piątek, 8 czerwca 2012

Drobinki, okruszki... Galette z truskawkami i solą morską.



"Kiedy nie pracuję, wolę posiedzieć z dzieciakami, wyjść na spacer, obejrzeć stare filmy albo nawet pomilczeć. Nie ma w tym żadnej ideologii. Jestem przywiązany do szczegółów. Chodzi o całkiem małe rzeczy, rytuały codzienności. Lubię spokojnie wypić rano kawę, wyjść po gazety, porozmawiać z sąsiadami. 


W naszej dzielnicy mieszka sporo starszych ludzi. Codziennie ich spotykam, często rozmawiamy. Imponują mi dystansem, poczuciem humoru, mądrością. Jak widzisz: żadnych spektakularności, żadnych skandali. Drobiazgi, drobiny, opiłki. Budują całość. Moje życie." *


A Ty?
A ja też lubię wypić spokojnie rano kawę. Najpierw jedną, potem drugą.
Jeszcze w pidżamie wyjść na taras i przywitać się z nowym dniem. 
Zatopić się w porannej ciszy, a czasem trwać w niej aż do zmierzchu.


Założyć ulubione jeansy i koszulkę. 
Znaleźć w szafie starą sukienką Mamy i odkryć, że teraz pasuje na mnie idealnie. 
Założyć zapomniany pierścionek i przypomnieć sobie radość, z jaką przed wielu laty był kupiony za pierwsze wypłacone stypendium.


Jadąc na rowerze zaplątać się we wstążkę jaśminowego zapachu.
Mrużyć oczy od słońca zrywając kolejny bukiet ukochanych piwonii.
Przypudrować nos pyłkiem z kwiatów dzikiego bzu marząc o flakonie perfum, które zamknęłyby w sobie ten wspaniały, cytrusowy zapach.


Podjadać surowe ciasto i niby przypadkiem zrobić kruszonkę z podwójnej porcji.
I zjadać drożdżówki z ulubionego talerzyka z fiołkami. 
Kupić paczkę draży kakaowych, by pod chrupką polewą odnaleźć smak licealnych powrotów do domu. 
Smażyć cynamonowe gofry i zaczynać nimi niedzielne poranki.
Lubię.


Lubię bardzo spotykać starszych ludzi, których historie są ciekawsze od książek. 
Słuchać ich i podziwiać i myśleć, jak to jest mieć taką mądrość, dystans i pokorę.
I słowa lubię. Te mądre, proste, prawdziwe. Słowa, w których słyszę samą siebie. 
Takie jak te o drobinkach. Czytam je po wielokroć, by nic nie zgubić, nic nie przeoczyć, by zapamiętać.


I nic w tym wielkiego, nadzwyczajnego. 
Takie moje drobinki. Okruchy codzienności.
Czasem zupełnie niewidoczne, czasem łapane w przelocie, zwykle zbierane tylko przeze mnie.


Każdy ma przecież swoje życie utkane misternie jak pajęcza sieć, na której zbierają się takie drobinki. Każdego dnia zawieszam na niej kolejny koralik, jeszcze jedną kropelkę i cieszę się, że są tylko moje i nikt i nic może ich strącić.


Pomiędzy nimi przetaczają się te "ważne" i "jeszcze ważniejsze sprawy", ale to nie one są sensem życia.
Liczą się tylko te małe, najmniejsze drobinki.
Moje życie.


A w nim coraz bardziej kocham to, co proste, zwyczajne. Jak galette z truskawkami.
Zakochałam się w galette wiele lat temu. Urzekła mnie rustykalność, prostota, zwyczajność.
Kruche ciasto, które pełni równocześnie rolę formy. Okrągły placek z wywiniętym brzegiem, do środka którego wkładamy ulubione owoce lub w wersji wytrawnej warzywa.


Zamiast dużej tarty wybrałam małe jednoosobowe lub jednokęsowe galette.
Lubię te mini formy.
Kruszę ciasteczka waniliowe, nakładam na nie soczyste truskawki i posypuję szczyptą soli morskiej.


To moje kolejne drobinki.  
Lubię niespodzianki. Lubię, gdy marzenia zmieniają się w szczęśliwą rzeczywistość. Jak marzenie o Manufakturze Czekolady, jakie mieli kiedyś jej Właściciele.


Tabliczka czekolady, jaką od nich dostałam w prezencie udekorowana była wanilią, truskawkami i solą morską. Wspaniała! Niezwykłe, cudowne połączenie. I szczera radość, że marzenia naprawdę się spełniają.Dziękuję!


Wpis dedykuję Zytce, która pewnego dnia podarowała mi słowa, jedne z piękniejszych drobinek w mojej kolekcji - DZIĘKUJĘ!

GALETTE Z TRUSKAWKAMI I SOLĄ MORSKĄ 

1,5 szklanki mąki - najlepiej krupczatki
2 łyżki cukru pudru (zwykle przemycam więcej;)
1 żółtko
1-2 łyżki zimnej wody
125 g zimnego masła
szczypta soli

świeże truskawki
garść pokruszonych ciasteczek waniliowych
sól morska
lody waniliowe (najlepiej domowe)


Wszystkie składniki ciasta zagnieść razem i wstawić do lodówki na 1-2 godzin. Schłodzone ciasto przełożyć na posypany mąką blat i rozwałkować. Przy pomocy wykrawaczek o średnicy 12 cm i/lub 8cm wyciąć spody do galette (u mnie wyszło 7 większych i 4 mniejsze). Na środek każdej porcji nasypać troszkę pokruszonych ciasteczek waniliowych - wpiją nadmiar soku. 


Należy zostawić przynajmniej 2 cm brzegu - będzie później zawijany, by utrzymać nadzienie. Rozłożyć na nich truskawki pokrojone na grubsze plasterki lub ćwiartki i posypać szczyptą soli morskiej.  Brzeg zakładać, tak by otulił nadzienie. Wstawić do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 stopni i piec ok. 20-25 minut lub do momentu, gdy ładnie się zarumienią. 
Zdecydowanie zalecam podawać z lodami waniliowymi - rozkosz! 

czwartek, 31 maja 2012

TU I TAM nr 23. Zielony talerz jednorazowego użytku, czyli avocado w zestawie dla 2 osób

Grasz w zielone?
Jasne, że grasz!
Nie ma na co czekać!
Dołącz do nas.
Im więcej, tym lepiej.
Orkiestra na wiele głosów, tonacji i smaków.
Gramy od wiosny do zmierzchu lata.
W maju koncertujemy codziennie.
Grać w zielone każdy może. Gotować zielone też.
Jeść zielone powinien każdy.
Razem z Amber z Kuchennymi Drzwiami postanowiłyśmy wykonać utwór zatytułowany "Zielony talerz".
Oto nasze interpretacje.
I jak? Gracie z nami?


Przyjechał do mnie pociągiem.
Piękny. 
Zgrabny. 
Z tym błyskiem, który zapiera dech.
Absolutnie w moim guście.
Żadnych zbytecznych gadżetów.


Klasyczny typ od stóp do głów, a ściślej mówiąc od gładkiej rączki hamulca po modelowo wygięty błotnik. 
Abstrahując od niezwykle pociągającej fizyczności, to co mnie w nim najbardziej ujęło to idealne wyczucie czasu. Punktualność, którą stawiam w czołówce mojej listy oczekiwań. 
Zjawił się bowiem z samego rana, dokładnie w moje urodziny.


I stało się! Staliśmy się nierozłączni. 
Wszędzie razem.
Razem na pocztę. Do sklepu. Na spacer. Nad rzekę.
Prosto przed siebie i w nieznane.
Ścieżką w prawo, zakrętem w lewo.
W górę i w dół.


Czy słońce czy deszcz.
Mój rower i ja, a z nami wiatr. 
Głaszczący twarz.
Wplątany we włosy. 
Świszczący między kołami.
Pchający pod górę.
Oczyszczający.


Najbardziej lubię ten moment, który trwa zaledwie kilka sekund, ale dostarcza radości i energii na cały dzień. 
Moment, gdy zamykam furtkę, siadam i na pełnej szybkości zjeżdżam w dół tunelem zieleni. 
Wiatr smaga policzki i daje uczucie lekkości - cudownej, niezwykłej, uskrzydlającej. 
W takich chwilach najlepiej rozumiem słowo "wolność" i czuję, że mam sił, by dotrzeć wszędzie.


Muszę się jednak przyznać do zdrady. 
Tak, zdradziłam mojego dwukołowego towarzysza.
Właściwie sama nie wiem dlaczego. Zresztą zdrada nie jest podszyta rozsądkiem. 
I tak przez parę lat trzymałam go w zamknięciu i nawet na niego nie spojrzałam! Niedobra!


Jednak, jak to powiadają, stara miłość nie rdzewieje, choć tu akurat rdza dotknęła ze 2,3 śrubki. Ale poza tym cała reszta nadal nieźle się trzyma. 
I tak sobie znów pędzimy przez świat.
Ja na nowo zakochana, a on piękny, jak przed laty.


A może właśnie tak to jest - że czasem trzeba od siebie odpocząć, oddalić się, by po powrocie doceniać jeszcze bardziej...
Na pewno tak jest z zielenią.
Co roku nie mogę się jej doczekać, a kiedy już jest, zakochuję się w niej po uszy.
Niezmiennie, każdego maja, od lat.


Zielenią karmię oczy i zaspakajam apetyt.
A na stole stawiam zielone talerze.
I nie mam na myśli koloru porcelany.
Zielone jest to co na talerzach, we wszystkich jej odcieniach.  
Zieleń jest soczysta, pełna energii, witamin, radości po prostu. 


Wysoko w górach, zaszyta wśród zieleni mieszka R., moja bratnia dusza. 
To ona opowiedziała mi o swoich zielonych talerzach, jednorazowych. 
Zachwyciło mnie, że to takie proste. 

Kupiłam avocado. Przecięłam na pół. 
Piękny seledyn talerzy zapraszał, aby ułożyć na nich coś dobrego. 
Moje zielone talerze to po prostu połówki avocado. 
Zwykle wydrążam miąższ i nadziewam je guacamole. Jednak tym razem miąższ pozostał, bez niego talerze nie byłyby takie smaczne!


Część talerzy pomalowałam w prążki - avocado z grilla to absolutna rozkosz! Skropione cytryną i oliwą i posypane odrobiną soli smakuje cudownie. Nie mogłam się jednak powstrzymać i ułożyłam jeszcze na tych talerzach kiełki brokułowe i płatki parmezanu - prawdziwa rozkosz!


Drugi zielony talerz przygotowałam specjalnie z myślą o Amber  - wiem, że lubi jajka. Uwierzcie mi, że tak podane smakuje rewelacyjnie. 
Oba talerze podbiły moje serce. A Wy, który talerze wybieracie?


GRILLOWANE AVOCADO

avocado
oliwa
sok z cytryny
sól morska
kiełki
parmezan

Dojrzałe avocado przekroić na pół i usunąć pestkę. Każdą z połówek skropić cytryną i posmarować oliwą. Ułożyć na rozgrzanym grillu i trzymać tak przez 5-7 minut. Po tym czasie zdjąć z grilla i posypać odrobiną soli morskiej. Podawać z kiełkami - ja użyłam kiełków brokułowych oraz płatkami parmezanu. Można dodatkowo skropić oliwą i cytryną. Boskie!!!


AVOCADO Z JAJKIEM SADZONYM

avocado
jajko
sól, pieprz do smaku
oliwą

Dojrzałe avocado przekroić na pół i usunąć pestkę. Z każdej połówki ściąć czubek, tak by powstał dość gruby plaster avocado. Miejsce po pestce powiększyć wydrążając część miąższu - można go użyć do sałatki, pasty, itp. Na patelni rozgrzać odrobinę oliwę i ułożyć na niej plastry avocado. W środek każdego plastra wbić jajko, nakryć pokrywką i trzymać na średnim ogniu do momentu aż białko się zetnie, a żółtko będzie miało odpowiednią konsystencję. Przełożyć na talerz, doprawić solą i pieprzem. Podawać z grzankami. Boskie!!!


* przepisy na takie podanie avocade zasłyszane od R. - dziękuję:)


środa, 16 maja 2012

Spanakopita z pokrzywą, bo wszystko się kręci wokół zieleni




Maj. 
Wszystko się kręci wokół zieleni. 
Kręcę się i ja.
W prawo na łąkę.
W lewo do ogrodu. 


Z łąki na prawo do potoku, dzikiej śliwy, jaśminu i starych wierzb.
Z ogrodu na lewo do wodospadu, paproci, bzów i akacji. 
Przebijam się przez ściany zieleni. 


Brodzę po kostki w rześkiej wodzie potoku. 
Siedmiomilowym krokiem przeskakuję polany stokrotek i ląduję wśród puchatych dmuchawców. 
Dywan łąki jest miękki i gruby, jaskrawy od kolorów, które co dzień układają się w nowy wzór. 


Kwitną pigwowce i borówki; widać już zalążki agrestu i porzeczek. 
W myślach układam je już w słoikach, rozsypuje na kruchych tartach i spijam z warg kropelki soku. 
Parasole rabarbaru aż się proszą o deszcz, choć ja wolę gdy nasiąkają wanilią mocząc się w wielkim garnku z kompotem. 


I jak co roku po łące kręci się czarny bocian, przy wodospadzie para dzikich kaczek kręcąc kuprami zażywa popołudniowej kąpieli, a w dziuplach starego pnia lipy  wiercą się kolejne pokolenia dzięciołów. 
Jak co roku czas zakręcił spiralę. 
I niby wszystko to samo i wszystko to znam, a jednak każdy maj witam tak, jakby nie istniał żaden inny. 
Bo to wszystko jest wyjątkowe. 


I przez swą powtarzalność,
i przez wyciekającą z każdego kąta ogrodu zieloność,
i przez to, że w maju, jak zawsze, króluje brzydula z piękna duszą - Pani Pokrzywa
Nie wiem czy jest druga tak bardzo nielubiana roślina - w dodatku zupełnie niesłusznie - przecież nawet piekące bąble to w istocie samo dobro. 


O magicznych właściwościach pokrzywy wiedzieli już dawno temu znachorzy i zielarze. Używali jej do wypędzenia z ciała całego zła: sok lub napar z pokrzywy oczyszcza bowiem krew, nerki, pomaga pozbyć się toksyn, a wywary stosowane zewnętrznie leczą artretyzm i nerwobóle. 
Dzięki olbrzymiej zawartości witamin i mikroelementów jej sok i młode liście zwiększają poziom hemoglobiny we krwi, a obniżają poziom cukru. Pokrzywa zapobiega anemii i awitaminozie - wiele osób dzięki niej przeżywało wojnę czy głód. Zupą z pokrzyw ratowali się na przednówku najbiedniejsi. 


Moja Babcia zawsze mawiała, że "trzeba się kłaniać pokrzywom". 
Tak też, jak co roku, zrobiłam - kręcąc się wczesnym rankiem po majowej łące kłaniałam się pokrzywom za każdym razem, gdy obrywałam im młode listki.


I tak mi ten maj i zieleń zakręciły w głowie, że i ja zakręciłam pokrzywami. 
Połączyłam je z fetą, nałożyłam na płaty filo i skręciłam w wielkiego ślimaka.  
Tak powstała moja majowa wersja greckiej spanakopity, choć wyglądem bardziej przypomina bułgarską banicę. I choć co do nazwy można się sprzeczać, to smak jest bezsprzecznie genialny!
A zatem ruszajcie do ogrodów pokręcić się wokół zieleni, za każdym razem kłaniając się pokrzywom. 


SPANAKOPITA Z POKRZYWĄ

1 opakowanie ciasta filo
ok. 200 g listków młodej pokrzywy (zbieramy 4 górne listki)
1-2 ząbki czosnku
1 opakowanie fety ( u mnie 250g)
1 jajko
ok. 50 masła
sól, pieprz
* kilka łyżek śmietany 18%


Młode liście pokrzyw delikatnie zblanszować, następnie odsączyć i dość drobno posiekać.  Przełożyć do miski razem z fetą, przeciśniętym przez praskę czosnkiem, jajkiem oraz przyprawami. Wymieszać razem tak, by powstała jednolita masa. Jeśli masa jest zbyt gęsta, można dodać kilka łyżek śmietany.


Masło stopić i smarować nim płaty ciasta filo - jedną warstwę powinny tworzyć 4 płaty ciasta. Tak przygotowane ciasto przeciąć na dwie części - powstaną dwa wąskie prostokąty. Na każdy z nich nałożyć nadzienie z pokrzyw i zwinąć w rulon, jak roladę. Przełożyć do wysmarowanej masłem formy zwijając na kształt ślimaka. Posmarować z wierzchu stopionym masłem i przełożyć do piekarnika nagrzanego to temperatury 200 stopni. Piec ok. 35-40 minut, do momentu aż ciasto ładnie się zrumieni. 
Świetnie smakuje zarówno na ciepło, jak i na zimno. 



* informacje o pokrzywie pochodzą z artykułu Pawła Reincholda z miesięcznika Magiczna KUCHNIA, nr 4/1998.
* dziękuję moim Chłopakom za udział ich rąk w sesji zdjęciowej;)



Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails