Pokazywanie postów oznaczonych etykietą babeczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą babeczki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 lutego 2013

Weekendowa Cukiernia Luty 2013 - Fondant kajmakowy, czyli babeczki z płynnym kajmakiem



Najlepiej, żeby była przy rynku.
Albo na wąskiej brukowanej uliczce. 
Z dużą witryną, dzwoneczkiem nad drzwiami
i kręconą na korbkę roletą. 


Nieduża, przytulna.
W kolorach, które jak echo poniosą zapach
wanilii, karmelu, czekolady i kawy.


Cukiernia.
Moja.
Twoja.
Wasza. 


Nie muszę się zakładać. Ja to wiem.
Wiem, że przynajmniej połowa z Was marzy o własnej cukierni. 
Ja też. Połowa mnie.
Ta druga połowa ma w głowie coś zupełnie innego. 


Prawdziwej cukierni na razie, a może nigdy, nie będzie.
Jest za to inna.
Wirtualna. 
Zwana "weekendową", choć czynna jest przez cały rok. 


Przez okno Weekendowej Cukierni zaglądałam do środka jeszcze zanim powstała KUCHARNIA.
Sprawdziło się powiedzenie, że "je się oczami" - aż wstyd się przyznać, że wcześniej 
nigdy nie wzięłam udziału we wspólnym pieczeniu. 


Ponad rok temu Polka przekazała Cukiernię Małgosi i to dzięki jej pracy i zapałowi to wyjątkowe miejsce nadal istnieje. 
To dla mnie prawdziwy zaszczyt, że w lutym mogę poprowadzić Cukiernię i poczuć się jej gospodynią. 


Pamiętam czas, gdy Weekendowa Cukiernia i Weekendowa Piekarnia były dla kulinarnej blogosfery (i nie tylko) kultowymi niemal wydarzeniami. Skupiały tak wiele osób, łączyły pasją, czasem, wspólnym odkrywaniem nowych smaków, uczeniem się i dzieleniem z sobą. 


Tak było.
Gdzieś to uleciało. 
Część już nie pamięta, wiele nawet nie wie, o czym piszę. 
Szkoda. 
To był dobry czas. 
Czy powróci?


To zależy także od Was.
A w lutym i ode mnie - czy uda mi się namówić Was na wspólne pieczenie?
Bardzo bym chciała!
Teraz wszystko w Waszych rękach, a właściwie ... piekarnikach.


Chyba słusznie podejrzewam, że słabość do kajmaku mają niemal wszyscy. 
Tak, tak - Ty też, chociaż nie chcesz się do tego przyznać, a może jeszcze o tym nie wiesz!


Zacznijcie od puszki kajmaku. 
Otwórzcie ją. To drzwi do lutowej Cukierni.
Pierwsze dwie, trzy łyżki zjedzcie, nabierzecie apetytu na więcej.
Resztę zostawcie na babeczki. 


Będą niewielkie. Kajmakowe od stóp do głów.
A w środku schowane to, co najlepsze - płynny kajmak.
Natnijcie środek - wypłynie jak lawa, ciepła, niszcząca wszelkie myśli o diecie. 
Dulce de leche lava cakes.


A zatem do dzieła!
Łapki w górę, palec pod budkę - kto z nami piecze?
Nie ma wymówek, puszce kajmaku się nie odmawia!!!

Co trzeba zrobić, żeby wziąć udział?
Upieczcie babeczki i pokażcie je u siebie na blogu - macie czas do końca lutego.
Podeślijcie link swojego wpisu do Weekendowej Cukierni, do Małgosi - klik.
To wszystko!


FONDANT KAJMAKOWY - BABECZKI Z PŁYNNYM KAJMAKIEM
Dulce de leche lava cakes

masło do wysmarowania foremek
2,5 łyżki mąki plus odrobina do wysypania foremek
2 duże żółtka
1 duże jajko
1 i 2/3 szklanki kajmaku z puszki
lody waniliowe
opcjonalnie sól morska - polecam
foremki do zapiekania o pojemności ok. 120 ml 




Piekarnik rozgrzać do temperatury 210 stopni. Foremki natłuścić masłem i obsypać dno i ścianki mąką. Sugeruję użycie pojedynczych, niewielkich foremek - łatwiej wyciąga się z nich upieczone babeczki. Przy pomocy miksera ubić żółtka z jajkiem na puszystą masę. Ubijać przez ok. 2-3 minuty, do momentu aż ilość masy się podwoi i będzie spływała z mieszadła szeroką wstążką. Trwa to ok. 2-3 minut. Dodać kajmak i ubijać tak, by dobrze połączył się z resztą masy. Nadal ubijając stopniowo dosypywać mąkę. Przelać masę do przygotowanych wcześniej foremek (do wysokości 2/3 foremki) i włożyć do nagrzanego piekarnika.
Piec do momentu aż wierzch ładnie się zrumieni, ale środek będzie nadal płynny - trwa to ok. 10 minut.




Wyjąć z piekarnika i od razu bardzo ostrożnie przekładać z foremek na talerze. Przy pomocy noża zrobić na środku nacięcie - wypłynie masa kajmakowa. Podawać od razu z gałką lodów waniliowych.
Osobom, które lubią smak solonego karmelu i kajmaku, polecam dodanie soli morskiej do gotowej ubitej masy, przed przelaniem jej do foremek - ilość wg smaku. Moim zdaniem wersja z solonym kajmakiem jest o wiele smaczniejsza.
Jeśli babeczki pieczone były za długo, środek się zetnie i nie będzie już płynny. Mimo to smak babeczek, jak i wilgotna faktura pozostaną. 


* przepis pochodzi z tej strony klik klik


czwartek, 13 grudnia 2012

My sweet little clementine. Do góry nogami. I moja cisza.



"Mowa ziemi jest podobna do mowy miłości - ziemia także przemawia w ciszy". 
J. S. Tischner


Jaki kolor ma cisza?
Widziałeś ją?
Dotykałeś?
Trzymałeś w dłoni?
Jak długo?

Cisza jest bielą.
Piękną i puchatą.
I mieni się w słońcu, gdy to wyjrzy zza gór.



Jest spokojem. 
Tym porannym, gdy dom śpi, a ja już nie.
Wtedy cisza jest moja.
Tylko dla mnie.
Zbieram ją, by starczyła na długo. 
Na dni, gdy świat krzyczy, a ja zatykam uszy. 


Jest nadzieją.
Białą kartką, która czeka na mnie rano za oknem. 
Uczę się jak ją zapisać, by nie zburzyć tego spokoju.


Codziennie rano biała cisza.
Czekam na nią co roku.
Czekam aż zakryje szarości, chude szkielety drzew i błoto na drodze. 
Czekam aż otuli góry, zasypie łąkę i oprószy ogród. 


Moja cisza jest śniegiem, który leniwie opada na ziemię. 
Moja cisza jest bielą i spokojem. 
Płatkiem śniegu na nosie, nogami w zaspie i białą czapą dachu. 

I jest początkiem. 
Dźwięków i radości.
Skrzypnięć pod śniegowcami, gdy brodzimy w mroźnym puchu.
Śmiechów i nawoływań, gdy suniemy na sankach aż na skraj ciszy. 


Jest tłem.
Wyostrza dźwięki i kolory. 
Jest skupieniem.
Zbiera myśli w jeden bukiet. 
Jest wszystkim tym, czym chcę, by była. 


Jest czysta, biała, miękka, zimowa.
I wciąż niezmiennie pachnie dzieciństwem, 
gdy bez końca turlaliśmy się z górki i lądowali w śniegu do góry nogami. 
Upside down


Zabawa w śniegu, kolorowy szalik i siatka ukochanych klementynek. 
Dziurawa. 
My sweet little clementine - you're upside down!
Turlamy się w śniegu.
Klementynki i my.


W tej bieli zdają się jeszcze piękniejsze.
Gdy byłam dzieckiem istniały niemal jedynie w marzeniach. Najlepiej pamiętam smak tych, które mój Tato przywiózł z delegacji w brązowej, papierowej torebce. Zniknęły szybciej niż zdążył przywitać się ze wszystkimi.


Dziś są wszędzie.
Soczyste, słodkie, malutkie kuleczki do zjadania już bez pośpiechu, choć zawsze z tym samym apetytem. 
Pyszne na surowo. 


Uzależniające w odwróconych babeczkach. 
Zalane aromatycznym syropem smakują tak cudownie, że znikają niemal tak szybko, jak te z papierowej torebki sprzed lat. 
Moja cisza ma kolor śniegu i smak klementynek. 
A Wasza? 


UPSIDE DOWN CLEMENTINE CAKES - ODWRÓCONE BABECZKI Z KLEMENTYNKAMI
/proporcje na ok. 15 babeczek/

225  g masła
225 g mąki
225 g cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
4 jajka
otarta skórka z klementynek
ok. 1-1,5 łyżeczki brązowego cukru na każdą babeczkę
15 plastrów klementynek - po jednym na babeczkę


Syrop klementynkowy
1/2 szklanki soku z klementynek
1/2 szklanki cukru 


Piekarnik rozgrzać do temperatury 180 stopni. Masło ubić z cukrem na puszystą masę. Dodawać stopniowo po jednym jajku, ubijając tak długo, aż dokładnie połączą się z resztą. Dodać skórkę otartą z klementynek i wymieszać. Przesianą mąkę połączyć z proszkiem do pieczenia i wmieszać dokładnie do masy.  


Foremkę na mufinki natłuścić. Na dno każdego wgłębienia wsypać brązowy cukier i nałożyć plastry klementynek. Łyżką nakładać ciasto, tak by sięgało do 3/4 wysokości foremek.  Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec przez 25-30 minut, do momentu aż wierzch ładnie się przyrumieni. 


W czasie gdy babeczki się pieką przygotować syrop. Do rondelka wlać sok wyciśnięty z klementynek, dodać cukier i gotować na średnim ogniu aż cukier całkowicie się rozpuści, a syrop zacznie gęstnieć. 
Upieczone babeczki delikatnie wyjmować z foremek i jeszcze gorące zalewać syropem - będzie lepiej się wchłaniał. Najlepiej smakują na ciepło.


*przepis znaleziony na tej stronie - klik

Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails