Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tang zhong. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tang zhong. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 kwietnia 2013

Gazeta przy śniadaniu i kto jeszcze jada podwieczorek? Wspólny chleb z tang zhong i białą kaszą gryczaną.



To paradoksalny luksus. Jednoczyć się z całym światem w niezmąconym spokoju, wśród aromatu kawy. A w gazecie prawie same potworności, wojny i katastrofy. Gdybyś wysłuchał tego wszystkiego w radio, naraziłbyś się na ciosy fraz, walących w ciebie jak w bęben. 


Z gazetą jest zupełnie inaczej. Rozkładasz ją, na ile się da, na kuchennym stole, pomiędzy tosterem a maselniczką. Jakoś tam dochodzi do ciebie, że czasy są pełne okrucieństw - ale pachną przy tym porzeczkowym dżemem, kakao, grzankami ...


Już sama gazeta jako taka działa uspokajająco. Nie ma w niej przecież ani słowa o tym, co w danym dniu naprawdę się dzieje. Wobec szacowności wiekowego nagłówka bieżące kataklizmy wydają się względne. Są tylko po to, by dodać pikanterii, wznieść nieco życia w monotonię rytuału. 


Rozmiary pisma zmuszają cię do statecznej lektury.  
Zawadza kubek z kawą. 
Znaczące jest namaszczenie, z jakim odwracasz strony - chodzi nie tyle o to, by pochłonąć zawartość, ile o jak najlepsze wykorzystanie opakowania.


W filmach świat prasy symbolizują zazwyczaj szalejące maszyny drukarskie i podniecone krzyki ulicznych gazeciarzy. Ale gazeta, jaką znajdujesz rano w skrzynce, nie jest dotknięta tą gorączką. Opowiada o wydarzeniach, które miały miejsce wczoraj, jakby ta niby aktualność właśnie ocknęła się ze snu. A poza tym poważne rubryki są ważniejsze od sensacji. 


Najpierw studiujesz prognozę pogody - to rozczulający absurd: zamiast wyjrzeć na zewnątrz i zobaczyć, co szykuje dzień, destylujesz ją z drukarskiej farby i mieszasz z osłodzoną goryczą kawy. 
Ale najbardziej podnosi na duchu - dzięki swej niezmienności - rubryka sportowa. Porażkom towarzyszy zawsze nadzieja na rewanż, można się odpłacić, nim się odcierpi klęskę ... 


Nic się nie dzieje w gazecie, którą czytasz przy śniadaniu - i właśnie dlatego rzucasz się na nią z takim zapałem. Dzięki niej dłużej napawasz się kawowym aromatem, smakiem ciepłych tostów. Możesz z niej wyczytać, że świat wciąż jeszcze przypomina siebie i że dzień wcale się nie spieszy, aby zacząć. 


Gazeta przy śniadaniu.
A więc to sobota lub niedzielny poranek. 
Śniadanie zwykle późne, dłuższe, leniwe. Gazeta jedna, ulubiona. 
Weekendowe rytuały. Niespieszne i oswojone, jak powolne kadry niemego filmu, oglądane wielokrotnie.
Nie trzeba słów, by rozumieć o co w tym wszystkim chodzi. 


Bywa, że ten film trwa aż do popołudnia. Lenistwo usprawiedliwione.
Już nie myślimy o obiedzie. Kolacja o tej porze nie wydaje się właściwa.
To może podwieczorek?
Tak, przecież to popołudniowe zwolnienie czasu jest właśnie dlatego. 
Mała przyjemność, by rozbudzić apetyt na więcej. 
Podwieczorek.


"Fait petit!" 
Te słowa trzeba mówić z południowym akcentem, wymawiając drugie t - petite. 
Moje dwie babki z Tarn-et-Garonne rzucały mi je w dialekcie w porze podwieczorku. 
"Fait petit". Weź mało. 


Innymi słowy, ukrój grubą pajdę chleba z kilogramowego bochna i dodaj do tego jeden plasterek kiełbasy albo dwa kawałki czekolady.  Nie chodziło o to, żeby nie marnotrawić czegoś dobrego, drogiego i smakowitego, ale o to, żeby stało się cenniejsze, dawkowane w nagrodę, zmuszające do bardzo powolnego jedzenia. 


Miękisz wiejskich bochnów, mdły i zapychający w porze posiłków, nabierał niemal obłocznej lekkości w symbiozie z drobno pokrojonym plasterkiem kiełbasy. 
Trzeba było brać mało, nie dlatego, że to było dobre. 
To było dobre dlatego, że trzeba było brać mało.


Czas przy stole smakuje inaczej jeśli ma w sobie coś wyjątkowego, nie ważne czy to śniadanie czy podwieczorek. 
Magia wspólnego chleba to dobro samo w sobie. Dużo dobra, bo i wiele piekących. 
Na zaproszenie Amber miniony weekend połączył nas wspólnym pieczeniem chleba z tang zhong. Smakował wspaniale na podwieczorek i na śniadanie, zagryzany między kolejnymi stronami gazety.  Azjatycki tang zhong i polska kasza połączone w jednym chlebie zebrały nas przy wspólnym stole. 
Obłoczna lekkość, która uzależnia podobnie jak gazeta przy śniadaniu i leniwy podwieczorek.


Tang zhong to popularna metoda wśród piekarzy azjatyckich, zwłaszcza w Chinach i Japonii. Pieczywo z wykorzystaniem tej metody jest niezwykle miękkie, puszyste, wilgotne i długo pozostaje świeże.
Metoda polega na podgrzaniu niewielkiej ilości mąki z wodą do temperatury 65 C. Otrzymaną emulsją dodaje się do ciasta właściwego. Można przygotować większe ilości i do 3 dni przechowywać w lodówce, pamiętając o tym, aby doprowadzić masę do temperatury pokojowej przed użyciem.
Tang zhong umożliwia większą absorpcję płynów dzięki żelowaniu skrobi, czyniąc chleb bardziej puszystym, miękkim i elastycznym, utrzymującym dłużej świeżość, wilgotność ciasta i jego delikatność.
Tang zhong jest bardzo łatwy w przygotowaniu. Istnieje wiele przepisów na chleb, bułeczki, rogale na słodko lub ostro, nadziewane marmoladą, owocami, albo kawałkami mięsa i sera. Duże możliwości w tworzeniu nowych, własnych przepisów daje zamiana wody na mleko lub sok o dowolnym smaku. 
/informacje o tang zhong cytuję za Tatter i Grahamką - klik/  


CHLEB Z TANG ZHONG I BIAŁĄ KASZĄ GRYCZANĄ
/składniki na dwa bochenki po ok.560 g każdy lub cztery po ok.280g każdy/
oryginalny przepis pochodzi z tej strony - klik 

Brązowy ryż, za którym nie przepadam, zastąpiłam białą kaszą gryczaną. Sprawdziła się doskonale. Była lekko wyczuwalna, dodała skórce lekkiej chrupkości. Upiekłam dwa chleby - jeden typowy dla tang zhong - dzielony na części, drugi w małej okrągłej tortownicy zwinięty w ślimak. 

Chleb smakuje doskonale zarówno ze słodkimi jak i wytrawnymi dodatkami. Jest puchaty i delikatny, dosłownie  to "obłoczna lekkość". 
 Na zdjęciach z galaretką z papierówek z wanilią i miętą. 
 

480g maki chlebowej lub innej silnej /użyłam chlebowej typ 650/
30 g mleka w proszku
40g cukru /dałam 30 g/
8 g soli
8g drożdży instant /dałam 7g/
200 g mleka
170 g tang zhong
40 g masła 
180 g brązowego gotowanego ryżu,niesolonego,ostudzonego / dałam 200 g i zastąpiłam ryż kaszą gryczaną/

tang zhong
30g mąki chlebowej /użyłam typ 650/
150g mleka
Mleko w temperaturze pokojowej i mąkę umieścić w garnku. Wymieszać trzepaczką i postawić na małym ogniu. Podgrzewać cały czas mieszając aż na powierzchni masy pojawia sie "wiry", a całość zacznie gęstnieć.
Zestawić z ognia i od razu nakryć folią spożywczą,odstawić do wystudzenia.



Ciasto chlebowe
W misce umieścić wszystkie składniki ciasta, oprócz ryżu /kaszy/ i masła. Wyrabiać ok 5 minut. Dodać masło i wyrabiać aż ciasto będzie gładkie i błyszczące. Dodać ryż /kaszę/ i wyrabiać aż ryż równomiernie rozłoży się w cieście.
Utworzyć z ciasta kulę i umieścić ją w wysmarowanej tłuszczem misce. Przykryć ściereczką i zostawić do wyrośnięcia na 45-60 minut.


Wyjąć ciasto na blat i podzielić na dwa lub cztery bochenki. Przykryć i zostawić na 15 minut. Następnie umieścić je w formach i zostawić do wyrośnięcia, aby ciasto wypełniło 80-90% foremki/45min.- do godziny w temp.ok.30 st.C - u mnie rosło w temperaturze pokojowej grzane wiosennym słońcem/.
Piekarnik nagrzać do 190 st.C. Piec chleby ok. 35 minut. Jeżeli za szybko się rumienią,położyć na blachach folię.  Wyjąć z piekarnika i przestudzić na kratce.
Kroić nożem z ząbkami.


Dziękuję Amber i wszystkim Piekarkom za wspaniałe i smaczne chwile w kuchni.
Pod przewodnictwem Amber wspólny chleb z tang zhong piekły:


* cytuję obszerne fragmenty esejów P. Delerme "Gazeta przy śniadaniu" z książki Pierwszy łyk piwa i inne przyjemności oraz "Podwieczorek" z książki Dickens, cukrowa wata i inne smakołyki.

Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails