Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Crepes Suzette. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Crepes Suzette. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 lipca 2011

Wakacje. Tort czy naleśniki? Crepes Suzette.



Wakacje.
Czyli co?
Urlop? 
Wolne?
Wyjazd nad morze, w góry, nad jezioro? 
Co to znaczy dla mnie, bo przecież każdy ma swoją definicję wakacji.
 

Spanie do późna i długie rozmowy do nocy.
Palce w kolorach owoców.
Krople kompotu spływające po brodzie.
Nogi sparzone od pokrzyw.
Odrapane łokcie i kolana.


Wybity palec u nogi i w ręce i nauczka, by już nigdy więcej do meczu piłkarskiego "Ośmiolatki" kontra "Reszta świata" (czyli ja) nie przystępować w za luźnych crocsach.
Ubrania w kolorach tęczy, tej na niebie po deszczu i tej od kolorowej kredy, którą właśnie zmył deszcz.


Ognisko.
Namiot na łące.
Biwak pod jabłoniami.
Kolejna tama w rzece.
Piłka na dachu z nadzieją wyczekująca kominiarza-wybawiciela. 
Świst lotki badmintona, gdy nagle wpada przez okno do kuchni. 


Lepkie od lukru palce sięgające po kolejną, jeszcze ciepłą, jagodziankę i najpiękniejszy odcień fioletu na zębach. 
Szalony berek wśród drzew i coraz trudniejsze skrytki podczas zabawy w chowanego. 


Kalejdoskop słoików na półkach spiżarki. 
Ciągle rosnąca liczba przetworów pod hasłem "To już na pewno ostatnie, jakie robię w tym roku", czyli wiadomo, że będzie zupełnie na odwrót. 
Zapach ziół na parapecie i coraz słodszy smak ukochanych pomidorów.
Rozkoszna kwaskowatość papierówek  o najpiękniejszym aromacie lata.


Duchy.
A jakże! W najlepszym wydaniu z wielkiego babcinego prześcieradła. Bo czy codziennie czytanie wieczorem wspaniałych "Wakacji z duchami" może skończyć się inaczej?! 
I wielka chęć na podróż autostopem, jak Poldek i Duduś z odkrywanej znów po latach "Podróży za jeden uśmiech" (pamiętacie?). 


Lody.
Mnóstwo lodów. Pysznych, domowych. 
O smakach nowych, wymyślanych, ulubionych. Zjadane późną nocą wprost z maszynki, która na próżno chce odpocząć. 


Zmęczenie. 
Ogromne i pełne szczęścia od wszystkich przygód, zabaw, słów, smaków i widoków, którymi cudownie przyprawiony jest każdy dzień. 
I piętrzący się stos książek, które wciąż czekają na swój czas. Ale on po paru znanych już na pamięć linijkach sam zamyka oczy i wysuwa książkę z sennie opadających na kołdrę rąk.


Cudowne beztroskie życie w "bezczasie". 
Pozbawione baterii zegary zatrzymały się w porach tak różnych, że czas odmierza jedynie poranne pragnienie kawy, wilczy głód popołudnia i ilość gwiazd na wieczornym niebie. 
Jak zwykle o tej porze zniknęły daty i dni tygodnia.
Czy to już środa czy dopiero poniedziałek. Wycieczka w weekend. To znaczy kiedy? Dziś, jutro czy za tydzień?
Jak i przede wszystkim po co odliczać dni skoro wszystkie zmieniły się w nieustające wakacje.


Spijam każdą kroplę tej cudownej mieszanki, z każdą chwilą zamieniam się w coraz szczęśliwsze dziecko.
Moja wakacyjna wyliczanka zdaje się nie mieć końca i zdaje mi się, że to nawet nie połowa. Podobnie jak nie ma końca ilość wspaniałych i wyjątkowych chwil z jakich utkane są wakacje. 


A jaka jest Wasza wakacyjna wyliczanka?
Czy znajdzie się w niej miejsce na naleśniki?
U nas to punkt żelazny wakacyjnego menu. Zjadane na późne śniadanie lub obiad we wszystkich możliwych wersjach wydają się być jedną z ulubionych potraw dzieci. Przynajmniej tych, które znam i które u nas bywają, także tych DUŻYCH dzieci;) 


Tym bardziej zaskoczyło mnie zdanie, którym Jan Kościuszko otwiera swój felieton w jednym ze starych numerów KUCHNI - " Naleśniki zazwyczaj nie kojarzą się nam zbyt dobrze, a te z serem czy dżemem przypominają nam niemalże obowiązkowe pozycje kolonijnych jadłospisów"* 


Nie wiem, jakie pan Jan ma  wspomnienia, ale u mnie naleśniki w wakacyjnym jadłospisie były i są zawsze przyjmowane z wielkim entuzjazmem, a kiedy sięgam pamięcią do moich czasów stołówkowych, jak dziś widzę euforię, z jaką były witane po szarych i bezpłciowych mielonych, bigosie i innych "daniach-wrzutach". 


Wakacje są nie tylko dla dzieci. Podobnie jak naleśniki. Dlatego smażę wielki stos. Część przełożona lipcowymi konfiturami znika rozchwytywana przez małe łapki. Drugi stos zostawiam tylko dla dorosłych. Sięgam po pomarańczówkę, ścieram skórkę z pomarańczy. Gotuję cudowny sos, smaruję nim piętrzące się w górę naleśniki, zapiekam i podaję jak tort. To moja wersja ukochanych Crepes Suzette. Pyszna, uzależniająca, wielowarstwowa. Zupełnie jak tegoroczne wakacje. 


NALEŚNIKOWY TORT a'la CREPES SUZETTE

30-40 naleśników (u mnie średnicy 14 cm)
80 g masła 
1/4 szklanki cukru 
sok i skórka starta z jednej pomarańczy
sok i skórka starta z jednej cytryny
2/3 szklanki świeżego soku pomarańczowego dodatkowo
4 łyżki (lub więcej) likieru pomarańczowego - najlepiej Grand Marnier, ja używam domowej pomarańczówki plus dodatkowo kilka łyżek do serwowania


Przepisu na naleśniki nie podaję. Każdy ma swój ulubiony i sprawdzony i taki wykorzystajcie. Mój przepis kieruje się podstawową zasadą, czyli odmierzaniem na oko;). 
W celu przygotowania sosu, w rondelku należy stopić masło razem z cukrem, skórką i sokiem z pomarańczy i cytryny wraz z dodatkowym sokiem pomarańczowym i likierem. Wszystko razem wymieszać. Zagotować i odstawić. 

 
Przygotować naczynie do zapiekania o średnicy zbliżonej do wielkości naleśników. U mnie była to forma na suflet. Naczynie wysmarować masłem i obsypać lekko bułką tartą. Na dnie położyć jeden naleśnik, posmarować go sosem (dość obficie) i postępować dalej tak samo aż do ostatniego naleśnika. Polać go z wierzchu resztką sosu i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. 


Zapiekać przez ok. 30 minut, aż wierzch się zrumieni i stanie się chrupiący. Po wyjęciu z piekarnika przełożyć na talerz lub paterę i kroić jak tort. Sos cudownie przenika naleśniki, których brzegi od zapiekania są rozkosznie chrupiące, a środek rozpływa się w ustach. Polane dodatkową porcją pomarańczówki przenoszą w krainę wielkiego szczęścia;)


* cytat z czasopisma KUCHNIA, nr 7(137)/lipiec 2006
** inspiracją był przepis znaleziony w KUCHNI, nr1(131)/2006


Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails