Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bułki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bułki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 kwietnia 2012

Garlic rolls - ślimaczki z czosnkiem niedźwiedzim. I moje miejsce.




Jest takie miejsce.
Silne jak magnes, który przyciąga mnie od lat. 
Śni mi się nocą.
Kradnie myśli za dnia.
Nawołuje i czeka. 


Czeka cieniem ponad stuletniej lipy.
Szumem strumienia.
Trelami ptaków i stukaniem dzięciołów.
Świstem wiatru w koronach pochylonych wierzb.
Zielenią soczystą i wonną.


To miejsce tak bliskie, przez lata było bardzo odległe. Choć właściwie to ja byłam daleko, a ono czekało.
Krążyłam ja, krążyły moje myśli po świecie odległym, wokół spraw ważnych-nieważnych, wśród ludzi, których twarzy i imion już nie pamiętam.


Czas jest cierpliwym nauczycielem.
Filtruje, uczy, przestawia perspektywę. I daje najtrudniejszą lekcję - przewartościowania.
Odkrycia tego momentu, gdy nic nie jest niewyraźne, gdy wiemy dokładnie gdzie, jak i kto. 


Gdy potrafimy rezygnować w zamian zyskując jeszcze więcej. 
Gdy umiemy z nadmiaru słów wybrać tych kilka właściwych i nigdy ich nie nadużywać.
Gdy znajdujemy swoje miejsce i wiemy, że nie trzeba już robić kroku dalej. 


Gdzie jestem?
Coraz częściej myślę, że kończę lekcję przewartościowania, że już dobrze wiem, gdzie, jak i kto. 
I tylko parę kroków dzieli mnie od skraju łąki, która stromym zboczem prowadzi do miejsca, które na mnie czekało.
A może to ja czekałam na to, by nazwać je moim.


Dlaczego?
Bo "jeśli jest cisza co aż w uszach dzwoni, 
To takiej mi potrzeba (...)
Zapleciona w szumie strumienia
Nasłuchuję co jest niesłyszalne". *


Chodzę tam i słucham. W tej ciszy słyszę tak wiele, słyszę to, co niesłyszalne, odnajduję myśli gdzieś zagubione i odpowiedzi wyczekiwane. 
Wróciłam do tego miejsca, by i ono wróciło. 
Do czasów, gdy razem z Prababcią sadziłyśmy tu i zbierały i żyły rytmem, który dyktowała ziemia. 


Potrzeba jeszcze wiele pracy, by wrócić do tego, co rosło tu dawniej. Ale już jest bliżej i ja już się nie oddalam. 
Zapach ziemi, wilgotnej i ciemnej, pachnącej korzeniami, jej ciężar, opór, to wszystko dziś czułam i chłonęłam łapczywie. 
W myślach obsadzam już grządki i siadam na ławce, której jeszcze nie ma, by zapleciona w szumie strumienia nasłuchiwać dalej...


Marzy mi się, by między polaną fiołków i kluczyków rósł czosnek niedźwiedzi. Może się uda ... Na teraz musi wystarczyć ten, który rośnie pod lasem na sąsiednim wzgórzu. Już jest, już dostałam pierwszy bukiet, a kolejne będą mnie cieszyć przez następne tygodnie. 


Wonny i aromatyczny czosnek niedźwiedzi można wykorzystać do tak wielu potraw. Można go zamrozić lub zasuszyć. Układam sobie w głowie listę potraw, do jakich będę go używać otwierając sezon cudownymi bułeczkami. Pewnie większość z Was zna bułeczki-ślimaki w wersji na słodko, najczęściej cynamonowe. Są pyszne. Jednak pojawiła się poważna konkurencja w wersji wytrawnej. Kiedy zobaczyłam garlic rolls wiedziałam, że muszę je upiec właśnie z czosnkiem niedźwiedzim.


Piekłam bułeczki w formie na muffinki, dzięki czemu zachowały podobny kształt. Można jednak piec w tradycyjnej formie "odrywając" sobie  po bułeczce. Nadzienie z masła czosnkowego dodaje im niezwykłego aromatu. Tak pieczone zyskują chrupiącą skórkę i puchate, delikatne wnętrze. Są cudowne! 12 sztuk rozeszło się w oka mgnieniu, zatem od razu upieczcie z podwójnej porcji. Pyszne! Idealne na majówkę, piknik, do sałatki. 

Polecam Wam także domowy makaron z czosnkiem niedźwiedzim (klik) oraz przepyszną zupę (klik) .


ŚLIMACZKI Z CZOSNKIEM NIEDŹWIEDZIM 
/na 12 sztuk/ 

1,5 filiżanki mąki
1/2 filiżanki ciepłej wody
1/2 łyżki  drożdży instant
1 łyżeczka soli
1 łyżka cukru
1 łyżka oliwy

Na nadzienie
ok. 5  łyżek masła
spora garść siekanego czosnku niedźwiedziego 
sól do smaku
* 1 ząbek czosnku



Wszystkie składniki ciasta, z wyjątkiem oliwy, połączyć razem i zagnieść tak, by powstało gładkie, elastyczne ciasto. Miskę wysmarować oliwą , przełożyć do niej ciasto, posmarować z wierzchu resztą oliwy, nakryć i odstawić do wyrośnięcia. Powinno podwoić swoją objętość.
W tym czasie przygotować nadzienie - w misce połączyć masło z posiekanymi drobno listkami czosnku niedźwiedziego. Doprawić do smaku solą. Jeśli smak czosnku ma być bardziej intensywny, można dodać jeden ząbek czosnku przeciśniętego przez praskę.


Wyrośnięte ciasto przełożyć na posypany mąką blat i rozwałkować na prostokąt. 
Rozsmarować na nim masło z czosnkiem i zwinąć, jak roladę. Podzielić na 12 równych części i każdą przełożyć do formy. Ja użyłam formy na muffinki - chciałam upiec mniejsze, pojedyncze bułeczki. Jeśli chcecie, by bułeczki były większe, można ciasto podzielić na mniejszą ilość części i piec w formie na keks czy mniejszej tortownicy. Wówczas po upieczeniu bułeczki można od siebie odrywać.
Przed pieczeniem odstawić ślimaczki do ponownego wyrastania na ok. 30 minut, a następnie wstawić do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 stopni i piec przez ok. 25-30 minut, do momentu aż ładnie się zarumienią.  Najlepiej smakują na ciepło - aromat czosnku unoszący się w trakcie pieczenie jest po prostu zniewalający!


* cytat z wiersza znalezionego przypadkiem tu - klik
* przepis, z moimi drobnymi zmianami, pochodzi z tej strony - klik 


wtorek, 4 stycznia 2011

Chaos i róg obfitości. Bread cones.




"Na początku był Chaos, czyli otchłań wypełniona bezkształtną masą, mieszaniną powietrza, ziemi, wody i ognia. Z tej masy (...) wyłoniła się najpierw bogini GAJA (Ziemia), a potem bóg URANOS (Niebo). Uranos  spoglądał z wysokości na Ziemię i polewał żyznym deszczem doliny, ona zaś rodziła trawy, drzewa, kwiaty, zwierzęta i ptaki. (...) Pojawiło się również blade słońce i zaświeciły dalekie gwiazdy. Uranos i Gaja dali początek wielu pokoleniom bogów. Z Chaosu stworzony został też bóg miłości, Eros, skrzydlata postać, dzięki której świat nieustannie się odradza i odnawia. Eros tworzy piękne kształty i łączy ludzkie serca, jest najpotężniejszą siłą świata.(...)
Razem z bogami rodził się świat. Światem rządził Kronos wraz z małżonką Reą. Był władcą ponurym i podejrzliwym. (...)Zachował w pamięci klątwę ojca Uranosa, który mu przepowiedział, że i jemu syn odbierze berło. Każde więc dziecko, które powiła Rea połykał. Rea zdołała uratować jedynie szóstego syna, Zeusa. (...) Powędrowała na Kretę i w złotej kołysce złożyła go w grocie idajskiej. Zeus chował się pod opieką nimf górskich, karmiony mlekiem kozy Amaltei. Dziecko kochało ją bardzo. Kiedy Amaltea złamała sobie jeden róg, Zeus wziął go w swoje ręce i pobłogosławił, tak, że odtąd napełniał się on wszystkim, czego zapragnął ten, kto go posiadał. Tak powstał róg obfitości, zwany rogiem Amaltei. " *


A Wy jak rozpoczęliście Nowy Rok?
Był chaos czy porządek?
Stąpaliście twardo po ziemi, czy też fruwali myślami po niebie?
A może daliście się otulić skrzydłami Erosa ...?

Ponoć początki są zawsze trudne. Może i tak. Ja jednak lubię, gdy zaczyna się nowy rok. Choć to przecież tylko symboliczny początek czegoś nowego, zawsze mam nadzieję, że przyniesie z sobą jakąś świeżość. Wyobrażam sobie, że otwiera przede mną wiele drzwi i tylko ode mnie zależy czy zdołam przez nie przejść i poznać świat, jaki za sobą kryją.


I to prawda - na początku zawsze jest chaos. Tyle myśli, marzeń i planów splątanych i wirujących w głowie z euforii.  I radość, że znów wszystko przed nami. Emocje rozdarte między niebem a ziemią. Serce marzy i snuje cudowne wizje, rozum ściąga na ziemię i powtarza "Myśl racjonalnie".  Dla mnie ważne jest, by z tego chaosu i rozdarcia zrodziła się równowaga. By stąpając twardo po ziemi, mieć zawsze siły i powód, by się od niej oderwać i poszybować tam, gdzie słychać zawsze głos serca, gdzie liczą się tylko emocje i dusza króluje ponadczasowo.
Mam nadzieję, że uda mi się osiągnąć tą równowagę i Nowy Rok wypełni się wieloma pozytywnymi emocjami. A może stanie się symbolicznym rogiem obfitości i uda mi się go zapełnić spełnionymi marzeniami?  Tego sobie i Wam życzę!


A teraz schodzę na ziemię i zapraszam na coś bardzo smacznego. Bread cones, czyli bułki, które nazwałam rożkami obfitości. Jak widzicie po słodkich i chrupiących rurkach Brandy Snaps (klik) , wciąż mam ochotę na "nawijanie":) . Ogromnie spodobał mi się pomysł owinięcia ciasta wokół foremki do rurek i upieczenia rożków, które można nadziać czym tylko mamy ochotę.  


Bread cones idealnie nadają się na karnawałowe przyjęcia - jeśli przygotujecie kilka rodzajów past lub sałatek, goście chętnie będą sami nadziewali rożki i komponowali swoje ulubione przekąski. To także świetna propozycja na przyjęcie dla dzieci - możecie zamienić te bułeczki na lubiane przez dzieciaki hot-dogi. Jak przystało na rogi obfitości,  możecie je napełnić czym tylko zapragniecie.

A zatem, niech Nowy Rok obfituje w wiele przyjemności! Być może jedną z nich będzie właśnie upieczenie i zajadanie się rożkami obfitości Bread cones!


BUŁKI - ROŻKI OBFITOŚCI 
/na ok. 10 sztuk/

1 szklanka letniego mleka 
2 łyżki roztopionego masła 
1 jajko 
1 łyżka cukru 
pół łyżeczki soli 
3 szklanki mąki pszennej 
12 g drożdży suchych (3 łyżeczki) lub 25 g drożdży świeżych (użyłam świeżych)


Dodatkowo
1 jajko roztrzepane z 1 łyżką mleka do posmarowania bułeczek 
sezam i mak do posypania

Świeże drożdże wsypać do letniego mleka, zostawić na kilka minut, aż zaczną się tworzyć pęcherzyki (suche drożdże wystarczy wymieszać z mąką).
W większej misce wymieszać mąkę, cukier, sól, dodać roztrzepane jajko, mleko z drożdżami i masło, wyrobić.  Ciasto powinno być miękkie i gładkie; uformować je w kulę i pozostawić w ciepłym miejscu, przykryte, do podwojenia objętości (około 60 - 75 minut). 


Po tym czasie ciasto wyjąć na stolnicę, podzielić na 10 równych części. Z każdej z nich uformował długi cienki rulonik. Metalowe foremki do wypieku rurek z kremem wysmarować masłem. Każdy rulonik zawinąć zawinąć wokół natłuszczonej foremki. 


Tak uformowane rożki układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, pozostawić przykryte, w cieple, do napuszenia -na około 30 - 40 minut. Przed włożeniem do piekarnika każdy rożek posmarować rozbełtanym jajkiem z mlekiem oraz posypać sezamem lub makiem. 


Piec ok. 20 minut w temperaturze 180 stopni. Po wyjęciu z piekarnika, lekko przestudzić i usunąć metalowe foremki. Nadziewać dowolną pastą, sałatką czy zamienić w fantazyjnego hot-doga:) Smacznego!

*cytaty pochodzą z Mitologii Jana Parandowskiego oraz Mitów Greckich dla dzieci i młodzieży
**pomysł na bułki-rożki pochodzi z tej strony (klik)
*** przepis na ciasto do bułek pochodzi z tej strony (klik)

wtorek, 17 sierpnia 2010

Samotność, dzieci i ślimaki.

Samotność. Cisza. Spokój.
Lubię te chwile, kiedy mogę być sama z sobą. Uporządkować myśli, wsłuchać się w kojący dźwięk drzemiącego domu, usiąść w fotelu i w widoku gór odnaleźć horyzont mojego świata. 
Jestem typem samotnika. Nie lubię gwaru, zgiełku dużych miast, przyjęć i zbiorowych imprez. Gubię się wśród nadmiaru słów i głosów, które nieznośnie dziurawią ciszę.
Z uwielbieniem wsłuchuję się w inne dźwięki - jedyną w swoim rodzaju ogrodową radiostację. Cudowne koncerty o stałych porach, tak regularne, że nie potrzebuję zegara. 
Poranna trele ptaków i pierwsza poranna kawa. 
Szelest traw i bzyczenie pszczół pośród wielbiących słońce kwiatów - moje myśli zaczynają krążyć wokół obiadu. 
Solowy koncert kosa - zawsze w okolicach 14-tej i zawsze na tym samym olchowym podium. Arie czarnego tenora zwiastują porę sjesty. 
I zaraz po nich nastaje cisza ogrodu ukołysana delikatnym szumem wodospadu. Świat chodzi na paluszkach, jakby wiedział, że to pora odpoczynku. 
Trzepot ptasich piórek podczas kąpieli w strumyku rozpoczyna moją ulubioną porę dnia - ciepłe letnie popołudnie. Przygaszone słońce, łaskawsze niż za dnia, szykuje się do kolejnej podróży za horyzont. 
A w trawach, ukryte świerszcze i cykady, najpierw nieśmiało, później coraz głośniej, stroją skrzypce przed wieczornym koncertem. Ta ogromna orkiestra maleńkich wirtuozów co wieczór przygrywa słońcu na pożegnanie i wiwatuje każdej kolejnej gwieździe na coraz czarniejszym niebie. Skrzydła nietoperza, jak klapy czarnego fraku dyrygenta, powoli zwiastują zakończenie występu. Ostatnie takty przed nocną ciszą, którą podobnie jak nas, ukołysze do snu szum wodospadu.


Kocham śmiech mojego Synka. Uwielbiam patrzeć jak się śmieje i śmiać się razem z nim. Moja samotność nie jest ekspansywna. Szukam jej między chwilami tak, by nie tracić tego co najcenniejsze - wspólnych momentów zabawy i radości. Uwielbiam też patrzeć jak M. bawi się z innymi dziećmi - kuzynostwem, kolegami z przedszkola, dziećmi z sąsiedztwa. Chętnie i często gościmy te dzieci u nas. Wizyty są zwykle długie i bardzo "intensywne":) Pokoje zmieniają się w dworce kolejowe, komisariaty i stacje kosmiczne.
Przyglądam się tym dziecięcym szaleństwom i podziwiam pomysłowość i niespożyte zapasy energii, a czasami sama zamieniam się w "duże dziecko" i daję się wciągnąć w jedną z wielu wymyślanych zabaw. Jeśli tylko nie jestem komendantem policji, kierownikiem muzeum z wykopaliskami lub tak jak wczoraj kierowcą bardzo wielkiej gwiazdy, staram się przygotować dzieciom coś pysznego. 


Ostatnio najczęściej ślimaki, cudownie maślane bułeczki znalezione na blogu Dorotus. Przed wyjazdem na wakacje zwijałam ślimaki wielokrotnie, zawsze kiedy przychodzi P. Jego wizyty lubię szczególnie. Cudowna sepleniąca swada z jaką opowiada rozbraja mnie całkowicie. W połączeniu z nadal niedoskonałym "R" mojego M. tworzą niezwykły duet, który nawet z najlepszej zabawy przyciąga do stołu zniewalający zapach świeżych bułeczek. Kiedy siadamy razem do stołu chłopcy palcami rezerwują kolejne ślimaki, a te znikają z koszyka w tempie wprost przeciwnym do nazwy. Najlepsze z masłem i domowym dżemem. Słoik za słoikiem znikają zapasy truskawek z białym bzem. 


A ja gromadzę w sercu kolejne zapasy tych cudownych, beztroskich chwil dzieciństwa, w których wciąż jest mi dane uczestniczyć i które tak bardzo kocham wspominać w moich chwilach samotności. 


MAŚLANE BUŁECZKI - ŚLIMAKI
/na 10 sztuk/ 

1 szklanka letniego mleka 
2 łyżki roztopionego masła 
1 jajko 
1 łyżka cukru 
pół łyżeczki soli 
3 szklanki mąki pszennej 
12 g drożdży suchych (3 łyżeczki) lub 25 g drożdży świeżych (użyłam świeżych)


Dodatkowo

2 łyżki roztopionego masła do posmarowania rozwałkowanych placuszków 
1 jajko roztrzepane z 1 łyżką mleka do posmarowania bułeczek 
sezam, do posypania


Świeże drożdże wsypać do letniego mleka, zostawić na kilka minut, aż zaczną się tworzyć pęcherzyki (suche drożdże wystarczy wymieszać z mąką).
W większej misce wymieszać mąkę, cukier, sól, dodać roztrzepane jajko, mleko z drożdżami i masło, wyrobić.  Ciasto powinno być miękkie i gładkie; uformować je w kulę i pozostawić w ciepłym miejscu, przykryte, do podwojenia objętości (około 60 - 75 minut).
Po tym czasie ciasto wyjąć na stolnicę, podzielić na 10 równych części. Każdą z nich rozwałkować na jak najcieńszy duży placek (dowolnego kształtu). Placuszki posmarować masłem i zwinąć w cienkie ruloniki (jak naleśniki). Każdy rulonik z kolei zwinąć na kształt ślimaczka, koniec wciskając pod spód utworzonej w ten sposób bułeczki. Ślimaczki układać na blaszce wyłożonej matą teflonową lub papierem do pieczenia, pozostawić przykryte, w cieple, do napuszenia -na około 30 - 40 minut.
Piec ok. 20 minut w temperaturze 190 stopni.


Bułeczki należą do naszych ulubionych. Smakują jak maślany puch. Ich przygotowanie to czysta przyjemność, nie mówiąc już o ich zjadaniu. Zachęcam Was gorąco - zwijajcie ślimaczki i zajadajcie się nimi łapczywie jak dzieci. Smacznego!  


* przepis w całości cytuję za Dorotus

niedziela, 6 czerwca 2010

Kiedy 14 to za mało. Krótka historia pewnych bułeczek.

Czekaliśmy na nie prawie 3 godziny. Miało być 12, było 14. Zniknęły po niecałej godzinie. Garść okruchów i cudowny aromat  to jedyne co po nich zostało. Ale powrócą . Nie da się bez nich długo wytrzymać. Będą często i musi ich być więcej - liczba 14 zdecydowanie nas nie zadowala. 


Bułeczki z masłem czosnkowo-pietruszkowym - mięciutkie, rumiane od masła,  z delikatnie chrupiącą skórką, przepełnione aromatem czosnku i pietruszki. Domowe. Jeszcze ciepłe trafiają na stół, który znów nas przyciąga do siebie. 

Już z piekarnika zarzuciły na nas sieć - zapach jaki unosi się podczas ich pieczenia nie pozwala myśleć o niczym innym, jak tylko o schrupaniu jeszcze ciepłej bułeczki. I następnej. I jeszcze jednej. Pyszne same, bez dodatków. Cudowne z masłem. Niepowtarzalne z czerwonym pesto. Idealne jako zagryzka do wiosennej sałaty z klasycznym vinegretem. Świetne solo, wspaniałe w duecie. 

Spróbujcie - jestem przekonana, że i dla Was liczba 14 okaże się za mała:)

Przepis cytuję za Dorotą z blogu Moje Wypieki.   


SKŁADNIKI
(na 14 bułeczek) *

400 g mąki pszennej chlebowej 
20 g drobnego cukru 
pół łyżeczki soli 
1 łyżeczka drożdży suchych (4 g) lub 8 g drożdży świeżych (użyłam świeżych)
260 g mleka 
30 g masła, roztopionego

Na posmarowanie:
1 jajko roztrzepane z 1 łyżką mleka


Wszystkie składniki na ciasto umieścić w mikserze i zmiksować, można również wyrobić ręcznie (z drożdży świeżych najpierw zrobić rozczyn). Ciasto powinno być gładkie i bardzo dobrze wyrobione. Umieścić w misce, przykryć lnianym ręczniczkiem i pozostawić do podwojenia objętości (1,5 h lub dłużej, w zależności od temperatury otoczenia).
Po tym czasie ciasto podzielić na 12 równych części. Uformować z nich kulki, następnie każdą spłaszczyć i ulepić w podłużną bułeczkę (tak, jak lepicie pierożki), układając złączeniem do blachy. Przykryć, pozostawić na 30 minut do ponownego wyrośnięcia w ciepłym miejscu.


W tym czasie przygotować nadzienie: 

SKŁADNIKI
60 g miękkiego masła 
4 ząbki czosnku drobniutko posiekane 
2 łyżeczki suszonej pietruszki (użyłam świeżej)

Wszystkie składniki rozetrzeć lub zmiksować. Włożyć do rękawa cukierniczego lub woreczka, w którym odetniecie róg.
Wyrośnięte bułeczki posmarować jajkiem. Ostrym nożem naciąć do połowy, wycisnąć  w to miejsce nadzienie.
Piec w temperaturze 180ºC przez około 15 minut. Podawać ciepłe.


Metoda dla maszynistów:
Wszystkie składniki na bułeczki umieścić w maszynie wg kolejności: płynne, sypkie, na końcu drożdże. Nastawić program do wyrabiania i wyrastania ciasta 'dough'. Po zakończeniu ciasto wyjąć, krótko wyrobić i dalej postępować wg powyższego przepisu.
Smacznego :)

* oryginalny przepis sugeruje wykonanie 12 bułeczek, ja zrobiłam 14 - chciałam, żeby były mniejsze. Myślę, że następnym razem podzielę ciasto na jeszcze więcej części - malutkie bułeczki będą idealnym dodatkiem do sałaty. 


Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails