Jest takie miejsce.
Silne jak magnes, który przyciąga mnie od lat.
Śni mi się nocą.
Kradnie myśli za dnia.
Nawołuje i czeka.
Czeka cieniem ponad stuletniej lipy.
Szumem strumienia.
Trelami ptaków i stukaniem dzięciołów.
Świstem wiatru w koronach pochylonych wierzb.
Zielenią soczystą i wonną.
To miejsce tak bliskie, przez lata było bardzo odległe. Choć właściwie to ja byłam daleko, a ono czekało.
Krążyłam ja, krążyły moje myśli po świecie odległym, wokół spraw ważnych-nieważnych, wśród ludzi, których twarzy i imion już nie pamiętam.
Czas jest cierpliwym nauczycielem.
Filtruje, uczy, przestawia perspektywę. I daje najtrudniejszą lekcję - przewartościowania.
Filtruje, uczy, przestawia perspektywę. I daje najtrudniejszą lekcję - przewartościowania.
Odkrycia tego momentu, gdy nic nie jest niewyraźne, gdy wiemy dokładnie gdzie, jak i kto.
Gdy potrafimy rezygnować w zamian zyskując jeszcze więcej.
Gdy umiemy z nadmiaru słów wybrać tych kilka właściwych i nigdy ich nie nadużywać.
Gdy znajdujemy swoje miejsce i wiemy, że nie trzeba już robić kroku dalej.
Gdzie jestem?
Coraz częściej myślę, że kończę lekcję przewartościowania, że już dobrze wiem, gdzie, jak i kto.
I tylko parę kroków dzieli mnie od skraju łąki, która stromym zboczem prowadzi do miejsca, które na mnie czekało.
A może to ja czekałam na to, by nazwać je moim.
Dlaczego?
Bo "jeśli jest cisza co aż w uszach dzwoni,
To takiej mi potrzeba (...)
Zapleciona w szumie strumienia
Nasłuchuję co jest niesłyszalne". *
Chodzę tam i słucham. W tej ciszy słyszę tak wiele, słyszę to, co niesłyszalne, odnajduję myśli gdzieś zagubione i odpowiedzi wyczekiwane.
Wróciłam do tego miejsca, by i ono wróciło.
Do czasów, gdy razem z Prababcią sadziłyśmy tu i zbierały i żyły rytmem, który dyktowała ziemia.
Potrzeba jeszcze wiele pracy, by wrócić do tego, co rosło tu dawniej. Ale już jest bliżej i ja już się nie oddalam.
Zapach ziemi, wilgotnej i ciemnej, pachnącej korzeniami, jej ciężar, opór, to wszystko dziś czułam i chłonęłam łapczywie.
W myślach obsadzam już grządki i siadam na ławce, której jeszcze nie ma, by zapleciona w szumie strumienia nasłuchiwać dalej...
Marzy mi się, by między polaną fiołków i kluczyków rósł czosnek niedźwiedzi. Może się uda ... Na teraz musi wystarczyć ten, który rośnie pod lasem na sąsiednim wzgórzu. Już jest, już dostałam pierwszy bukiet, a kolejne będą mnie cieszyć przez następne tygodnie.
Wonny i aromatyczny czosnek niedźwiedzi można wykorzystać do tak wielu potraw. Można go zamrozić lub zasuszyć. Układam sobie w głowie listę potraw, do jakich będę go używać otwierając sezon cudownymi bułeczkami. Pewnie większość z Was zna bułeczki-ślimaki w wersji na słodko, najczęściej cynamonowe. Są pyszne. Jednak pojawiła się poważna konkurencja w wersji wytrawnej. Kiedy zobaczyłam garlic rolls wiedziałam, że muszę je upiec właśnie z czosnkiem niedźwiedzim.
Piekłam bułeczki w formie na muffinki, dzięki czemu zachowały podobny kształt. Można jednak piec w tradycyjnej formie "odrywając" sobie po bułeczce. Nadzienie z masła czosnkowego dodaje im niezwykłego aromatu. Tak pieczone zyskują chrupiącą skórkę i puchate, delikatne wnętrze. Są cudowne! 12 sztuk rozeszło się w oka mgnieniu, zatem od razu upieczcie z podwójnej porcji. Pyszne! Idealne na majówkę, piknik, do sałatki.
Polecam Wam także domowy makaron z czosnkiem niedźwiedzim (klik) oraz przepyszną zupę (klik) .
ŚLIMACZKI Z CZOSNKIEM NIEDŹWIEDZIM
/na 12 sztuk/
1,5 filiżanki mąki
1/2 filiżanki ciepłej wody
1/2 łyżki drożdży instant
1 łyżeczka soli
1 łyżka cukru
1 łyżka oliwy
Na nadzienie
ok. 5 łyżek masła
spora garść siekanego czosnku niedźwiedziego
sól do smaku
* 1 ząbek czosnkuWszystkie składniki ciasta, z wyjątkiem oliwy, połączyć razem i zagnieść tak, by powstało gładkie, elastyczne ciasto. Miskę wysmarować oliwą , przełożyć do niej ciasto, posmarować z wierzchu resztą oliwy, nakryć i odstawić do wyrośnięcia. Powinno podwoić swoją objętość.
W tym czasie przygotować nadzienie - w misce połączyć masło z posiekanymi drobno listkami czosnku niedźwiedziego. Doprawić do smaku solą. Jeśli smak czosnku ma być bardziej intensywny, można dodać jeden ząbek czosnku przeciśniętego przez praskę.
Wyrośnięte ciasto przełożyć na posypany mąką blat i rozwałkować na prostokąt.
Rozsmarować na nim masło z czosnkiem i zwinąć, jak roladę. Podzielić na 12 równych części i każdą przełożyć do formy. Ja użyłam formy na muffinki - chciałam upiec mniejsze, pojedyncze bułeczki. Jeśli chcecie, by bułeczki były większe, można ciasto podzielić na mniejszą ilość części i piec w formie na keks czy mniejszej tortownicy. Wówczas po upieczeniu bułeczki można od siebie odrywać.
Przed pieczeniem odstawić ślimaczki do ponownego wyrastania na ok. 30 minut, a następnie wstawić do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 stopni i piec przez ok. 25-30 minut, do momentu aż ładnie się zarumienią. Najlepiej smakują na ciepło - aromat czosnku unoszący się w trakcie pieczenie jest po prostu zniewalający!
* cytat z wiersza znalezionego przypadkiem tu - klik
* przepis, z moimi drobnymi zmianami, pochodzi z tej strony - klik








































