kawowym, dwie tartaletki z truskawkami i torcik migdałowy. Poza jednym czy dwoma, z góry wiadomo co komu przeznaczone - a którym to łakomczuszki napełnią ekstra brzuszki?
Wyliczasz bez wahania. Posłuszna pani za ladą chwyta kolejno szczypcami przedmioty twego pożądania; nawet nie okazuje zniecierpliwienia, kiedy kartonik musi zmienić - napoleonka nie wchodzi.
To ważne - ta tekturowa, kwadratowa tacka o zaokrąglonych podwiniętych brzegach. To ona tworzy solidny fundament delikatnej konstrukcji, narażonej na wiele zagrożeń.
- To wszystko!
Tak więc pani ekspedientka spowija kartonową tackę w piramidkę różowego papieru, a potem przewiązuje ją brązową wstążeczką.
Kiedy wydaje resztę, trzymasz paczuszkę od spodu, ale ledwie przekroczysz drzwi cukierni, chwytasz za wstążeczkę i niesiesz, z lekka od siebie odsuwając. Tak to już jest - niedzielne ciastka nosi się jak wahadełko. Kroczysz więc naprzód - różdżkarz maleńkich ceremonii - nie pusząc się zbytnio, ale i bez fałszywej skromności.
Czy nie ośmiesza cię aby odświętna powaga, godne trzech króli dostojeństwo? Ale skądże. Jeśli w niedzielę chodniki mają smak próżniactwa, rozkołysana piramidka też ma w tym swoją rolę. (...)
Kiedy wydaje resztę, trzymasz paczuszkę od spodu, ale ledwie przekroczysz drzwi cukierni, chwytasz za wstążeczkę i niesiesz, z lekka od siebie odsuwając. Tak to już jest - niedzielne ciastka nosi się jak wahadełko. Kroczysz więc naprzód - różdżkarz maleńkich ceremonii - nie pusząc się zbytnio, ale i bez fałszywej skromności.
Czy nie ośmiesza cię aby odświętna powaga, godne trzech króli dostojeństwo? Ale skądże. Jeśli w niedzielę chodniki mają smak próżniactwa, rozkołysana piramidka też ma w tym swoją rolę. (...)
Te rodzinne niedziele. (...)
Na końcu brązowej wstążeczki czas kołysze się jak kadzielnica." *
Niedziela.
Niedzielne próżniactwa.
Niedzielne ciastka.
Niedzielne lenistwo.
Niedzielne spacery.
Niedzielne spotkania.
Niedzielne wyjazdy.
Niedzielna przyjęcia.
Z góry wiadomo co komu przeznaczone?
Wybieracie po chwili z każdego, czy zapełniacie niedzielne pudełko ledwo mieszczącym się w nim lenistwem? A może jak co tydzień hucznym rodzinnym spotkaniem? Oczywiście przy ciastkach!
Niedziela.
Bywa, że ją uwielbiam. Bywa, że oddałabym wiele, by wymienić ją na sobotę.
Rzadko ją planuję, zresztą jak większość dni. Zdecydowanie bardziej wolę przeżywać ją spontanicznie. Zaplanowana zwykle pozostaje w sferze planów - bo Ktoś ma gorączkę, po znowu pada, bo zaspaliśmy, bo jednak nam się nie chce...
Lepiej nie planować.
Tak samo jak z ciastkami z cukierni.
Przychodzisz z ochotą na jedno. Stajesz w kolejce i to jedno ciastko zaczyna pączkować - może i czasem dosłownie;) Wychodzisz z całym pudełkiem owiniętym w grzeszne pożądanie spróbowania każdego.
Dawno już nie kupowałam ciastek w cukierni ( nie licząc regularnych zrywów po WZ-kę;), choć bardzo lubię te cudownie słodkie dylematy. Dlaczego? Po pierwsze do naprawdę dobrej cukierni mam za daleko. Po drugie zawsze sama przygotowuję coś słodkiego.
Po trzecie żadna z okolicznych cukierni nie pakuje ładnie ciastek na wynos. Tekturowa tacka, szary papier i bezduszna reklamówka. Żadnej finezji, żadnego jakże obiecującego szelestu pergaminu, a wstążeczkę mogę sobie co najwyżej sama zawiązać we włosach.
Nawet gdybym przymknęła oko na odległość i opakowanie i sama sobie dała urlop od pieczenia, w żadnej cukierni nie dostanę ciasta, które od zeszłej niedzieli w całości, po brzegi, bez skrawka miejsca na konkurencję, absolutnie zawładnęło moim sercem.
Biszkopt bazyliowy. Bizcocho de albahaca.
Już teraz na dźwięk tego słowa mam ochotę przerwać pisanie i biec do kuchni zrywając po drodze kolejne garści bazylii.A jak to z miłością bywa - ta spadła na mnie zupełnie niespodziewanie - bo choć uwielbiam bazylię, zdawało mi się dotychczas, że za biszkoptem aż tak bardzo nie przepadam. Przyznaję, zjadałam od czasu do czasu, ale bez większych emocji, nosząc w sercu głębokie przekonanie, że to ciasto dla dzieci i rekonwalescentów!
Zmieniam zdanie.
Cofam wszystko.
Publicznie zwracam honor biszkoptowi pod jednym zdecydowanym i niepodlegającym żadnym negocjacjom warunkiem - musi być bazyliowy!
Uwielbiam te pozornie naruszające zasady kulinarne rewolucje, przewrotności, eksperymenty, które z czasem stają się powszechnie panującą klasyką.
Brownie z buraków czy cukinii, ciasto czekoladowe z bakłażanem (klik), karmel z solą morską, truskawki z pieprzem...Chyba nikogo już dziś nie dziwią. Klasycznie uwielbiane przez większość.
Kolejnym kandydatem jest biszkopt bazyliowy. Wszystko w nim jest cudowne.
Począwszy od cukru bazyliowego, jaki najpierw trzeba zrobić, po piękny seledynowy kolor i wyjątkowy, niezwykły smak. Jeśli dodacie bitą śmietanę i soczyste, słodkie truskawki (moje moczyły się wcześniej w syropie z dzikiego bzu), otrzymacie najpyszniejsze ciasto, nie tylko na niedzielę.
Piszę to z pełną odpowiedzialnością, mając świadomość, że wcześniej w podobny sposób nie raz zachwycałam się bezami, brownie i wszystkim co kawowe i karmelowe. Wszystkie te rozkosze schodzą na drugi plan.
Biszkopt jest mięciutki, wilgotny, delikatny. Niezwykły kolor zawdzięcza bazylii, która po utarciu z cukrem nabiera cudownego smaku i jest wręcz stworzona do deserów. Jej smak nie dominuje, ale jest idealnie wyczuwalny i wspaniale komponuje się ze smakiem truskawek i bitej śmietany.
Nie bójcie się tego połączenia. Pokochajcie bazylię nie tylko w sałatce caprese i na pizzy. Już sama utarta z cukrem stanowi wyjątkowy przysmak - posypcie nią lody, dodajcie do drinka...
Niedziela ma teraz dla mnie smak biszkoptu bazyliowego.
Nieprędko pójdę po ciastka do cukierni.
A jak smakują Wasze niedziele?
Chodzicie w niedziele po ciastka do cukierni?
Jakie są Waszymi ulubionymi?
BIZCOCHO DE ALBAHACA - BISZKOPT BAZYLIOWY
/na tortownicę o średnicy 20 cm/ 2 garści listków bazylii
150 g cukru
100 g masła w temperaturze pokojowej
100 g mąki
2 jajka
szczypta soli
bita śmietana
świeże truskawki (zalecam macerowane wcześniej w syropie z dzikiego bzu)
Liście bazylii utrzeć w malakserze z cukrem - powstanie masa przypominająca w konsystencji mokry piasek. Masło utrzeć na puch, dodawać po jednym jajku oraz cukier bazyliowy. Na koniec dosypywać stopniowo przesianą mąkę z odrobiną soli. Gdy masa będzie jednolita, przełożyć ją do wyłożonej papierem do pieczenia formy o średnicy 20 cm i wstawić na 20-25 minut do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 stopni.
Upieczony i lekko przestudzony biszkopt udekorować bitą śmietaną i truskawkami. POEZJA!
* Cytat pochodzi z eseju "Paczuszka z ciastkami w niedzielne przedpołudnie" , z książki Pierwszy łyk piwa i inne drobne przyjemności, której autorem jest Philippe Delerm.
** przepis na biszkopt bazyliowy znaleziony na tej stronie - klik





























