Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fasola. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fasola. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 marca 2011

W marcu jak w ... Casserole. I niezbędna uwaga.



"681. Niezbędna uwaga. 

Głównym zadaniem i podstawową troską każdej gospodyni musi jednak pozostać codzienny domowy obiad. Po pierwsze winien on być podawanym punktualnie, tak jak wymaga rozkład czasu w rodzinie, a więc w oznaczonym czasie wszystkie potrawy muszą być gotowe.  Po drugie, podawane jedzenie ma być zdrowem i pożywnem, po trzecie - musi odpowiadać pieniężnym warunkom domu. Nie zawsze tanie i nie zawsze drogie potrawy, tylko stosowna ich zmiana z zwróceniem uwagi na porę roku, powinna być przewodnią zasadą każdej gospodyni. Tak np. zimą ograniczamy się przeważnie strączkowemi roślinami i kaszą, co nie jest potrzebne latem, gdy jest dość młodej jarzynki, to możemy przyrządzić bardziej pożywną zupę, a do mięsa dać sałatę. Stół świąteczny urozmaicamy leguminą, tortem, etc. Główną jednak zasadą, jak to było już parę razy nadmieniane, pozostanie stosowny rozkład i kolejna zmiana różnych potraw. "   Kuchania Koszerna, Rebekka Wolf


I co Wy na to?
Zgadzacie  się?
Przyznam, że mnie ten tekst ogromnie rozbawił, choć rozumiem "jego dobre intencje". 
Wyobraziłam sobie sfrustrowaną gospodynię nerwowo zerkającą na zegar i do garnków, uwikłaną myślami  czy zdążę na czas, czy obiad jest wystarczająco zdrowy i pożywny i odpowiedni na zasobność portfela? A, i czy pasuje do pory roku? Co będzie jeśli z roztargnienia sałata trafi na stół w środku zimy? Czy da się naprawić takie faux pas?


Uff, potwornie męczące i dalekie od tego czym dla mnie jest przygotowanie wspólnego posiłku. A jest to przede wszystkim przyjemność. Radość łączenia, ciekawość smaku i oczekiwanie na to, by wspólnie zasiąść do stołu. Nie dręczę się myślami o obiedzie. Pozwalam im swobodnie i bez przymusu przepływać przez głowę. Rozglądam się bez pośpiechu szukając wskazówek - może kryją się w jednej z książek kucharskich, a może w koszyku z warzywami albo czekają zziębnięte w zamrażarce... Lubię ten moment zaskoczenia, gdy idąc tropem przeróżnych pomysłów i składników docieram do celu.

Teraz zaczyna się kolejny ekscytujące moment. Kuchnia zamienia się w małą (a czasami całkiem sporą) orkiestrę. Stukają noże, dołącza się perkusja garnków, w tle coś syczy, bulgocze, paruje. A ja, niczym dyrygent z wielką łyżką próbuję i mieszam i prowadzę tą orkiestrę do kulminacyjnego momentu. Szykuję miejsca, wybieram talerze, sztućce, miseczki, nakrywam do stołu. Rozchodzące się z kuchni zapachy rozesłały już zaproszenie. Nie musimy się nawoływać ani czekać na siebie. Siadamy razem do stołu. Muzyka kuchni ustępuje miejsca słowom przy stole. Jemy, rozmawiamy, śmiejemy się, sięgamy po kolejne dokładki. I szczęśliwie nikt nie patrzy na zegarek. Najzwyczajniej w świecie cieszymy się tą wspólną chwilą. Tym, że możemy razem usiąść do stołu. Po prostu. 


Wiem, że nie zawsze wspólny posiłek jest możliwy. Doskonale rozumiem, że odwieczny dylemat "co na obiad?" nie raz dręczy i frustruje zamieniając gotowanie w przymus i męczącą konieczność. I mnie czasami także dopada to uczucie. Ale nawet w takich chwilach, gdy nie mam czasu ani pomysłu, mobilizuje mnie myśl o tym, że nie muszę wymyślać wyszukanych dań, przecież bliskich ucieszy nawet najprostszy posiłek - ulubiona pomidorowa czy naleśniki z serem. Jeśli przygotujemy go z sercem, doprawimy go najlepiej na świecie.  Jedzenie gotowane z przymusu, na czas i bez przyjemności nigdy nie będzie tak smaczne jak byśmy chcieli. 


Weekendowe wspólne obiady smakują nam najbardziej. Wtedy nikt się nie spieszy, mamy czas i głowy pełne pomysłów. Nie patrzymy na zegarek, wstajemy kiedy chcemy i robimy to na co mamy ochotę. Ja od dawna miałam ochotę na casserole cukiniowo-fasolowe. Przepis znalazłem i zaznaczyłam już dawno temu w jednej z moich ulubionych małych książeczek z BBC GoodFood "Let's cook - 52 Summer Vegetable Dishes" (tej samej, którą znalazłam na wyspie - klik) . 


Nazwa casserole pochodzi z języka francuskiego i oznacza ceramiczne naczynie do zapiekania, w którym gotowe danie jest  podawane i określane także mianem casserole. Pierwsze wzmianki o daniach typu casserole pochodzą z XVIII wieku, kiedy danie to przygotowywane było na bazie ryżu i mięsa. Wersji casserole jest chyba tyle ile wzorów i form samych naczyń do zapiekania. Można przygotować je z mięsem i warzywami, z rybą lub z samymi warzywami. To właściwie taka odmiana zapiekanego gulaszu lub potrawki.  


Ostatni marcowy weekend zamiast oczekiwanej wiosny zasypał nas śniegiem. Sprawdziło się przysłowie, że w marcu jak w ...No właśnie w casserole, w którym znalazła się "zimowa" fasola, ale i zielona jak wiosna cukinia. Cudownie aromatyczna, pełna pysznych warzyw  potrawa zajadana z chrupiącymi grzankami była idealnym daniem na sobotni nastrój i pogodę. Ta wersja casserole nie wymaga ani dużo czasu ani pracy, wspaniale smakuje, jest pożywna i zdrowa. Podałam ją w samą porę, to znaczy wtedy, gdy wszyscy poczuliśmy się głodni. No i zimowo-wiosennymi składnikami pasowała do marcowej zmiennej pogody. W ten oto sposób mogę śmiało mianować się wzorcową gospodynią , z tą różnicą, że gotowałam w iście radosnym i pełnym dobrych myśli nastroju ani razu nie spoglądając na zegarek.


CASSEROLE CUKINIOWO-FASOLOWE
/składniki na 4 porcje/

1 łyżka oliwy
1 duża cebula
3 średniej wielkości cukinie
150 ml wytrawnego białego wina
2 puszki pomidorów 
140 g czarnych oliwek
2 puszki białej fasolki flageolet 
2 łyżki świeżego rozmaryny
50 g masła
2 ząbki czosnku
2 łyżki siekanej pietruszki
sól, pieprz
1 bagietka 


Cebulę i cukinie pokroić na plasterki. W garnku rozgrzać oliwę i wrzucić na nią cebule, a po ok. 2 minutach cukinie. Trzymać na średnim ogniu przez ok. 10 minut, do momentu aż zmiękną i lekko się zrumienią. Dolać wino, doprowadzić do wrzenia i gotować 2 minuty (lub chwilę dłużej), aż wino w połowie wyparuje. Dodać pomidory z puszki, oliwki, fasolkę odsączoną z zalewy (można też samemu ugotować wcześniej fasolę - ja tak zrobiłam) oraz rozmaryn. Zagotować i dusić przez ok. 5 minut. Doprawić do smaku.
Masło połączyć z czosnkiem oraz pietruszką. Bagietkę pokroić na dość cienkie kromki, wysmarować masłem z ziołami. Ułożyć na potrawce z fasoli i zapiekać przez ok. 5-10 minut, aż grzanki ładnie się podpieką i zrumienią.


Moje zmiany - nie dodałam czarnych oliwek i rozmarynu, bo zwyczajnie zapomniałam :) , ale dodałam za to pokrojone w plasterki dwie duże marchewki. Grzanki wysmarowałam oliwą i posypałam suszonymi ziołami, a później posypałam także tartym parmezanem.  Casserole jedliśmy razem z kuskus - bardzo pasował, zwłaszcza razem z sosem, jaki powstał podczas przygotowania casserole. Pyszne, pożywne i zdrowe danie - bardzo Wam polecam!


* cytat pochodzi z książki Kuchania Koszerna, Rebekka Wolf, wyd. TENTEN - dziękuję Monice za Hamantaschen, bo to dzięki naszemu wspólnemu pieczeniu (klik) odszukałam tą książkę i teraz z zaciekawieniem się zaczytuję:)
** przepis cytuję za książką Let's cook - 52 Summer Vegetable Dishes, BBC Good Food, rok wydania 2005

Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails