"Kiedy nie pracuję, wolę posiedzieć z dzieciakami, wyjść na spacer, obejrzeć stare filmy albo nawet pomilczeć. Nie ma w tym żadnej ideologii. Jestem przywiązany do szczegółów. Chodzi o całkiem małe rzeczy, rytuały codzienności. Lubię spokojnie wypić rano kawę, wyjść po gazety, porozmawiać z sąsiadami.
W naszej dzielnicy mieszka sporo starszych ludzi. Codziennie ich spotykam, często rozmawiamy. Imponują mi dystansem, poczuciem humoru, mądrością. Jak widzisz: żadnych spektakularności, żadnych skandali. Drobiazgi, drobiny, opiłki. Budują całość. Moje życie." *
A ja też lubię wypić spokojnie rano kawę. Najpierw jedną, potem drugą.
Jeszcze w pidżamie wyjść na taras i przywitać się z nowym dniem.
Zatopić się w porannej ciszy, a czasem trwać w niej aż do zmierzchu.
Znaleźć w szafie starą sukienką Mamy i odkryć, że teraz pasuje na mnie idealnie.
Założyć zapomniany pierścionek i przypomnieć sobie radość, z jaką przed wielu laty był kupiony za pierwsze wypłacone stypendium.
Mrużyć oczy od słońca zrywając kolejny bukiet ukochanych piwonii.
Przypudrować nos pyłkiem z kwiatów dzikiego bzu marząc o flakonie perfum, które zamknęłyby w sobie ten wspaniały, cytrusowy zapach.
Podjadać surowe ciasto i niby przypadkiem zrobić kruszonkę z podwójnej porcji.
Podjadać surowe ciasto i niby przypadkiem zrobić kruszonkę z podwójnej porcji.
I zjadać drożdżówki z ulubionego talerzyka z fiołkami.
Kupić paczkę draży kakaowych, by pod chrupką polewą odnaleźć smak licealnych powrotów do domu.
Lubię bardzo spotykać starszych ludzi, których historie są ciekawsze od książek.
Słuchać ich i podziwiać i myśleć, jak to jest mieć taką mądrość, dystans i pokorę.
I słowa lubię. Te mądre, proste, prawdziwe. Słowa, w których słyszę samą siebie.
Takie jak te o drobinkach. Czytam je po wielokroć, by nic nie zgubić, nic nie przeoczyć, by zapamiętać.
I nic w tym wielkiego, nadzwyczajnego.
Takie moje drobinki. Okruchy codzienności.
Czasem zupełnie niewidoczne, czasem łapane w przelocie, zwykle zbierane tylko przeze mnie.
Każdy ma przecież swoje życie utkane misternie jak pajęcza sieć, na której zbierają się takie drobinki. Każdego dnia zawieszam na niej kolejny koralik, jeszcze jedną kropelkę i cieszę się, że są tylko moje i nikt i nic może ich strącić.
Pomiędzy nimi przetaczają się te "ważne" i "jeszcze ważniejsze sprawy", ale to nie one są sensem życia.
Liczą się tylko te małe, najmniejsze drobinki.
Moje życie.
A w nim coraz bardziej kocham to, co proste, zwyczajne. Jak galette z truskawkami.
Zakochałam się w galette wiele lat temu. Urzekła mnie rustykalność, prostota, zwyczajność.
Kruche ciasto, które pełni równocześnie rolę formy. Okrągły placek z wywiniętym brzegiem, do środka którego wkładamy ulubione owoce lub w wersji wytrawnej warzywa.
Kruche ciasto, które pełni równocześnie rolę formy. Okrągły placek z wywiniętym brzegiem, do środka którego wkładamy ulubione owoce lub w wersji wytrawnej warzywa.
Zamiast dużej tarty wybrałam małe jednoosobowe lub jednokęsowe galette.
Lubię te mini formy.
Kruszę ciasteczka waniliowe, nakładam na nie soczyste truskawki i posypuję szczyptą soli morskiej.
Lubię niespodzianki. Lubię, gdy marzenia zmieniają się w szczęśliwą rzeczywistość. Jak marzenie o Manufakturze Czekolady, jakie mieli kiedyś jej Właściciele.
Tabliczka czekolady, jaką od nich dostałam w prezencie udekorowana była wanilią, truskawkami i solą morską. Wspaniała! Niezwykłe, cudowne połączenie. I szczera radość, że marzenia naprawdę się spełniają.Dziękuję!
Tabliczka czekolady, jaką od nich dostałam w prezencie udekorowana była wanilią, truskawkami i solą morską. Wspaniała! Niezwykłe, cudowne połączenie. I szczera radość, że marzenia naprawdę się spełniają.Dziękuję!
Wpis dedykuję Zytce, która pewnego dnia podarowała mi słowa, jedne z piękniejszych drobinek w mojej kolekcji - DZIĘKUJĘ!
GALETTE Z TRUSKAWKAMI I SOLĄ MORSKĄ
1,5 szklanki mąki - najlepiej krupczatki
2 łyżki cukru pudru (zwykle przemycam więcej;)
1 żółtko
1-2 łyżki zimnej wody
125 g zimnego masła
szczypta soli
garść pokruszonych ciasteczek waniliowych
sól morska
lody waniliowe (najlepiej domowe)
Wszystkie składniki ciasta zagnieść razem i wstawić do lodówki na 1-2 godzin. Schłodzone ciasto przełożyć na posypany mąką blat i rozwałkować. Przy pomocy wykrawaczek o średnicy 12 cm i/lub 8cm wyciąć spody do galette (u mnie wyszło 7 większych i 4 mniejsze). Na środek każdej porcji nasypać troszkę pokruszonych ciasteczek waniliowych - wpiją nadmiar soku.
Należy zostawić przynajmniej 2 cm brzegu - będzie później zawijany, by utrzymać nadzienie. Rozłożyć na nich truskawki pokrojone na grubsze plasterki lub ćwiartki i posypać szczyptą soli morskiej. Brzeg zakładać, tak by otulił nadzienie. Wstawić do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 stopni i piec ok. 20-25 minut lub do momentu, gdy ładnie się zarumienią.
Zdecydowanie zalecam podawać z lodami waniliowymi - rozkosz!



















































