czwartek, 13 maja 2010

WĘDZONY, PIECZONY, CIEPŁY, ZIMNY



Zbieram dobre chwile jak koraliki. Nadziewam na nitki pamięci i chowam w niewidzialnych szkatułkach. A kiedy szukam pociechy, z radością dziecka podnoszę wieczko. Czeka tam na mnie stos kolorowych wspomnień. Są duże i małe, zabawne i romantyczne, pachnące i rozkoszne, dziecinne i dorosłe. Lubię, gdy niespodziewanie dźwięk, obraz czy przypadkowe słowo niczym zaklęcie otwierają szkatułkę i podsuwają wspomnienie. Nie zawsze poważne, często zupełnie błahe, a czasami tak odległe, że aż się dziwię jak przetrwały. 
Już zawsze zapach bzów będzie przywoływał pewne majowe popołudnie, gdy z przyjaciółką  uciekałyśmy przed nadciągającą burzą biegnąc między kroplami deszczu z naręczem kwiatów zerwanych przy drodze
Za każdym razem, gdy zjadam lody kawowe wędruję do salonu mojej babci, gdzie jako dziecko siadałam przy fortepianie i trzema palcami wygrywałam tylko mi znane takty, a babcia nagradzała mnie porcją domowych lodów. Kawowych. Najlepszych. 
Zielone, purpurowe, żółte, białe - moje porcelanowe ulubione naczynia. Kupione w pewną słoneczną i beztroską niedzielę, na bazarze, na wagę (!), na zapas, na tyle dań. Lubię do nich wracać. Chciałam je dziś postawić na stole. By się rozgrzać. By przypomnieć radość z ich wybierania. By poczuć się dobrze. 
I choć dziś ważniejsze dla mnie było w czym zjadam, to dokładam do zbiorów także nowe wspomnienie. Tym razem  smaku - wędzonego, pieczonego, poznanego na ciepło i sprawdzonego na zimno. Pysznego! 

ZAPIEKANKA Z ŁOSOSIEM
SKŁADNIKI na 2-3 porcje

250 g makaronu typu kolanka (choć może być inny)
5-6 plastrów wędzonego łososia
pęczek koperku
kubek śmietany 12%
2-3 łyżki musztardy
1 jajko
sól, pieprz
tarty żółty ser do posypania 
cytryna (opcjonalnie) 
oliwa


Makaron ugotować w osolonej wodzie al dente. Odcedzić i przestudzić. Plastry łososia pokroić na drobne kawałki. Koperek umyć i posiekać. Do miski przelać śmietanę, dodać jajko i dokładnie wymieszać, doprawić solą i pieprzem. Dodać musztardę i ponownie dokładnie wymieszać. Koperek umyć i poszatkować. Plastry łososia pokroić na mniejsze kawałki i razem z koperkiem dodać do śmietany. Wymieszać. Naczynia żaroodporne wysmarować oliwą. Piekarnik rozgrzać do temperatury 190 stopni. Przestudzony makaron dodać do miski z sosem i dokładnie wymieszać. Przełożyć do miseczek, na wierzchu posypać startym żółtym serem. Zapiekać ok. 20-30 minut. Gotowe można skropić cytryną (wręcz wskazane:). Smakuje doskonale zarówno na ciepło, jak i na zimno. Polecam!


niedziela, 9 maja 2010

Poznajcie PIDE....

  ...czyli turecką pizzę. " Za typowy placek turecki uznaje się pide. Podaje się go bardzo często w tureckich restauracjach za granicą, ale w kraju jada  tylko w czasie ramadanu jako obowiązkowy składnik posiłku, gdy przestaje już obowiązywać nakaz ścisłego postu. Pide piecze się z mąki pszennej, nadaje mu kształt łódki z rozcięciem pośrodku, by móc nafaszerować posiekanym mięsem i przyprawami lub owczym serem." *


Nigdy nie byłam w Turcji, nigdy nie jadłam pide w żadnej restauracji. Ale wybrałam się pewnego dnia na zakupy. Odwiedziłam stoisko z tanimi książkami. Pogrążyłam w przeglądaniu znanych lub nie tytułów, te ciekawsze wróciły ze mną do domu, a wraz z nimi nowe pomysły i inspiracje. Książki kucharskie traktuję trochę jak wino, pozwalam im leżakować i lubię po nie sięgać wieczorem delektując się zdjęciami i szukając okazji, by sprawdzić najciekawszy przepis. Pide zaintrygował mnie od razu. Ale pewnie nie była to odpowiednia pora. Albo nie miałam wtedy zapasu fety, a może świeżych drożdży.... (bo szpinak mam zawsze). Ale w miniony piątkowy wieczór KUCHNIA TURECKA była pierwszą książką ściągniętą z półki na kolejną wyprawę kulinarną. Tym razem byłam gotowa, moja lodówka także. Po sobotnim spacerze poznaliśmy smak pide. Was także bardzo zachęcam do tego bardzo smacznego spotkania.  

*Przepis i cytat z książki KUCHNIA TURECKA, wydanej w serii Podróże Kulinarne, wyd. Rzeczpospolita, 2008. 

SKŁADNIKI NA 4 PIDE
10 g świeżych drożdży
225 g mąki
1 łyżeczka soli

Drożdże rozkruszyć w misce. Zalać 1 szklanką ciepłej wody, wymieszać. Dodać mąkę i sól. Wyrobić gładkie ciasto, przykryć i odstawić na ok. 45 minut w ciepłe miejsce (powinno podwoić objętość.)
Wyrośnięte ciasto wyrobić na stolnicy posypanej mąką. Podzielić na 4 porcje, rozwałkować owalne placki. Na każdy nałożyć nadzienie. Uformować łódeczki (łącząc końce placków). Pokropić oliwą i posypać kuminem. 
Piec ok. 15 minut w piekarniku rozgrzanym do 220 stopni, aż pide się zrumienią. Można podawać z kawałkami cytryny do pokropienia.
Ciasto jest bardzo delikatne, z wierzchu lekko chrupiące, w środku miękkie, sprężyste. Pyszne!

SKŁADNIKI NA NADZIENIE
1 pęczek dymki 
300 g szpinaku (użyłam mrożonego)
100 g sera feta
1/2 łyżeczki kuminu
2 łyżki oliwy
sól, pieprz
1-2 ząbki czosnku
Szpinak rozmrozić i odparować, połączyć z dymką, doprawić do smaku czosnkiem i przyprawami. Jeśli używamy świeżego, szpinak dokładnie umyć i sparzyć kilka sekund we wrzątku. Ostudzić zimną wodą, odcisnąć, grubo posiekać i połączyć z dymką i przyprawami.  Nakładać na placki, na wierzch kłaść rozkruszony ser feta.

piątek, 7 maja 2010

DOMOWE SPA - KTO MA OCHOTĘ?



Spokojna muzyka wprowadza mnie w stan relaksu. Moje ciało chłonie witaminy. Zioła i lecznicze substancje oczyszczają organizm i odmładzają cerę. Nie zapominam też o gimnastyce. Skłony i przysiady rozciągają nie zawsze chętne do ćwiczeń mięśnie. Pobyt w spa od paru lat niezmiennie znajduje się w ścisłej czołówce mojej prywatnej listy marzeń. I dziś udało mi się je spełnić. I nie musiałam wyjeżdżać. I będę z niego korzystać regularnie. I nie muszę płacić. I nie myślcie, że to niekulinarny wpis.  I nie myślcie, że się chwalę. Wprost przeciwnie. Chcę się podzielić. 
Po raz pierwszy od kilku dni poranek powitał nas słońcem i błękitem nieba. Po wielu deszczowych dniach chcę chłonąć wiosenne powietrze, zaszyć się wśród zieleni, zjeść coś nowego, świeżego, zdrowego. Chcę .... pokrzywy! Nie jednej! Kilku garści. Świeżych , ledwo rozwiniętych liści. Uzbrojona w nożyce i ogrodnicze rękawiczki wyruszam do mojego spa. Kilka kroków za domem rozciąga się nasza łąka. W miejscu gdzie kończą się bzy, zakrętu strzeże stara jabłoń. To tu łąka opada i krętą ścieżka prowadzi nad strumień. Z kuzynkami spędzałam tu dzieciństwo, z W. wsłuchiwałam się w serca bicie, z  moim synem kryjemy się tu przed piratami. To tu śpiew ptaków jest najpiękniejszą muzyką, to tu szum wody opowiada historie, których nie można gdzie indziej usłyszeć. To tu zieleń codziennie zmienia barwy. Wsłuchuję się, wyciszam, pochylam po zielone listki. Świeże powietrze, niczym aromaterapia, koi duszę i ciało. Wypoczęta, powracam z  koszykiem witamin. I na koniec tego cudownego przedpołudnia w  domowym spa zjadam zdrową i rześką zupę z pokrzywy*.  

  
*Urtica (łac.), czyli pokrzywa, wzbudziła mój szacunek, kiedy w trakcie wiosennych porządków znalazłam stary numer czasopisma Magiczna Kuchnia, a w nim artykuł Pawła Reincholda "POKRZYWA - BRZYDULA Z PIĘKNĄ DUSZĄ".  Jej lecznicze, wzmacniające i odmładzające właściwości po prostu mnie zachwyciły. Może znacie inne sposoby na dania z pokrzywą?
P.S. Amber, dziękuję za radę! 

 SKŁADNIKI 
2-3 porcje

3 garście młodych listków pokrzywy (ścinamy tylko 4-5 górnych listków)
1 cebula lub 2 szalotki
2 ząbki czosnku
0,5 l bulionu warzywnego
1-2 średnie ziemniaki
1,5 łyżki masła
sól, pieprz do smaku
1-2 łyżeczki soku z cytryny

Liście pokrzywy dokładnie opłukać w zimnej wodzie. Cebule i czosnek obrać i drobno pokroić. Na rozpuszczone masło wrzucić cebulę i czosnek, chwilę podsmażyć. Dodać liście pokrzywy. Kiedy się skurczą i "zwiędną", zalać je bulionem. Ziemniaki obrać, drobno pokroić i dodać do zupy. Gotować 10-15 minut. Ugotowaną zupę zmiksować blenderem, doprawić do smaku solą, pieprzem i sokiem z cytryny. Można podawać z grzankami. Smacznego!  

środa, 5 maja 2010

GORĄCY KUBEK W DESZCZOWY DZIEŃ



Pada. Pada już trzeci dzień. Ma padać kolejne dwa, może trzy...Kiedyś taka deszczowa pogoda  budziła we mnie chandrę, a pochmurne niebo mogło konkurować z równie pochmurnym nastrojem. Teraz jest inaczej. Nauczyłam się cieszyć z każdej pogody. Nie była to lekcja łatwa, ale jakże potrzebna. Deszcz, zimno, wiatr - szukam energii w każdym kaprysie pogody. I zawsze znajduje! Myślę, że ciepło jest w nas, w środku. Wystarczy roztoczyć je wokół siebie. I szukać. Szukać dobrych stron tego co tylko pozornie wydaje się pochmurne. Przez mokrą szybę obserwuję mój ziołowy ogródek, doniczki z pomidorami, kwiaty. Deszcz wyręcza mnie w podlewaniu. Powracam do ulubionej zimowej herbaty z pomarańczami. Za chwilę zagrzeje dłonie gorącym kubkiem z zupą. Gęstą, pożywną. Usiądę na fotelu, otulę ciepłym kocem i posłucham deszczu.  Posłuchacie ze mną? 
 
ZUPA-KREM Z CUKINI
składniki na 2-3 porcje

2 średnie cukinie
1 duża cebula lub 3 szalotki
2-3 średnie ziemniaki
2 ząbki czosnku
oliwa
sól, pieprz do smaku
3/4 l wody lub bulionu warzywnego

Cukinię umyć i ściąć końcówki (nie obieram ze skórki, dzięki czemu zupa zyskuje na kolorze). Cebulę i czosnek obrać i pokroić. W garnku podgrzać oliwę, wrzucić na nią czosnek i cebulę, aż stanie się szklista, a czosnek się lekko zrumieni. Dodać pokrojoną w cienkie plasterki cukinię oraz obrane i pokrojone drobno ziemniaki. Chwilę razem podsmażać. Zalać wodą / lub bulionem. Gotować ok. 10-15 minut. Doprawić solą i pieprzem. Ugotowaną zupę zmiksować, i jeśli trzeba doprawić jeszcze dodatkowym ząbkiem czosnku. Podawać z grzankami. Smacznego! 


sobota, 1 maja 2010

KREM KOKOSOWY Z RABARBAREM



W przypadku niektórych ulubionych smaków i potraw jestem konserwatywna - przyzwyczajam się do  dodatków, sposobu podania, pory roku, a nawet miejsca, gdzie są zjadane. Jednak w przypadku rabarbaru zasady te nie mają nic do powiedzenia. Rabarbar uwielbiam w każdej postaci i gdyby to tylko było możliwie, jadłabym go o każdej porze roku:) Począwszy od  czekającego na mnie w dzieciństwie zimnego kompotu gotowanego  przez ukochaną Babcię w wielkim garnku, którym częstowała mnie zawsze w letnie popołudnia, po różne wersje tart, crumble czy drożdżowych placków, wszytko co rabarbarowe  przyrządzam i zjadam z wielką ochotą. Nie mogłam zatem przejść obojętnie obok przepisu na Coconut Creams with Rhubarb, czyli Kokosowego kremu z rabarbarem. Krem jest niezwykle łatwy w wykonaniu, a jego przygotowanie zajmuje maksymalnie 10 -15 minut, nie licząc czasu chłodzenia w lodówce. Aromat kokosu w połączeniu ze smakiem rabarbaru daje cudowny efekt. Deser jest lekki, konsystencją przypomina panna cottę, i  pod warunkiem, iż jest dobrze schłodzony, tworzy idealny deser na ciepłe popołudnie. Zapraszam!

SKŁADNIKI 
/na 4 porcje/

3 listki żelatyny  /używam żelatyny w listkach - 1 listek odpowiada 1 łyżeczce/
400 ml mleka kokosowego
6 łyżek cukru
1 opakowanie cukru waniliowego
300 g rabarbaru pokrojonego na kawałki

Listki żelatyny włożyć do miski i zalać zimną wodą. Odstawić na ok. 5 min. (używając sypkiej żelatyny, należy ją namoczyć w niewielkiej ilości zimnej wody). W tym czasie w garnku o grubym dnie podgrzać mleko kokosowe z 2 łyżkami cukru. Podgrzewać aż będzie gorące, ale nie dopuścić do wrzenia. Zdjąć z ognia. Namoczone listki żelatyny wyciągnąć z wody i dodać do gorącego mleko, mieszać do momentu rozpuszczenia żelatyny. Odstawić do wystudzenia i przelać do przygotowanych pucharków. Chłodzić w lodówce do momentu stężenia, najlepiej wstawić na noc, aby deser dobrze się schłodził.
Rabarbar oczyścić z włókien i pokroić na kawałki. Połączyć z cukrem i cukrem waniliowym i podgrzewać na małym ogniu aż do momentu zagotowania, ok. 2-3 min. (nie gotować za długo, aby rabarbar zachował kształt i nie rozpadł się). Ostudzić. 
Przed podaniem na każdy z kremów nałożyć sos rabarbarowy. Smacznego!

czwartek, 29 kwietnia 2010

TARTA NA OBIAD I NA KOLACJĘ :)



Pewnie jak większość z Was, mam ochotę na wiosenne obiady. Lekkie, warzywne, zdrowe. Zieleń na talerzu nie jest obowiązkowa, ale miło dopełnia całości. Lubię potrawy, które świetnie smakują w porze obiadowej, ale mogą także wystąpić w roli pysznej kolacji. Daniem, które moim zdaniem świetnie spełnia wszystkie te oczekiwania jest tarta. Często korzystam z gotowego ciasta francuskiego, a składniki farszu komponuję dowolnie, choć najczęściej  bazą jest ser feta i szpinak. Dziś jednak upiekłam tartę na kruchym spodzie, korzystając z przepisu na ciasto M. Roux. Kruchą tartę wypełnił farsz z fety i szpinaku, z dodatkiem czarnych oliwek i lekko grillowanego  kurczaka. Tartę podałam z sosem pomidorowym. Była pyszna na ciepło, była pyszna na zimno. Była..... No właśnie, wszystko co dobre szybko się kończy, ale w tym wypadku, z pewnością równie szybko powróci na nasz stół. Zapraszam i Was! 

SKŁADNIKI NA KRUCHE CIASTO
/cytuję za M. Roux, z książki Jajka/
250 g mąki
125 g masła
1 średnie jajko
1 łyżeczka soli
2 łyżeczki drobnego cukru
40 ml zimnej wody
Z podanych składników zagnieść gładkie ciasto. Owinąć w folię spożywczą i schładzać w  lodówce przez 1-2 godzin.  W tym czasie przygotować farsz i sos do tarty. 

SKŁADNIKI NA FARSZ
1 opakowanie sera feta
szpinak (użyłam mrożonego - 4 kostki)
1 jajko
50 ml śmietany 30%
1 mały filet z kurczaka
oliwa
1-2 ząbki czosnku
spora garść czarnych oliwek
sól, pieprz do smaku

Szpinak rozmrozić i odparować. Kurczaka pokroić w drobne kawałki, doprawić solą i pieprzem i lekko podsmażyć na rozgrzanej oliwie. Fetę pokruszyć. Połączyć ze szpinakiem, jajkiem, śmietaną i czosnkiem. Zmiksować blenderem na gładką masę. Dodać podsmażonego kurczaka i pokrojone oliwki (część odłożyć do dekoracji) i dobrze wymieszać z resztą nadzienia. Piekarnik rozgrzać do 180 stopni. Schłodzone ciasto rozwałkować i wyłożyć nim wysmarowaną masłem formę na tartę. Wstawić do piekarnika na 5-10 minut, aby ciasto lekko się zarumieniło. Wyjąć z piekarnika. Nadzienie rozprowadzić na podpieczonym spodzie ozdabiając pozostałymi oliwkami. Wstawić ponownie do piekarnika i piec ok. 30 minut, do momentu, aż wierzch będzie sprężysty. Podawać z sosem pomidorowym

SKŁADNIKI NA SOS POMIDOROWY
1 puszka pomidorów
2 szalotki

oliwa
sól, pieprz
czosnek
szczypta cukru
bazylia


Na rozgrzaną oliwę wrzucić pokrojone drobno szalotki oraz czosnek. Po chwili dodać pomidory z puszki, doprawić solą, pieprzem i ziołami. Gotuję ok. 5 min, pod koniec doprawiam do smaku ok. pół łyżeczką cukru. Jeśli używam pomidorów krojonych bez skórki, sosu nie miksuję. Smacznego! 

wtorek, 27 kwietnia 2010

CHŁODNIK, CZYLI KONIEC WYCZEKIWANIA NA ULUBIONE SMAKI


W sobotę dostałam prezent, właściwie bukiet, a nawet dwa. Bez kwiatów. Z mnóstwem liści. W soczystych kolorach zieleni i ciemnej purpury. Długo oczekiwany. Witany owacjami. I od razu posiekany, ugotowany i mocno schłodzony. Botwinka! Letnie wspomnienie chłodnika z botwinki, popijanego na tarasie w upalne dni, powracało do mnie niemal codziennie wraz z oczekiwaniem na upragnioną wiosnę. I są! Wiosna rozkwita, pachnie i jest coraz piękniejsza. Ostatnia porcja chłodnika trafi za chwilę na nasze talerze! I kto mi powie, że marzenia się nie spełniają?:) 
Pierwszy raz przygotowałam chłodnik rok temu. Zrobiłam to intuicyjnie, nie korzystając z żadnych wskazówek - smak spełnił moje (i nie tylko) oczekiwania i odtąd właśnie w taki sposób powstaje nasz chłodnik. Zapraszam do stołu!

SKŁADNIKI
2 pęczki botwinki
1/2 l kefiru/kwaśnego mleka
4-5 ogórków kiszonych średniej wielkości
4-5 ząbków czosnku
1,5 -2 l wody/bulionu warzywnego 
1 duży pęczek koperku 
2-3 łyżeczki soku z cytryny
sól, pieprz do smaku
jajka ugotowane na twardo

Botwinkę umyć i drobno posiekać - liście, łodyżki i bulwy. Zalać bulionem lub wodą ( w tym wypadku doprawić solą i pieprzem) i gotować do miękkości. Pod koniec gotowania dodać przeciśnięte przez praskę 3 ząbki czosnku (dodaję pod koniec, by smak czosnku się nie wygotował). Gotować jeszcze ok. 2 minut i wyłączyć. Ja na tym etapie lekko miksuję zupę blenderem ("żyrafą") - lubimy bardzo popijać chłodnik z kubeczków, a mniejsze kawałki znacznie to ułatwiają. Gdy nieco przestygnie, dodać drobno posiekany koperek oraz ogórki kiszone starte na tarce o grubych oczkach (te składniki celowo dodaję po zakończeniu gotowania, aby zachować ich intensywny smak i aromat). Odstawić na noc. Następnego dnia dodać kefir lub kwaśne mleko oraz pozostałe dwa ząbki czosnku. Jeśli to konieczne, doprawić jeszcze do smaku sokiem z cytryny. Podawać schłodzony dodatkiem jajka na tardo, lub po prosu popijać z kubeczka. Smacznego! 

piątek, 23 kwietnia 2010

DLA W. CIASTO Z MUSEM CZEKOLADOWO-ORZECHOWYM


To ciasto dla W. To jego dzień. Od rana słoneczny, od rana czekoladowy i  jak zawsze z sercem pełnym...
W tym dniu zawsze króluje czekolada. Za każdym razem w innej, zawsze kuszącej postaci. Zadziwia mnie nieskończoność możliwości i coraz to nowe jej wcielenia. Już tyle wspólnych czekoladowych dni za nami i ciągle tyle smaków przed nami!
Tym razem to ciasto właściwie nie jest ciastem - z wyjątkiem cudownie kruchego, orzechowego spodu, reszta jest rozpływającym się w ustach  czekoladowo-orzechowym musem pokrytym aksamitnym ganache z gorzkiej czekolady. Całość jest lekka i niewyobrażalnie pyszna! Jeśli dodać do tego filiżankę świeżo parzonej kawy i wygodny fotel na tarasie, to dziś nie trzeba nam nic więcej do szczęścia, no może z wyjątkiem kolejnej porcji...:)
Ciasto jest niezwykle proste i jego wykonanie zajmuje maksymalnie 30 minut, nie licząc czasu potrzebnego na  leżakowanie w lodówce. Przepis pochodzi ze strony Bake or Break. Bardzo polecam! 



SKŁADNIKI

NA KRUCHY SPÓD
2 łyżki mielonych orzechów laskowych (użyłam włoskich)
3 łyżki cukru
1/2 filiżanki mąki pszennej tortowej
1/4 filiżanki masła
2 łyżki kakao

Orzechy zmiksować w blenderze z cukrem, dodać mąkę, masło i kakao i zagnieść razem. Tortownicę o średnicy 21 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Ciasto rozprowadzić równomiernie na dnie tortownicy i piec ok. 15-18 minut w piekarniku nagrzanym do 170 stopni. 

NA MUS
1 łyżeczka żelatyny (można dać 1,5 wówczas mus będzie bardziej zwarty)
3 łyżki zimnej wody
1/2 filiżanki Nutelli
1/2 filiżanki mascarpone
1,5 filiżanki śmietany kremówki
2 łyżki kakao
3 łyżki cukru

W czasie gdy spód się piecze, żelatynę namoczyć w zimnej wodzie, aby napęczniała. Następnie podgrzać aż żelatyna się rozpuści. W tym momencie dodać Nutellę, zdjąć z ognia i energicznie mieszając połączyć w jednolitą masę. Dodać mascarpone i ponownie dokładnie wymieszać, aby całość dobrze się połączyła. Śmietanę ubić z cukrem i kakao i dodawać po 1/3 porcji do masy z Nutellą. Dobrze wymieszać i wylać na przestudzony spód. Włożyć do lodówki na min. 3 godziny. 

NA GANACHE
1/4 filiżanki gęstej śmietany 
100 g gorzkiej czekolady

Czekoladę umieścić wraz ze śmietaną w kąpieli wodnej, delikatnie mieszając, aby masa była gładka i jednolita. Po przestudzeniu rozprowadzić na cieście/musie. Smacznego!

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO W.

środa, 21 kwietnia 2010

SPÓŹNIONE SPAGHETTI Z CZOSNKIEM I CUKINIĄ













Choć uwielbiam czosnek pod każdą postacią i w większości dań, nie planowałam udziału w Dniu Czosnku. Potrawa z czosnkiem w roli głównej jakoś nie wysuwała się na pierwszy plan, gdy myślałam o kulinarnych pomysłach na ten tydzień. A jednak, zupełnie spontanicznie czosnek jednak zdominował nasz wczorajszy posiłek, choć o jeden dzień za późno, by dołączyć do grona jakże ciekawych czosnkowych potraw. 
Bardzo lubię ten moment, gdy z kompletnej pustki w głowie nagle powstaje pomysł na połączenie prostych składników, które zmieniają się w smaczną i nową potrawę. I tak ostatnia w koszyku cukinia związała się z makaronem opływając w oliwie i cudownym aromacie czosnku. Nie wiem czy spaghetti z czosnkiem i cukinią ma jakąś własną nazwę, ale nawet bezimienne z pewnością trafi na nasze talerze jeszcze nie raz. Polecam! 

SKŁADNIKI NA 2 PORCJE
makaron spaghetti (z odmierzaniem właściwej ilości miałam zawsze kłopot, dlatego teraz korzystam z miarki ;)
1 średnia cukinia
3 duże ząbki czosnku
oliwa
sól, pieprz

Cukinię umyć, osuszyć i pokroić w cieniutkie paseczki - ja używam do tego specjalnej "obieraczki-krajaczki". Czosnek obrać i pokroić na cienkie plasterki. 

 Makaron wrzucić do osolonej wody i ugotować al dente. Odcedzić. Oliwę rozgrzać na patelni, wrzucić czosnek i smażyć do momentu aż nabierze delikatnie złotego koloru , dodać pokrojoną w paseczki cukinię i podsmażać ok. 5 minut, doprawiając do smaku solą i pieprzem. Gdy cukinia zmięknie, dodać przestudzony makaron, dobrze połączyć z resztą składników. Wykładać na talerze dodatkowo skrapiając oliwą. Nie miałam akurat tartego parmezanu, ale myślę, że byłby także mile widziany, choć nie jest konieczny. Smacznego!

niedziela, 18 kwietnia 2010

PANETTONE BREAD PUDDING - NOWE OBLICZE ZAJĄCZKA :)


Panettone wcielona w postać wielkanocnego zająca trafiła do nas kilka dni przed świętami. Nie dane jej było jednak uroczyste otwarcie i degustowanie. Wybraliśmy  zgodnie i ochoczo domowe wypieki, a zając z podniesionymi uszami dzielnie reprezentował dział wielkanocnych dekoracji. Po świętach pomyślałam jednak, iż należy mu się coś więcej niż tylko czuwanie nad kolorowymi pisankami. Zainspirował mnie przepis znaleziony na stronie Chocolate Shavings. I tak z zająca powstał wspaniały, kuszący czekoladą  i likierem panettone bread pudding. I choć większość źródeł umieszcza bread pudding w dziale DESERY, my z wielką ochotą i bez  żadnych wyrzutów sumienia zjedliśmy go na śniadanie:)  
Panettone można zastąpić brioszką lub po prostu babką drożdżową, więc obecność zająca nie jest obowiązkowa i nie powinna Was w żadnym wypadku powstrzymać przed przygotowaniem tego wspaniałego śniadania, deseru, podwieczorku .... co kto lubi:) 
Polecam bardzo!

Właściwie ten przepis miał trafić jeszcze do akcji Kuchni Wielkanocnej, która trwała do 10 kwietnia.  Chwilę po jego przygotowaniu i podaniu, dotarła do nas jednak wiadomość o tragedii pod Smoleńskiem... 





SKŁADNIKI NA 5 PORCJI
1 zając z ciasta panettone :)  (oczywiście można zastąpić brioche lub babką drożdżową)
2 jajka
szklanka mleka
3 łyżki likieru Grand Marnier (zastąpiłam domową pomarańczówką i dałam więcej:)
1 łyżka dropsików z gorzkiej czekolady (jeśli nie macie, można zastąpić drobno posiekaną gorzką czekoladą)
1 łyżka dropsików z mlecznej czekolady (jeśli nie macie, można zastąpić drobno posiekaną mleczną czekoladą)
masło do wysmarowania foremek

Piekarnik nagrzać do temperatury 190 stopni. Foremki do zapiekania wysmarować masłem. W misce połączyć likier, jajka i mleko i dokładnie wymieszać. Panettone podzielić (dosłownie podrzeć) na kawałki i rozłożyć do nasmarowanych masłem foremek. Na górze posypać dropsikami czekoladowymi. Zalać miksturą z jajek i mleka.  Delikatnie ugnieść palcami, tak, aby kawałki ciasta były w całości pokryte mlekiem. Piec w piekarniku ok. 35 minut do momentu, aż urosną i pięknie się zarumienią. Ja po lekkim przestudzeniu polałam jeszcze wierzch likierem pomarańczowym, co moim zdaniem było wręcz wskazane! Oryginalne źródło sugeruje jeszcze dodatek lodów waniliowych i ja się pod tą wersją podpisuję, ale wówczas podam ją jako deser, a nie śniadanie. Choć może? 

Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails