Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mandarynki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mandarynki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 stycznia 2011

Uroda i eliksir. Sernik mandarynkowy.


 

" O urodzie życia decyduje umiejętność cieszenia się chwilą."*

Ogromnie podoba mi się to zdanie.
Jest w nim tyle prawdy.
Choć jest proste, mówi o rzeczach, które nie zawsze łatwo nam przychodzą.
Pragnę tej urody.
Coraz bardziej o nią dbam.
Zaglądam głębiej, szukam, nasłuchuję z nadzieją, że znajdę te chwile, które kryją eliksir. 
Niezawodny środek na urodę.


Gdy go znajduję, delektuję się jego działaniem.
A potrafi naprawdę wiele.
Najbardziej doceniam jak niezwykle wyostrza wzrok. Pozwala dojrzeć piękno schowane za zasłoną pozorów i powierzchowności.
Rozpala zmysły spragnione czystych dźwięków, soczystych barw i gorących uczuć.
Daje wolność i niczym ni skrępowaną radość.


Eliksir życia.
Brzmi dziwnie?
A może to zwykły wymysł?
A może jedynie mikstura z bajki, w którą wierzą tylko dzieci?
Jeśli tak, to jestem dzieckiem.
Dużym dzieckiem, które wciąż wierzy w eliksir, nieustannie go szuka i zawsze z dziecięcą radością łapczywie połyka.


Eliksir zamknięty jest w chwilach.
Jego ilość zależy od ich pojemności.
Może starczyć na parę minut, choć bywa, że działa i przez kilka dni, tygodni...
Często jest na wyciągnięcie ręki. Wystarczy tylko się zatrzymać i zrozumieć, że to właśnie tu i teraz możemy spijać z życia najlepsze chwile.
A gdzie go szukać w ponury, deszczowy dzień? Gdy słońce to tylko odległa planeta, której od dawna nikt nie widział...
Uroda życia w taki dzień?!
A jakże! I to w słonecznych kolorach!


Jeśli światła i radości na próżno szukamy między strugami deszczu, posępnymi chmurami i rozszalałym wiatrem, może lepiej wyczarować ją samemu?!
Okrągły jak słońce.
Czekoladowy jak wszystko co uwielbiają małe i duże dzieci.
Promienny jak soczyste mandarynki.
Słodki.
Rześki.
Kremowy.
Kruchy.


Pyszny sernik mandarynowy jest pełen radosnej energii. 
Wywołuje uśmiech, przypomina o lecie, rozpływa się w ustach, a wraz z nim rozchodzi się po naszym ciele kolejna porcja eliksiru - chwilo trwaj! 
Kremowy sernik na kruchym czekoladowym spodzie pełen soczystych mandarynek to zdecydowanie najlepsze lekarstwo na szaro-bure dni! Częstujcie się:)


SERNIK MANDARYNKOWY 
/tortownica o średnicy 24 cm/

Na spód
350 g herbatników czekoladowych
120 g masła

Na masę serową
1 kg kremowego sera / użyłam President do serników/
ok. 200 g cukru pudru
4 jajka
1 puszka mandarynek
ok. 1/3 szklanki soku z mandarynek (zalewy z puszki)
2-3 łyżki soku z cytryny
folia aluminiowa


Dno tortownicy wyłożyć folią aluminiową - tak, aby folia otaczała także zewnętrzną obręcz tortownicy. Folia powinna zabezpieczyć tortownicę przed przedostaniem się do środka wody, gdyż sernik będzie pieczony w kąpieli wodnej.
Ciastka czekoladowe należy rozdrobnić, najlepiej używając do tego malaksera - tak, aby zostały bardzo drobno zmielone. Masło stopić w rondelku i połączyć ze zmielonymi ciastkami. Wymieszać i lekko zagnieść, powstanie coś w rodzaju kruszonki. Tak przygotowaną masą wyłożyć spód i ściany tortownicy, dociskając dokładnie, by utworzyć jednolitą całość.


Ser utrzeć mikserem, dosypując w tym czasie cukier i dodając stopniowo po 1 jajku. Podałam orientacyjną ilość cukru, nigdy go nie ważę przy pieczeniu serników, jedynie dodaję "na oko", czyli do momentu aż masa uzyska zadowalającą mnie słodkość. Dodać sok z cytryny oraz zalewę, w której były mandarynki - ilość także orientacyjna - dajcie tyle, by Wam smakowało:) Na końcu dodać posiekane drobno mandarynki z puszki.


Tak przygotowaną masę wylać na przygotowany wcześniej ciasteczkowy spód. Tortownicę przełożyć do większego naczynia i napełnić je wodą tak, by sięgała przynajmniej do połowy wysokości tortownicy. Naczynie wraz z tortownicą wstawić do piekarnika nagrzanego do temperatury 170 stopni i piec przez około 50 minut, do momentu aż wierzch będzie lekko ścięty, ale pod skórką nadal będzie wyczuwalne "delikatne, seksowne drżenie:)" **


Upieczony sernik wyjąć z piekarnika i całkowicie wystudzić, a następnie wstawić do lodówki, najlepiej na całą noc. 
Dzięki pieczeniu w kąpieli wodnej sernik nie opada, pozostaje niezwykle kremowy. Cudowny i rześki! Mniam!


A to porcja z dedykacją dla Ewy, od której w świątecznym prezencie otrzymałam pełną radości życia opowieść spisaną w książce Tysiąc dni w Toskanii. To z tej książki pochodzi cytat na początku postu. Dziękuję:)

* Marlena de Blasi Tysiąc dni w Toskanii
** bazowałam na przepisie Nigelli na sernik czekoladowo-limonkowy z Nigella Gryzie 
***cytat z przepisu na sernik czekoladowo-limonkowy z Nigella Gryzie

Kochani! Trwa drugi etap konkursu na Blog Roku 2010.  
Wyłącznie  SMS-y Czytelników decydują o przejściu bloga do kolejnego etapu konkursu.
Jeśli chcielibyście oddać głos na mój blog, 
możecie wysłać SMS o treści H00485 (H ZERO ZERO 485) na numer 7122.
Koszt SMS, to 1,23 zł brutto.
 Dziękuję:)  
Głosowanie trwa do 20 stycznia do godz. 12.00.
Cały dochód z SMS-ów przeznaczony jest  na cele charytatywne i zostanie przekazany na pokrycie kosztów turnusów rehabilitacyjnych dla osób niepełnosprawnych. 

środa, 1 grudnia 2010

W pogoni za czasem. Spóźniona marmolada, bułeczki i śniadanie w słońcu. WP#95.




„- Niedźwiedź? Na stacji? – spytała pani Brown, spoglądając na męża ze zdumieniem.
– Co ty opowiadasz, Henryku! To niemożliwe!”  

A jednak!
Ciocia Lucy bardzo dobrze wiedziała co robi, wysyłając Paddingtona do Anglii, kraju jego ukochanej  marmolady z pomarańczy, czyli Orange Marmalade (jada się taką marmoladę na  śniadanie, smarując nią gorące tosty).
Ponad 50 lat temu pojawił się na londyńskim dworcu jako nielegalny imigrant z dalekiego Peru, w kapeluszu, z walizeczką i słojem marmolady (prawie pustym). I właśnie wtedy, na stacji Paddington, spotkali go państwo Brown.  To spotkanie zupełnie odmieniło życie ich rodziny i nic nie było już takie jak dawniej.... *


Pewnie nie jeden raz zdarzyło się Wam takie spotkanie, które zmieniło wszystko. A jeśli nie wszystko, to przynajmniej wytyczyło drogę ku zmianie. I nie mam na myśli wyłącznie spotkań z ludźmi. Myślę o przedmiotach, miejscach, dźwiękach, obrazach.  I o smakach. Czekam na takie spotkania. Rutyna mnie nudzi, uśpione zmysły tracą ostrość, więc wszystko co nowe przyspiesza bicie serca, maluje rumieńce i dodaje energii. Nie muszą to być rzeczy wielkie, spotkania na szczycie czy wybitne postaci. Wystarczy drobiazg, szczegół, który doda koloru, poruszy wyobraźnię i przepędzi stagnację. 


Nieustannie mam wrażenie, że biorę udział w wyścigu za czasem. Ciągle go brakuje, kładę się spać coraz później, wstaję coraz wcześniej, do zabrania się za choć małą część  piętrzących się pomysłów i przepisów  potrzebowałabym przynajmniej tuzin pomocników, dwa razy dłuższego dnia i co najmniej tyle razy dłuższego tygodnia... Tym bardziej cenne i celebrowane są chwile, gdy czas się zatrzymuje - czeka na nas i nie każe się spieszyć. I tak właśnie czekał na nas ze słońcem w niedzielny poranek, pozwolił na późną pobudkę, leniwe rozmowy i skąpane promieniami słońca śniadanie. Lśniąca biel płatków śniegu cudownie rozświetlała krajobraz za oknem. Nie mogłam sobie wymarzyć piękniejszej scenerii do pierwszego spotkania marmolady z mandarynek z  bułeczkami Cloverleaf, do spotkania, do którego nie doszłoby, gdyby nie kilka wcześniejszych spotkań ... 


SPOTKANIE NR 1  - Mandarynki

Znów się pojawiły. Po wakacyjnej przerwie piętrzą się niemal wszędzie, pięknie pachną  przywodząc zapachem myśli o świętach. Mam wrażenie, że są wciąż niedocenione - tak niewiele przepisów poświęconych jest mandarynkom... W dzieciństwie był to towar absolutnie luksusowy - wystane przez Rodziców w kilkugodzinnych kolejkach znikały tak szybko, że suszyłam ich skórki, by zachować cudowny aromat na nieco dłużej. Jak dobrze, że dziś to już tylko wspomnienie. Choć skórki znów zaczynam odkładać, ale w zupełnie innym celu. W jakim? O tym zdecydowało ...


SPOTKANIE NR 2 - Table for Two

Odkryłam to miejsce podczas jednej z nocnych wędrówek po wirtualnym świecie kulinariów i od razu wiedziałam, że prędko go nie opuszczę! Od razu "zarezerwowałam" sobie miejsce i jako stała klientka wpadam tu regularnie. Za każdym razem wychodzę z czymś fantastycznym i zawsze wracam z ogromnym apetytem na więcej. A co podano podczas mojej pierwszej wizyty? To było absolutne zaskoczenie - marmolada z mandarynek! Skoro jest z pomarańczy i cytryn, to czemu sama nie wpadłam wcześniej na pomysł z mandarynkami. To przecież "oczywista oczywistość"!!! Takie spotkania mają zawsze zielone światło i wpisuję je na sam szczyt listy do natychmiastowego zrobienia. Następnego dnia marmolada była gotowa. I czekała na finałowe spotkanie...


SPOTKANIE NR 3 - Weekendowa Piekarnia

Nie pamiętam, od której edycji śledzę wszystkie poczynania dzielnych piekarek i piekarzy. Po reaktywacji zakwasu wielokrotnie obiecywałam sobie wstąpienie w ich szeregi, czego efektem nie był dotąd ani jeden wspólnie upieczony bochen chleba, nawet jedna mała bułeczka nie zdołała wyrosnąć na czas! Kiepsko, wiem, bardzo kiepsko. I wstyd. Ale kiedy piekarski fartuch przywdziała Amber, z którą łączy mnie niejedna wspólna i jakże smakowita chwila w TU I TAM, nie było takiej siły, która stanęłaby by mi na drodze do spotkania z mąką i drożdżami. 


Te trzy spotkania jak trzy listki koniczyny (Cloverleaf) idealnie się do siebie dopasowały. Marmolada z mandarynek i pachnące pomarańczami bułeczki (wprowadziłam drobne zmiany w przepisie) to śniadanie idealne. Cały dom wypełnił się słońcem, mimo śniegu za oknem pachniało latem i czas nareszcie stanął w miejscu.  
Niedzielny poranek tak bardzo mnie rozleniwił, że nie zdążyłam niestety na jeszcze jedno ważne spotkanie - spóźniłam się na Cytrusowy Tydzień! Ale skoro po tylu próbach dołączyłam w końcu do WP, pozostaje mi nadzieja, że w przyszłym roku i na cytrusowy festiwal dotrę na czas:)



POMARAŃCZOWE CLOVERLEAF ROLLS 
Przepis cytuję za Amber z uwzględnieniem moich zmian:

500g mąki pszennej
230g wody (część wody zastąpiłam sokiem z 1 pomarańczy)
1 duże jajko
40g miękkiego masła
2 łyżki cukru (zwiększyłam do 4 łyżek)
3 łyżki mleka w proszku (nie dodałam)
2 łyżeczki soli (zmniejszyłam do 1)
1 łyżeczka drożdży instant (dodałam 1,5 łyżeczki)
skórka starta z 1 pomarańczy
cukier trzcinowy do posypania


Wszystkie składniki umieścić w misce miksera z hakiem i mieszać,aż wszystko się połączy - ok. 3 minuty. Zwiększyć prędkość miksera i mieszać do większego rozwinięcia glutenu - ok.7 minut. Ciasto umieścić w lekko naoliwionej misce,przykryć i zostawić do fermentacji na 1 godzinę. Podzielić ciasto na kawałki o wadze 40g, a następnie każdy kawałek na trzy części.Z każdego kawałka uformować kulkę.
Formę do muffinów na 12 sztuk lekko posmarować masłem.W każdy otwór włożyć po trzy kulki.  Odstawić przykryte na ok. 1 i 1/2 godziny do podrośnięcia.
Wyrośnięte kulki ciasta posmarować roztopionym masłem i piec w piekarniku nagrzanym do temperatury 200 stopni C przez 15 minut.
Formę z ciastem odwrócić i wyjąć gotowe bułeczki.
Ciasto bardzo dobrze się wyrabia i formuje. Mnie także wyszło 18 bułeczek:)



MARMOLADA Z MANDARYNEK


2 kg mandarynek
1,2 kg cukru
6 szklanek wody
sok z 1 cytryny



Istnieją dwa rodzaje marmolady - gotowana z dużymi kawałkami skórki, tzw. coarse cut; oraz fine cut, z drobno krojonymi. Znając niechęć części domowników do skórek, ja gotową marmoladę potraktowałam jeszcze blenderem - wiem, że to poważne naruszenie jej "osobowości" , ale tylko dzięki temu zyskała zasłużone uznanie każdego z degustatorów:) W przeciwieństwie do znanych mi marmolad z pomarańczy, ta marmolada nie jest bardzo zbyt gorzka - być może dlatego, iż kupione przeze mnie mandarynki okazały się bezpestkowe i nie gotowałam pestek razem z resztą składników. 
 


Mandarynki obrać ze skórki. Zachować skórki z połowy ilości mandarynek i pokroić je na możliwie jak najwęższe paseczki. Z obranych mandarynek usunąć jak najwięcej białych błonek, również część z nich odłożyć. Obrane mandarynki przekroić wzdłuż na pół, tak aby mieć dostęp do pestek. Część pestek także zachować. 
Przygotować lnianą ściereczkę lub kawałek gazy i dokładnie zawinąć w nie  pestki i białe błonki (można związać sznurkiem lub zrobić węzełek). 


Połówki mandarynek, skórki, cukier, sok z cytryny i zawiniątko z pestkami i błonkami przełożyć do dużego garnka, zalać wodą i wstawić na średni ogień mieszając aż cukier się rozpuści. Doprowadzić do wrzenia, zaraz potem zmniejszyć ogień i gotować na wolnym ogniu minimum godzinę, od czasu do czasu mieszając. Można sprawdzić czy marmolada jest gotowa kładąc odrobinę na schłodzony wcześniej talerzyk - jeśli po kilku minutach zaczyna się lekko zsiadać jest gotowa, jeśli konsystencja nie zmieniła się, trzeba jeszcze gotować. 
Gotową marmoladę zdjąć z ognia i usunąć zawiniątko z pestkami. Przekładać do  przygotowanych wcześniej słoików.

* cytuję za stroną Miś Paddington. 
** przepis na marmoladę z mandarynek pochodzi z tej strony (klik). 


Przypominam także o aukcjach charytatywnych dla Kuby - na jednej z nich możecie wylicytować słoiczek mojej konfitury z czerwonych winogron z rozmarynem i nutą porto

Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails